statystyki

Po co sędziemu wanna, czyli ile pracuje orzekający

autor: Agnieszka Damasiewicz19.03.2016, 17:00
To, ile pracuje sędzia, budzi emocje zarówno opinii publicznej, jak i samych sędziów, tyle że ze skrajnie różnych powodów.

To, ile pracuje sędzia, budzi emocje zarówno opinii publicznej, jak i samych sędziów, tyle że ze skrajnie różnych powodów.źródło: ShutterStock

Jednym z warunków dobrego „obrobienia” sprawy jest pozostawienie jej na jakiś czas w spokoju. A na to orzekający rzadko mogą sobie pozwolić.

Reklama


Reklama


To, ile pracuje sędzia, budzi emocje zarówno opinii publicznej, jak i samych sędziów, tyle że ze skrajnie różnych powodów. Opinia publiczna, szlifowana przez media, uważa, że nienormowany czas pracy sędziego to przywilej. „Posiedzi sędzia w pracy do dwunastej i idzie do domu”. Natomiast sędziowie uważają, że nienormowany czas pracy to przekleństwo. „Siedzę nad sprawą do dwunastej, nawet w domu”. W pierwszym przypadku chodzi o dwunastą w południe, w drugim – o dwunastą w nocy.

Odmienne spojrzenie wynika z przyjęcia różnych perspektyw. Opinia publiczna ocenia czas siedzenia, pisania, czytania i finalnie przekładania akt z przegródki „niezałatwione” do przegródki „załatwione”. Pomija pokaźną dawkę pracy sędziego, która polega na „niewidzialnym” myśleniu.

Sędzia mówi z żalem: „Niektórzy sądzą, że jak nie przerzucam węgla łopatą, to nie pracuję. A przecież moja praca w zasadniczej części polega na myśleniu”.

Zadałam sędziom pytanie, czy mają czas na myślenie. Chodzi o myślenie bez podejmowania jakichkolwiek czynności, w tym nawet szukania inspiracji w komentarzach i orzecznictwie. Takie przysłowiowe siedzenie w wannie i dumanie nad sprawą. Oto, co odpowiedzieli [wypowiedzi sędziów udzielone w wywiadach przeprowadzonych przeze mnie w latach 2013–2015 w ramach badań naukowych nad procesem decyzyjnym sędziego]:

„U mnie jest tak, że ja cały czas chodzę i myślę, i rozsupłuję ten węzeł. Jednak żeby usiąść i pomyśleć, obecnie nie mam czasu. To jest właśnie najgorszy aspekt tej pracy”.

„Czas? Tego czasu na myślenie się nie planuje. Po prostu jak problem występuje, to niestety nie zostawia się go, zamykając gabinet. To jest taka praca, o której nie da się nie myśleć. Czasem myślę na rowerze, na zakupach, przy sprzątaniu czy gotowaniu. Ale nie dlatego, że wtedy mi się fajnie myśli, tylko dlatego, że dany problem mi się nasuwa. Często jest tak, że przy biurku się nie wymyśli, tylko dopiero jak sprawa zapuści korzenie. Nagle, któregoś dnia, po przebudzeniu ma się rozwiązanie problemu”.

„Siedzą sprawy w głowie i się uaktywniają w czasie odkurzania. Leżę w wannie i przychodzi mi na przykład do głowy, gdzie coś sprawdzić”.

„Nawet jeśli mam trzy tygodnie urlopu, to przez pierwszy tydzień jeszcze się myśli o sprawach, a przez ostatni – już się myśli. To rodzaj natręctwa”.

„W korkach. Generalnie myśli się w korkach”.


Pozostało jeszcze 81% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 89,90 zł
Zamów abonament

Mam już kod SMS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Polecane

Reklama

  • tm(2016-03-19 20:47) Odpowiedz 2731

    albo o tej 12 wrzucić sprawę asystentowi na półkę i do domu ;) komu ten kit cisną...

  • black but white(2016-03-19 18:45) Odpowiedz 206

    Dodam - kilka (np 5) prostych pięciominutowych decyzji to nie jest proste 5 x 5 min, inaczej nie jest to 25 minut. W pracy sędziego czy każdego prawnika, potrzebny jest czas na "wciągnięcie się" w sprawę, czas na jej uporządkowanie, czas na analizę i wspomniany czas na zapomnienie o sprawie i ..... w końcu czas na decyzję. A potem .... jeszcze czas by tą decyzję przenieść ze sfery myśli na sferę utrwaloną (co wyczerpuje i czasami jest najmniej satysfakcjonującym elementem). Drobne pozornie proste sprawy pochłaniają energię (i czas) w stopniu wykładniczym i ....... nie pozwalają na opisany proces, zapomnienie o sprawie staje się zbyt głębokie i rodzi potrzebę poświecenia czasu na powtórzenie dotychczasowych czynności, które nim się zakończy zostaną przerwane przez mało istotną czynność. Żeby z tym się uporać trzeba cechować się żelazną dyscypliną.

  • V(2016-03-21 13:58) Odpowiedz 98

    Albo najchętniej przeczytać gotowca przygotowanego przez asystenta albo podpisać bez czytania ...

  • Z(2016-03-21 14:01) Odpowiedz 73

    Niektórzy dość często jeżdżą na szkolenia i konferencje ... bardzo często...

  • Zzz(2016-03-20 15:06) Odpowiedz 60

    Też tak mam

  • ciamciaramcia 55(2016-03-19 22:36) Odpowiedz 619

    Może potrzebna bo prysznic już wzioł ? Czy nie mogą pracować w dzień , systematycznie , bez bałaganiarstwa ? Te stwierdzenia , że 2+2 = 5 ewentualnie 3 to skąd się biorą ? I nie ma opcji żeby się zgodzili , że 4 . Zaraz to atak na ich "niezwisłość "...

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • ja(2016-03-23 10:37) Odpowiedz 13

    "Natomiast sędziowie uważają, że nienormowany czas pracy to przekleństwo. „Siedzę nad sprawą do dwunastej, nawet w domu”." Co za dyrdymały. Naprawdę, któryś sędzia uważa to za przekleństwo?

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama