statystyki

Sędziowie nie potrafią pisać. Dlatego nie rozumiemy orzeczeń

autor: Patryk Słowik05.06.2016, 09:00; Aktualizacja: 05.06.2016, 10:07
Politycy PiS regularnie atakują sędziów. Zarzucają im związki z komunistyczną bezpieką, wypominają duże majątki, wskazują, że stanowią klikę

Politycy PiS regularnie atakują sędziów. Zarzucają im związki z komunistyczną bezpieką, wypominają duże majątki, wskazują, że stanowią klikęźródło: ShutterStock

Dlaczego uzasadnień wyroków tak często nie da się zrozumieć? Bo sędziowie nie umieją ich pisać. I nikt ich tego nie uczy. Poza tym zwycięża lenistwo

Reklama


Reklama


Sędziowie wspaniale wykonują swój bardzo ciężki zawód – tak dwa tygodnie temu zwróciła się do orzekających w Dniu Wymiaru Sprawiedliwości pierwsza prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzata Gersdorf. – Sądy są zbyt daleko od obywateli. Nie rozumieją ich. A obywatele nie są w stanie zrozumieć sądów, co oczywiście należy uznać za problem związany z wymiarem sądownictwa, nie z Polakami – uważa z kolei poseł Stanisław Piotrowicz, szef sejmowej komisji sprawiedliwości. Różnica zdań aż nadto widoczna. I dla każdego podszyta sporem o Trybunał Konstytucyjny. Postarajmy się jednak na chwilę od tego konfliktu oderwać i skupić tylko na pracy sędziów. Wówczas wniosek jest zasmucający. Rację bowiem ma Piotrowicz, a nie prof. Gersdorf.

Politycy PiS regularnie atakują sędziów. Zarzucają im związki z komunistyczną bezpieką, wypominają duże majątki, wskazują, że stanowią klikę. Mówiąc krótko: zohydzają sędziów w oczach Polaków. Tyle że to zadanie szalenie łatwe. Bo dla zohydzenia wizerunku sędziów sporo zrobili sami orzekający. I to bezwiednie, co chyba najgorsze. Wcale nie tym, że przewodniczący jednego wydziału wybudował okazały dom, a prezes sądu Kowalski gra w tenisa z sędzią Sądu Najwyższego Nowakiem – bo w tym przecież nie ma nic złego. Problemem jest to, że orzeczeń sądów nie da się zrozumieć. Są pisane albo językiem, którego przeciętny człowiek nie jest w stanie zrozumieć, albo bełkotliwie.

Problem systemowy

W pracy dziennikarza zajmującego się tematyką prawną niemal codzienną czynnością jest czytanie uzasadnień wyroków. To niewdzięczna czynność. W wielu przypadkach przydałaby się habilitacja z nauk prawnych, a i ona nie gwarantowałaby tego, że uda się zrozumieć tok myślenia orzekającego. W jeszcze większej liczbie przypadków niewiele da się zrozumieć, bo piszący uzasadnienie nie uważał na języku polskim.

Posłużę się trzema przykładami.

Oczywistością jest stwierdzenie, że przepisy polskiego prawa są zagmatwane i że część z nich da się zrozumieć dopiero wówczas, gdy zostaną rozłożone na czynniki pierwsze. To obowiązek każdego piszącego: czy to dziennikarza, czy sędziego. No i konia z rzędem temu, który rozumie, co znaczy stwierdzenie: „Mikroprzedsiębiorcy, mali i średni przedsiębiorcy w rozumieniu ustawy zmienianej w art. 12 w okresie od dnia 1 lipca 2016 r. do dnia 30 czerwca 2018 r. mogą przekazywać dane w postaci elektronicznej odpowiadającej strukturze logicznej, o której mowa w art. 193a par. 2 ustawy zmienianej w art. 1, w brzmieniu nadanym niniejszą ustawą, na żądanie skierowane na podstawie art. 193a, art. 274c par. 1 pkt 2 i art. 287 par. 1 pkt 3 ustawy zmienianej w art. 1, w brzmieniu nadanym niniejszą ustawą, oraz art. 287 par. 1 pkt 3 ustawy zmienianej w art. 1, w brzmieniu nadanym niniejszą ustawą, w związku z art. 31 ust. 1 ustawy zmienianej w art. 4, w brzmieniu nadanym niniejszą ustawą, a także art. 13b ust. 1 pkt 2 ustawy, o której mowa w art. 4, w brzmieniu nadanym niniejszą ustawą”.

Gdybym taki fragment zacytował w tekście, dostałbym burę od przełożonego. Bo to bełkot. Jednak wielu sędziów w uzasadnieniach lubuje się w cytowaniu najbardziej skomplikowanych przepisów. Wtedy – wydaje im się – jest mądrzej. Pytanie tylko, po co mądrzej ma być? – Zrozumienie wielu orzeczeń graniczy z cudem – utyskuje Dorota Wolicka, wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. I opowiada, że zdarzają się sytuacje, gdy ludzie przychodzą do niej z prośbą o wyjaśnienie, co sąd w ich sprawie miał na myśli. Tyle że nikt – ani ona, ani doświadczeni przedstawiciele organizacji – nie jest w stanie tego zrozumieć. – Należałoby iść do prawnika i zapłacić mu za to, by się dowiedzieć, dlaczego sąd orzekł tak, a nie inaczej. Ale czy to nie jest przypadkiem ograniczenie prawa do sądu? Każdy obywatel ma przecież prawo bezpłatnie się dowiedzieć, dlaczego wygrał lub dlaczego przegrał w sądzie. I nie powinno to być ograniczane poprzez pisanie przez sędziów wyłącznie do specjalistów. Właściwe podejście sądów musi polegać na wytłumaczeniu obywatelowi, dlaczego dany wyrok zapadł – wskazuje prezes Wolicka.

Druga rzecz: sędziowie nie czytają tego, co napiszą. I nikt nie sprawdza ich pism. Dowody? W ostatnich dniach w internecie furorę wzbudził fragment orzeczenia Sądu Apelacyjnego w Gdańsku, który podjął odważną decyzję i oddalił „nieładną apelację”, zamiast apelacji bezzasadnej. Błąd jak błąd, można powiedzieć. Pewnie udałoby się go uniknąć, gdyby ktoś uzasadnienie przeczytał po napisaniu. Podobnie jak udałoby się uniknąć próby sprzedaży radiomagnetofonu przez jeden z sądów w jednym z orzeczeń. Ot, wkleiło się niewłaściwe zdanie. Zamiast przepisu ogłoszenie o zbędnym sprzęcie.

I tu dochodzimy do wątku trzeciego: kopiowania. Sędziowie bezmyślnie kopiują. Tak jak student podczas pisania pracy magisterskiej szuka przypisów, tak sędzia szuka autorytetu, na który mógłby się powołać. I tyczy się to nie tylko sędziów sądów rejonowych, lecz wszystkich: Sądu Najwyższego, Naczelnego Sądu Administracyjnego oraz Trybunału Konstytucyjnego.

Model jest następujący: najpierw w uzasadnieniu sąd krótko przedstawia stan faktyczny sprawy. A potem już wskazuje, że na podobny temat wypowiedział się Sąd Najwyższy w uchwale A, w której stwierdzono B. Wypowiedział się także Sąd Najwyższy w wyroku C, w którym stwierdził D. Do podobnego przypadku odniósł się także Trybunał Konstytucyjny, stwierdzając w wyroku E, że trzeba zrobić F. Aż wreszcie dotrzemy do wskazania, że Trybunał Sprawiedliwości UE w wyroku Y stwierdził Z. A potem już tylko stwierdzenie: „Z powyższych względów sąd uwzględnił/oddalił powództwo” i podpisy. Czytelnik zaś się musi domyślać, czy sąd cytuje dziesiątki orzeczeń, bo się z nimi zgadza, czy tylko dlatego, że akurat takie miał pod ręką. Zero własnej myśli. Tego typu uzasadnienia stanowią obecnie najskromniej 1/3 wszystkich.

Sądy zresztą uwielbiają powoływać się na same siebie przy wydawaniu wyroków. Zgodnie z zasadą, że jeśli w jakimś temacie już raz orzekano, nie ma sensu ponownie głowić się nad rozstrzygnięciem. Trzeba brać i korzystać; i najlepiej nie sięgać do innych źródeł. W efekcie Naczelny Sąd Administracyjny w ostatnich latach w 2/3 przypadków odwoływania się do linii orzeczniczej powoływał się na ten sam NSA. W 37 proc. przypadków argument odwołania się do własnej linii orzeczniczej był jedynym, którym posłużył się sąd (dane za „Utrwalona linia orzecznicza jako argument z (własnego) autorytetu sądowego” Marcina Romanowicza). Idąc dalej, Trybunał Konstytucyjny, dekodując znaczenie przepisów konstytucji, także powołuje się przede wszystkim na samego siebie. Odwołania do własnego autorytetu można znaleźć w 59 proc. orzeczeń.

Oczywiście nie ma nic złego w powoływaniu się na własny autorytet. Pod warunkiem, że jest to działanie przemyślane i oparte na dogłębnej analizie spraw: zarówno obecnej, jak i tej, na którą sąd się powołuje.

Spłycone myślenie

Rozmawiam z prof. Ewą Łętowską, sędzią NSA oraz TK w stanie spoczynku. Mówiąc najkrócej: nie jest łaskawa dla kolegów po fachu. – Problem jest systemowy i dotyczy nie tylko sędziów. Nagminnie widzę, że pisać nie potrafią także doktoranci, nawet habilitanci. Założeniem każdego wywodu – czy to uzasadnienie, czy rozprawa doktorska – powinno być to, że mamy jakiś materiał na wejściu i wskutek naszej pracy pojawia się materiał wyjściowy – jako wynik analizy i wypracowania „wartości dodanej”. A typowe jest niestety to, że na wyjściu jest to samo, co na wejściu, tylko innymi słowami. Ot, kompilacja dotychczasowej twórczości innych autorów. A w efekcie, gdy już czterech prawników stworzy taki łańcuszek, gdy drugi cytuje pierwszego, trzeci drugiego za pierwszym, a czwarty to już nawet nie wie, o co chodzi, lecz szuka jedynie źródła, na które mógłby się powołać, mamy do czynienia z całkowitą płytkością myśli. I od tego przepisywania jest coraz płyciej – tłumaczy.

Jej zdaniem nie ma nic gorszego niż sytuacja, gdy sędziowie spierają się o treść orzeczenia, aż w pewnym momencie pada stwierdzenie: ale przecież się tym już zajmowaliśmy, po co zastanawiać się raz jeszcze. Wówczas jakakolwiek dyskusja merytoryczna nad wyrokiem się kończy. Zaczyna się kombinowanie, nie jaki wyrok wydać, lecz jak łatwo, szybko i bezboleśnie napisać do niego uzasadnienie. – Tłumaczę sędziom, że muszą wymagać od siebie i od innych sędziów, dążyć do spójności orzecznictwa. Tę ostatnią sprawę odpuściły sobie w gruncie rzeczy biura orzecznictwa wielu jurysdykcji. Jednak obecnie jakakolwiek krytyka sądownictwa postrzegana jest w kategoriach politycznych, a nie prawnych – wskazuje prof. Ewa Łętowska.

To prawda. Obecnie każda wypowiedź na temat sędziów i jakości ich pracy jest kojarzona politycznie. I przez sędziów, i zwykłych obywateli. Wystarczy przypomnieć sobie zachwycony głos prof. Gersdorf, która uważa, że wszystko z wymiarem sprawiedliwości jest w porządku, i wprost odnosi swój pogląd do sytuacji związanej z polityczną awanturą o TK. Wystarczy także zajrzeć w komentarze pod pierwszym lepszym tekstem opublikowanym w internetowym wydaniu naszej gazety. W sprawach związanych z sądownictwem, w których nawet jednym słowem nie wspomina się o polityce, komentarze można podzielić na dwa rodzaje. Część użytkowników odsądza od czci i wiary partię rządzącą, kibicując sędziom. Inni wyzywają wszystkich naokoło ze szczególnym uwzględnieniem „szubrawców z Der Dziennika, którzy zakłamują rzeczywistość, pisząc, że wyroki sądów są w porządku”. Skończył się czas merytorycznej oceny pracy sędziowskiej. Albo jesteś z nami, albo przeciwko nam.

Samo stwierdzenie, że jest źle, to za mało. Chodzi przecież o to, aby znaleźć rozwiązanie problemu. Co leży u jego podstaw?

Zdaniem prof. Łętowskiej powody są co najmniej cztery. Po pierwsze, wielu sędziów jest najzwyczajniej w świecie leniwych (co zresztą cechuje wielu prawników). – A mało komu chce się z nimi użerać, gonić do pracy, uczyć pisania. To zadanie dla prezesa sądu, dla wizytatora. Brakuje oceny orzecznictwa. Docenienia tych, którzy dobrze piszą, zganienia tych, którzy się do zadania nie przykładają, oraz nauczenia tych, którzy po prostu pisać nie umieją – argumentuje Łętowska. O to jednak trudno, bo wizytatorzy powoli odchodzą do lamusa. Władza uważa, że nie potrzeba sędziów funkcyjnych. Zadaniem sędziego jest orzekanie. Z tego też względu w ostatnim czasie pojawiły się głosy, że więcej czasu na salach sądowych powinni spędzać m.in. rzecznicy prasowi, którzy są przecież przede wszystkim sędziami. A że w wielu przypadkach odbije się to na jakości orzekania? Cóż, przynajmniej będzie szybciej, jeśli wszystkie ręce trafią na pokład.

Drugi powód to nowoczesność. Łętowska za jakość orzecznictwa wini m.in. powszechny dostęp do komputerów, a właściwie nieumiejętność sensownego korzystania z technologii. – Sędzia (czasem jego asystent, a sędzia nie wyłapie, co zresztą na jedno wychodzi) włącza peceta, otwiera program, w którym wyskakuje mu tysiąc orzeczeń, i przepisuje bez zastanowienia się nad problemem. Nie sięga do źródła, nie czyta całego uzasadnienia: bo program mu wypluwa trzy kluczowe zdania. A że nie pasują do jego sprawy? Trudno – wskazuje prawniczka.

Powód trzeci to powszechna obecność asystentów w sądach. Jeśli młodzi prawnicy sami nie piszą projektów uzasadnień, to otrzymują zadanie przygotowania materiałów dla sędziego do ich napisania. Asystent chce się wykazać, więc przynosi całą teczkę kopii, które jego zdaniem stanowią doskonały materiał wyjściowy do napisania „nowego” uzasadnienia. Stąd zaś – co podkreśla Łętowska – prosta droga do przeczytania tylko początku i przepisania kilku pierwszych stron, zamiast przeczytania całości i wyciągnięcia własnych wniosków.

Kluczowy jest jednak powód czwarty, stanowiący jednocześnie odpowiedź na pytanie, co zrobić, aby sytuacja się poprawiła. Chodzi o edukację, a właściwie jej brak. Prawnicy nie są uczeni pisania uzasadnień. W najlepszym razie przyszły sędzia będzie musiał napisać kilka pism, by ukończyć Krajową Szkołę Sądownictwa i Prokuratury. Ale aby naprawdę nauczył się pisać uzasadnienia, powinien zacząć naukę już na studiach.

Czas zacząć wymagać

Popatrzmy choćby na jeden z najlepszych wydziałów prawa w Polsce: Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Można ukończyć 5-letnie studia bez napisania choćby jednego pisma, poza pracą magisterską. Trzeba wykuć na pamięć kilka podziałów na przedmioty historyczne, kodeks cywilny, kodeks karny i tak dalej. Mało który wykładowca czy ćwiczeniowiec uczy interpretacji przepisów. Jeśli już któryś podejmuje to wyzwanie, szybko okazuje się, że studenci uciekają do innych grup – prowadzonych przez osoby wymagające tylko wkucia kodeksu.

Dowody? Wystarczy wskazać, że przedmiot o najmniejszej zdawalności to prawo ubezpieczeń społecznych. Tu nie ma kodeksu. Jest wiele wzajemnie powiązanych ze sobą ustaw. Nie wystarczy zapamiętanie przepisów. Za cytowanie przepisów zresztą prof. Inetta Jędrasik-Jankowska, przez wiele lat kierowniczka Katedry Prawa Ubezpieczeń UW, stawia dwóję. Jędrasik-Jankowska powtarza zresztą jak mantrę: do ustawy sobie w każdej chwili prawnik może zajrzeć, ważniejsze, żeby nauczył się myślenia. Żeby odnalazł właściwe zdanie i umiał wyciągnąć z niego wnioski. Studenci zaś w wyciąganiu wniosków są kiepscy. Dlatego też ponad połowa egzaminu w pierwszym terminie nie zdaje. Ostatecznie studia skończą. A potem część z nich zostanie sędziami. Z umiejętnością zajrzenia w kodeks lub do komputerowej bazy orzeczeń, za to bez umiejętności interpretacji tego, co czytają, oraz przelania swojej wiedzy na papier.

Wnioski nie są niestety optymistyczne. Stwierdzenie, że należy lepiej uczyć, jest oczywiste. Tyle że tego nie da się tak prosto zrealizować, a na pewno nie z roku na rok. Może więc najlepiej byłoby sięgnąć po rozwiązanie najprostsze, postulowane przez niektórych polityków: czyli spalić biblioteki, wyrzucić do kosza orzecznictwo i pisać prawo od nowa? Wtedy nie byłoby z czego kopiować, przynajmniej przez kilka lat. – Jeśli pyta pan, czy sędziowie potrafią pisać uzasadnienia, to odpowiedź jest oczywista: nie potrafią, a raczej nie zawsze i nie wszyscy. Ale jeżeli sugeruje pan, że należy spalić biblioteki, to zapewniam, że to nic nie da. Żaden niepiśmienny od spalenia książek nie nauczył się jeszcze pisać. Zabroni pan korzystania z orzecznictwa i zaraz w obrocie pojawią się własne kajety wypełnione „mądrymi myślami” – ripostuje prof. Ewa Łętowska.

Trzeba więc przestać głaskać po głowie i wymagać – nie traktując tego jako zohydzanie wizerunku sędziego. I nie przyjmować argumentu, że sędziom brakuje czasu na pisanie uzasadnień. To byłoby przecież równoznaczne z przyznaniem, że jakość orzecznictwa jest kiepska. Przemilczanie ewidentnych deficytów w pracy sądów to droga donikąd. A wymóg tego, by sędzia mówił i pisał ludzkim głosem, to chyba nie tak wiele.

Gdy już czterech prawników stworzy taki łańcuszek, gdy drugi cytuje pierwszego, trzeci drugiego za pierwszym, a czwarty to już nawet nie wie, o co chodzi, lecz szuka jedynie źródła, na które mógłby się powołać, mamy do czynienia z całkowitą płytkością myśli. I od tego przepisywania jest coraz płyciej

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

Reklama

  • xvart(2016-06-05 10:31) Odpowiedz 6917

    jak uzasadnienie ma być dobrze napisane jak sędzia pisze ich 150-200 rocznie? Jeżeli oddajesz uzasadnienie co dwa dni albo codziennie i piszesz je z reguły o 2 w nocy, to jak ma być napisane jasno? Poza tym uzasadnień sędzia nie pisze dla stron, bo jak to zrobi to mu wyrok uchylą. Uzasadnienia pisze się dla sądu odwoławczego, żeby odwoławczy nie musiał ehm czytać akt zbyt dokładnie... Widziałem kiedyś uzasadnienie austriackie. Tam sędzia skazał za podrobienie dokumentu i uniewinnił od usiłowania wyłudzenia odszkodowania ubezpieczeniowego. Uzasadnienie liczyło jedną stronę, na której rzeczywiście napisał dlaczego taki a nie inny wyrok skazujący wydał (połowa była kopią z opinii grafologa), a uniewinnienie uzasadnił w ten sposób, że formularz uzasadnienia zawierał wyliczenie: A) brak znamion przestępstwa, B) brak dowodów winy, C).. itd. Sędzia zaznaczył B i to było uzasadnienie uniewinnienia. Bo co tu jeszcze pisać, jak prokurator winy nie udowodnił? U nas takie uzasadnienie miało by 12 stron A4, z których wynikało by dokładnie to samo. Sędzia austracki swoje napisał w pół godziny. Polskiemu zajęłoby to 6 godzin. Taki sposób pisania uzasadnień nie jest winą sędziów pierwszoinstancyjnych lecz chorych przepisów do tego w sposób skandaliczny interpretowanych przez sędziów odwoławczych. Dodatkowy problem polega na tym, że na 150 uzasadnień oddanych przez sędziego przypada średnio 15 apelacji. Jak łatwo policzyć, polski sędzia spędza średnio 3 miesiące na pisaniu uzasadnień w sprawach, w których nikt nie napisze apelacji. Oczywiście jest to praca sędziego, ale w tym czasie inne sprawy leżą. I proszę się teraz postawić na miejscu sędziego: albo napiszę takie informacyjne uzasadnienie dobrze, albo wydam 3 wyroki w innych sprawach, które mi leżą i ludzie czekają. Tego i tego jednocześnie zrobić nie dam rady. Co byście wybrali?

    Pokaż odpowiedzi (6)
  • Nemo(2016-06-05 10:11) Odpowiedz 5323

    A może to jednak dziennikarze (czy tylko Autor) nie potrafią czytać ze zrozumieniem...Teza postawiona przez autora jest równie prawdziwa, jak: "Dziennikarze nie potrafią czytać. Dlatego nie rozumieją orzeczeń". Są różne uzasadnienia - proste i bardziej skomplikowane. Są różni sędziowie - bardziej lub mniej uzdolnieni. Są wreszcie różni odbiorcy tego, co sędziowie piszą - czytający ze zrozumieniem i mniej bystrzy. A dziennikarzom "zajmującym się tematyką prawną" może przydałoby się posiadanie wykształcenia prawniczego, żeby jednak rozumieli to, co przeczytają i wiedzieli o czym piszą...

    Pokaż odpowiedzi (2)
  • Inhabilis(2016-06-05 18:59) Odpowiedz 345

    "Kilka pism, że ukończyć KSSIP" - tych kilka panie autorze, to 35 sprawdzianów; 400 projektów na zajęciach i około 1000 pism w sądzie w trakcie praktyk. Takie tam kilka... Wiedziałby Pan, gdyby przygotował się do pisania. Tutaje jest taki problem, że sędzia nie może pisać, co mu ślina na język przyniesie i co mu się wydaje. Czy pan też pisze 300 artykułów rocznie, poza godzinami pracy, tak jak na jednego sędziego przypada 300 uzasadnień rocznie? Podziwiam Panią profesor Łętowską, ale różnica między sędzią TK a sędzią sądu powszechnego polega na tym, że na jednego sędziego TK przypada 4 asystentów, w sądzie na jednego asystenta przypada 4 sędziów. Popieram postulat nauki na studiach. Czu autor ma świadomość, że rocznie toczy się w sądach 15 milionów spraw, a sędziów czynnych jest 9.800. Oni wszyscy nie umieją pisać? I czy dotyczy to sądów powszechnych, czy w SN też nie umieją pisać? I może warto wspomnieć np. o art 328 § 2 k.p.c. Uzasadnienie wyroku powinno zawierać wskazanie podstawy faktycznej rozstrzygnięcia, a mianowicie: ustalenie faktów, które sąd uznał za udowodnione, dowodów, na których się oparł, i przyczyn, dla których innym dowodom odmówił wiarygodności i mocy dowodowej, oraz wyjaśnienie podstawy prawnej wyroku z przytoczeniem przepisów prawa. Art. 424 k.p.k. § 1. Uzasadnienie powinno zawierać zwięzłe: 1) wskazanie, jakie fakty sąd uznał za udowodnione lub nieudowodnione, na jakich w tej mierze oparł się dowodach i dlaczego nie uznał dowodów przeciwnych, 2) wyjaśnienie podstawy prawnej wyroku. § 2. W uzasadnieniu wyroku należy ponadto przytoczyć okoliczności, które sąd miał na względzie przy wymiarze kary, a zwłaszcza przy zastosowaniu nadzwyczajnego złagodzenia kary, środków zabezpieczających oraz przy innych rozstrzygnięciach zawartych w wyroku. Widzicie Państwo winowajców części swoich zarzutów, np. "dlaczego Sąd podaje podstawę prawną i przytacza część przepisów?". Bo musi. Stwórzcie sobie Państwo nowy projekt ustawy, wprowadźcie określone przepisy, wpływajcie na praktykę, działajcie. A taki bełkot jak powyżej, pełen uogólnień, niczemu jednak nie służy. Z doświadczenia wiem, że taki "flow" bardziej szkodzi wiarygodności, niż wspiera cokolwiek. Bo jak artykuł jest o wszystkim, to jest o niczym. I może na koniec smutna refleksja, że choroba związane z wklejaniem, bełkotem i nieumiejętnością pisania aktualne są w każdym zawodzie. A najbardziej, to chyba w dziennikarskim. Ale czy poczynione przeze mnie uogólnienie sprawi, że zaczniecie Państwo inaczej pisać? Szczerze wątpię.

  • Inhabilis(2016-06-05 15:55) Odpowiedz 325

    Może na początek anegdotka z O. Missuny (Pamiętnik prokuratora). Pewien sędzia po noweli procedury sprzed pół wieku na rozprawie karnej krótko uzasadnił wyrok mniej więcej tymi słowy: "kradłeś, kradniesz, będziesz siedział". Zrozumiałe - tak. Ale dziś to nie wystarczy. Rozumiem sentyment. Może w PRL albo w dwudziestoleciu były jakieś pozytywne elementy rzeczywistości. Ale sposób procedowania sądów i uzasadniania wyroków - w pewnym zakresie - do nich nie należą. Zastanawiam się, czy autor słyszał o czymś takim, jak "stabilność" orzecznictwa. W skrócie chodzi o to, żeby w podobnych sprawach sądy nie wydawały odmiennych orzeczeń. To taki drobiazg, który wchodzi w składa prawa do sądu. Tak nieistotność, że nie warto o tym pisać? Zatem de facto autor postuluje, żeby w każdej sprawie sądy orzekały odmiennie, mimo zbliżonych stanów faktycznych. Postulat godny oceny bardzo dobrej z logiki. Tak jak i spójność wywodu artykułu. W zakresie oczywistej omyłki pisarskiej - autorowi radzę przegląd artykułów w jego macierzystej gazecie - żeby się czasem nie zdziwił, bo ja wyłapuję rzeczy kuriozalne. A w zakresie zacytowanego fragmentu uzasadnienia noweli - niech autor przedstawi to jednym zdaniem tak, żeby było zwięzłe, zrozumiałe i nadawało się do kontroli instancyjnej. Niestety, ale nasza pozycja względem prawa międzynarodowe i skomplikowanie przepisów oraz liczne nowele wymuszają określony styl pisania. Może będzie to odkrywcze dla autora, ale życie jest bardziej skomplikowane, niż kilkadziesiąt lat temu. Radzę również lekturę dyrektyw UE, ich implementacji oraz rozporządzeń i ich przekład przez autora w ten sposób, aby każdy szary człowiek je zrozumiał. Myślę, że odniesiony przez to sukces zapewni mu dożywotnie utrzymanie. Uprzedzam jednak, że akty prawne papierowe, ułożone na sobie, mają kilka kilometrów wysokości. Ale dzięki temu że autor do leniwych widocznie nie należy - z pewnością poradzi sobie z kształtowaniem świadomości prawnej wszystkich obywateli, nawet tych najprostszych. Przełożyć niezrozumiałe tak, aby było zrozumiałe. Instytucje prawa rzymskiego, kilometry aktów prawnych i setki tysięcy orzeczeń i publikacji w pigułce tak, aby każdy to zrozumiał. Wolność, równość,braterstwo! Prawo zrozumiałe dla każdego obywatela! Napiszemy prawo na nowo! To takie piękne... A tak na serio - każdy ma prawo do sądu, w przypadku określonych okoliczności prawo do profesjonalnego pełnomocnika. To się nazywa "profesjonalizacja" i zasadniczo jest charakterystyczne dla państw rozwiniętych. Tym samym proponuję, aby nie stawiać niemożliwych do zrealizowania postulatów. Etykiety na żywności, ulotki w lekach i recepty też są pisane trudnym językiem. Może czas wziąć się za farmaceutów? Oczywiście - wyrok musi być zrozumiały. Zdarzają się błędy. Ale ww. artykuł zawiera więcej emocji, niż merytorycznej treści. A autor chyba też za bardzo uwierzył w nagonkę na sądy i opisane postulaty. Proponuję wyjść z mainstreamu i zagłębić się w temat. Zdarzają się patologie, ale stanowią margines i nie są zupełnie związane z tym, o czym pisze autor.

  • a2mt(2016-06-05 17:05) Odpowiedz 282

    Komentarze są, klikalność jest. I wydźwięk wpisuje się w linię organu (władzy). Przed redaktorem Słowikiem przyszłość widzę świetlaną. Wydawca musi być zadowolony... P.s Polecam w Dz.U. lekturę dzieł m. in. posła Piotrowicza. I poproszę o takie ich przełożenie na język potoczny, by strony sporu były zadowolone jak wydawca i władza z redaktora Słowika.

  • Joanna Żakowska(2016-06-05 09:54) Odpowiedz 2342

    Nie potrafią pisać , czytać , liczyć....Uzasadnienie często nie dotyczy toczącej się sprawy a 2+2 to 3 albo pięć.. Jak się twierdzi , że 4 to zaraz atak na niezawisłość i wielka obraza . Są bezkarni...

  • myślący(2016-06-05 10:01) Odpowiedz 2012

    Do tej grupy wtórnych analfabetów,powinno się dodać tzw ,lekarzy orzeczników z ZUS,miast napisać /jest pan zdolny do pracy/to pokrętnie formułują /nie jest pan nie zdolny do pracy/ do czego potrzebne są te krętactwa?

    Pokaż odpowiedzi (2)
  • Theodor(2016-06-05 11:42) Odpowiedz 180

    Praprzyczyna tkwi w prawie i tym jak ono jest pisane, bo trudno w jasny i przystępny sposób wytłumaczyć zastosowanie bełkotliwie napisanego przepisu. Zresztą niska jakość prawa jest główną przyczyną sporów sądowych. Druga przyczyna tkwi w komputerach, a zwłaszcza funkcji kopiuj-wklej. Dotyczy to w równym stopniu wszystkich piszących. Tyle, że nie ma od tego odwrotu.

  • wera(2016-06-05 21:05) Odpowiedz 175

    Jestem czynnym prawnikiem z 30 letnim stażem i z pełną znajomością tematu mogę stwierdzić, że wszyscy prawnicy (nie tylko sędziowie) nie potrafią pisać. Mają problemy z poprawnym posługiwaniem się językiem polskim i zastępują brak tej umiejętności tzw. językiem prawniczym. Bylejakość pism, czy uzasadnień nie może być tłumaczona dużą ilością pracy, ponieważ wszystkie te pisma powinny zawierać wyjaśnienia rozstrzygnięcia przedstawione w sposób zrozumiały dla uczestników postępowania i innych osób zapoznających sie z ich treścią.

  • oskar(2016-06-05 12:24) Odpowiedz 161

    najpierw wypadałoby zacząć od tego co jest praprzyczyną wątpliwych uzasadnień - jakość polskiego prawodawstwa. Nawet najmądrzejszy sędzia nie wiele może zrobić, jeżeli prawo się zmienia jak w kalejdoskopie, jest wewnętrznie niespójne i pisane w sposób niezgodny z zasadmi techniki prawodawczej. Zresztą przykład "jakości" i czytelności prawodawstwa zacytował sam Autor artykułu

  • berek(2016-06-05 13:03) Odpowiedz 163

    No dobrze, w takim razie powinniśmy w sądach wyrzucić komputery, spalić zgromadzone przez lata pracy orzecznictwo i pisać na maszynach ? Do tego sprowadza się ten artykuł najwidoczniej. Precedens istnieje po to, by nie wałkować starego tematu po raz kolejny i nie tracić na niego czasu. Wszyscy chcieliby być wyjątkowi i myśleć, że ich indywidualna sprawa to kompletnie nowy kazus prawny. A to wszystko bzdura, nie jesteście wyjątkowi, macie wszyscy takie same nędzne żałosne ludzkie problemy. W tych sprawach zmieniają się tylko nazwiska. Niech nie kłamią dłużnicy, bo biorą masę pożyczek, potem ich nie spłacają i są ignorantami, nie znającymi nawet instytucji przedawnienia. Czy można winić firmy, które próbują zarobić na odsetkach. Przecież to przejaw przedsiębiorczości, tak ukochanej wolności działalności gospodarczej. To nie sądy zlikwidowały uwzględnianie przedawnienia z urzędu. Przede wszystkim jednak to nie sądy skłóciły rodziny. Szczerze to nic mnie nie obchodzą rodzinne konflikty to spadki, o majątki, o dzieci. To ludzie są nieprzygotowani do życia w społeczeństwie, a nie sędziowie do sądzenia. I potem wściekłe nienawistne strony wymagają, aby obydwojgu przyznać rację. To jest kompletne nieporozumienie. Oczywistym jest, że w sądach powołuje się na stare podobne orzecznictwo, bo nie ma nic wyjątkowego w kolejnej chorej sprawie o naruszenie posiadania czy dział spadku. Leczcie się ludzie z zawiści, z chciwości, z zacietrzewienia. Nauczcie się chociaż na forum rodzinnym odrobiny zdolności do kompromisu. I raz jeszcze powtarzam - NIE JESTEŚCIE WYJĄTKOWI, A TYM BARDZIEJ WASZE SPRAWY !

    Pokaż odpowiedzi (3)
  • mateo(2016-06-05 14:57) Odpowiedz 1415

    Bardzo wielu ludzi, którzy podejmują pracę w sądach powszechnych, mając już za sobą spore doświadczenie życiowe i zawodowe poza sądownictwem, zaskakuje ogromny rozziew tego, co zastają, z ich wyobrażeniami i oczekiwaniami wobec osób pracujących w wymiarze sprawiedliwości. Niewielka wiedza ogólna, lenistwo, arogancja, wąziutkie horyzonty myślowe, zła organizacja pracy, konformizm, nepotyzm, brak zdolności do samokrytycyzmu i niskie kompetencje społeczne, powodują, że nikt normalny w tym środowisku na dłuższą metę się nie ostanie bez szkód na własnej psychice. Środowisko jest bardzo wsobne. Niezwykle rzadko zgromadzenia sędziowskie wybierają kandydata z innego zawodu prawniczego. Moim zdaniem, jedynie otwarcie się na inny rodzaj doświadczenia i kompetencji, może uchronić to środowisko przed kompletna degeneracją. Po utworzeniu KSSiP zapanowała jakaś pseudo wiara w to, że jej absolwenci są w szczególny sposób wyselekcjonowani i przygotowani do wykonywania zawodu sędziego. Obserwując pracę absolwentów tej szkoły, widząc jej program i metody kształcenia oraz osoby wykładowców, nie podzielam tej mistycznej wiary. Uzasadnienia przygotowywane przez te osoby opierają się na pewno na bardzo dobrej znajomości przepisów i orzecznictwa (liczne, obszerne cytaty), zdradzają jednak nader często nieznajomość zasad wykładni i brak wiary w umiejętność samodzielnego myślenia. Kajety z "mądrymi myślami" są najbardziej potrzebne, gdy na własne liczyć nie można.

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • Irena anna(2016-06-05 12:05) Odpowiedz 134

    Moim zdaniem do napisania uzasadnienia spełniającego wszystkie wymogi potrzebna jest przede wszystkim umiejętność ,logicznego myślenia i wyciągania wniosków. Ogromne znaczenie ma też zapoznanie się z aktami sprawy zawierającymi dowody w sprawie.J.ednak niektórym sędziom zdarza się improwizować. Czytając wyrok nie wiadomo czy powinno się śmiać czy płakać. Podam przykład. Przed kilkoma laty powódka-wdowa starała się o podwyższenie renty alimentacyjnej wypłacanej przez ubezpieczyciela. Mąż powódki był 3 lata od niej starszy, Sąd oddalił powództwo a w uzasadnieniu m.in. napisano : "Powódka jest jeszcze osobą młodą i zdrową/nie czytano akt/ i powinna iść do pracy. Maż powódki w chwili śmierci nie był już człowiekiem młodym a jego możliwości zarobkowe raczej by malały niż rosły.". Powódka miała wówczas sporo ponad 50 lat. Kuracja odmładzająca tylko w sądzie.

  • adam(2016-06-05 09:18) Odpowiedz 122

    A co z ustawami i ogólnie pojmowanyn prawem? Przecież w tym zwykły człowiek nie ma szans sie połapać

    Pokaż odpowiedzi (2)
  • blodbad(2016-06-05 13:43) Odpowiedz 122

    Czy ZO sądu albo KRS bada, czy kandydat na sędziego potrafi logicznie myśleć, poprawnie wnioskować i posługuje się językiem polskim w taki sposób, że przekazuje jasno swoją myśl przeciętnemu Kowalskiemu? Być może należałoby w niektórych sytuacjach pominąć takich kandydatów na sędziów jak dr hab czy wykładowcę pięciu uniwersytetów.

  • Jolka(2016-06-06 00:44) Odpowiedz 126

    W mojej małej mieścinie w sądzie orzeka ok. 50 sędziów. Czytałam uzasadnienia każdego z nich i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że kiepskiej jakości uzasadnienia przyuważyłam u zaledwie 3 dni, chociaż owa kiepskość bardziej wynikała z pomijania ważnych okoliczności czy niedoczytania protokołów z zeznań. Muszę jescze zaznaczyć, że okręg karny w jest tak mocno obsadzony, że ciężko pisać nawet zasadną kasację, bo uzasadnienia są spójne, logiczne, pełne i oparte na dowodach. Nie wiem dlaczego ale artykuł jest dla mnie lekko propagandowy, mający na celu ośmieszyć sędziów i gdybym na co dzień uzasadnien nie widziała, zapewne informację (zwłaszcza te occene) uznałabym za prawdziwe.

  • Ona (2016-06-05 21:28) Odpowiedz 125

    Gdyby autor przygotował sie do napisania tekstu wiedziałby że w SO uzasadnienia w 90% pisza młodzi niedoświadczeni asystenci i to na akord.

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • sn(2016-06-05 14:23) Odpowiedz 103

    Orzeczenia sądu i napisane prawo w Sejmie,Senacie ,Rządzie ,jest przede wszystkim dla Kowalskiego , skoro on jako Obywatel ma je zrozumieć i przestrzegać,dostosować się . Nie jest ono tylko dla tęgich głów prawniczych czy urzędniczych, bo i one każdy różnie interpretują . Taki bałagań mamy w temidzie i urzędach RP od lat . Co na to władza , a no nic nie robi ,tylko dalej tworzy prawo na kolanie , nawet ta nowa niby lepsza zmiana. Wystarczyłoby przyjąć dla porządku taką zasadę jaka jest przy pisaniu innych pism (zasady pisania pism -korespondencja biurowa, taki był przedmiot w szkole w TE) np. pkt 1 - ustala i opisuje fakty, pk2 - dokonuje się analizy i oceny, pkt 3- wyciąga wnioski , pkt 4- wydaje się decyzje ,orzeczenia, pkt5 - uzasadnienia i powołuje się na podstawy prawne ,techniczne itp w decyzjach ,orzeczeniach . Tego powinni uczyć w szkołach średnich i na wyższych studiach wszystkich specjalności. To jest zadanie dla resortów MEN,MSW i N i dalej dla szefów, aby tego wymagali w pracy. Wywody są trafne p. prof.Ewy Łętowskiej i posła S.Piotrowicza. Sądy powinni uczyć tych niesfornych poprawnego pisania pism po polsku , na specjalnych szkoleniach zawodowych , prowadzonych przez polonistów i spec. od korespondencji biurowej.

  • as(2016-06-05 16:14) Odpowiedz 83

    minister Ziobro wysle do szkoly podstawowej a potem beda pisac jasno dla wszystkich .

  • PO(2016-06-05 19:20) Odpowiedz 817

    Sędziowie nie potrafią napisać skąd mają przeogromne majątki, skąd ze złodziejstwa

    Pokaż odpowiedzi (2)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama