Dzisiaj poszerzony Zarząd Krajowej Reprezentacji Samorządowych Kolegiów Odwoławczych zbiera się w Krakowie, by wypracować i przedstawić ministrowi rozwoju wspólne stanowisko w kwestii proponowanych zmian w k.p.a. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że będzie ono negatywne.

Samorządowe kolegia odwoławcze, które są drugą instancją dla osób niezgadzających się z decyzjami samorządu, twierdzą bowiem, że nowe regulacje zamiast usprawnić działanie administracji, tylko dodatkowo obciążą sądy administracyjne.

Dla strony lepiej

Wiele kontrowersji wzbudza przede wszystkim postulowane przez ustawodawcę skrócenie terminu na rozpoznawanie spraw. Urzędnicy bowiem przyznają, że już teraz często nie wyrabiają się przy obowiązującym 30-dniowym terminie. W świetle proponowanych zmian miałby on wynosić 14 dni w procedurze uproszczonej. Przedstawiciele organów mówią krótko: zebranie kompletnego materiału dowodowego, w tym chociażby przesłuchanie świadków, będzie w tak krótkim czasie niewykonalne. Dodają, że nawet jeśli owe 14 dni i tak ulegnie ostatecznie skróceniu, bo trzeba będzie jeszcze brać pod uwagę pracę poczty i czas niezbędny na doręczenie przesyłki. Niewywiązanie się zaś ustawowych terminów oznaczać będzie konsekwencje. Najczęściej w postaci postępowania sądowego w sprawie skargi na przewlekłość lub bezczynność działania organów.

Urzędnicy wskazują, że nie wzrost skarg i spraw w sądach jest największym niebezpieczeństwem, którego się obawiają. Za bardziej problematyczny uznają bowiem mechanizm milczącej zgody (fikcji pozytywnej), który będzie miał zastosowanie właśnie w sytuacji spóźnienia się z wydaniem lub dostarczeniem decyzji. Chodzi o to, że jeżeli organ nie zmieści się w przewidzianym ustawowo terminie, to sprawa ma być z miejsca rozstrzygnięta na korzyść strony.

Zdaniem kolegiów otwiera to pole do nadużyć. Zwłaszcza w sytuacjach, gdy o mocy decyzji decyduje data jej doręczenia, a nie tak jak w przypadkach decyzji ustalających (np. wymiar podatku) data złożenia podpisu. Prezes SKO w Gorzowie Wielkopolskim Wiesław Drabik wyjaśnia, że takie rozwiązanie może zachęcać wiele osób do „celowego grania na zwłokę, poprzez chociażby nieustanne zmienianie adresu zamieszkania, ewentualnie ustanawianie kolejnych pełnomocników lub uchylanie się od przyjęcia korespondencji z urzędu”.

Umowa też w ogniu krytyki

Organy niepokoją się również postulowanym wprowadzeniem umowy administracyjnej, która miałaby funkcjonować w obrocie prawnym na równi z decyzją czy postanowieniem. Polegałaby ona na współpracy stron i administracji, tak aby wspólnie wypracować dogodne rozwiązanie. Problem w tym, że jak przekonują przedstawiciele SKO i eksperci, jakiekolwiek ustępstwa w kwestii ustalania stanu faktycznego i prawnego nie powinny być w ogóle dopuszczalne. Dr Przemysław Kledzik z Katedry Prawa Administracyjnego Uniwersytetu Szczecińskiego tłumaczy, że podstawową zasadą jest to, że najpierw ustala się stan faktyczny, potem przykłada go do norm prawnych i ustala konsekwencje. – Nie może być tak, żeby organy i strona mogły iść na jakiekolwiek kompromisy w kwestii chociażby ustalenia podstawy opodatkowania, ponieważ w takich kwestiach sprawy są proste: nieruchomość jest opodatkowana lub nie – stwierdza Przemysław Kledzik.

Ekspert podkreśla, że o wadze zasady prawdy materialnej jako zasady naczelnej świadczy też instytucja wznowienia postępowania. – Jak wyjdą nowe okoliczności, które nie były znane na dzień wydania decyzji, to stanowią one przesłankę do wznowienia postępowania – dodaje Kledzik.

30 mln Polaków podlega odpowiedzialności administracyjnej

Etap legislacyjny

Projekt w konsultacjach