Przedstawiony wczoraj projekt zmian w ustawie o Instytucie Pamięci Narodowej (Dz.U. z 2016 r. poz. 152 ze zm.) zakłada ściganie osób, które publicznie i wbrew faktom przypisują Rzeczpospolitej Polskiej lub narodowi polskiemu udział, organizowanie lub odpowiedzialność za popełnienie zbrodni przez III Rzeszę Niemiecką. Przestępstwo ścigane ma być z urzędu przez prokuratora instytutu, a wyrok podawany do publicznej wiadomości.

Karze grzywny lub ograniczenia wolności będzie podlegać natomiast ten, kto stwierdzeń takich używać będzie nieumyślnie, ale publicznie.

– Nie widzę nic złego we wprowadzaniu karania za takie kłamstwo historyczne. Cały jednak problem w tym, że kłamstwa dotyczące polskich obozów śmierci padają poza granicami naszego kraju. Ściganie nowego przestępstwa może być więc trudne, ale nie niemożliwie – ocenia sędzia Maciej Strączyński, karnista i prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”.

– Jeżeli istota przestępstwa polega na działaniu na szkodę Polski jako kraju, to jest ono ściganie niezależnie od tego, gdzie zostało popełnione. Tak jest np. przy przestępstwie znieważenia narodu polskiego – wyjaśnia sędzia Strączyński.

W skuteczność proponowanych rozwiązań część ekspertów jednak wątpi.

– Jaki kraj wyda Polsce swojego obywatela w takiej sprawie? Większą skuteczność przyniosłyby sprostowania oraz procesy cywilne wytaczane osobom, który dopuściłyby się kłamstwa. Tu dużą rolę powinien odegrać jednak MSZ – uważa adwokat Zbigniew Krüger z poznańskiej kancelarii Krüger & Partnerzy.

– Środki na ten cel powinny być zagwarantowanie w budżecie. Kilka spektakularnych sukcesów przyniosłoby dużo lepszy efekt – przekonuje.

Strona rządowa zapowiada też zmodyfikowanie przepisów konstytucji, do których wprowadzony ma być zapis, zgodnie z którym dobre imię RP i narodu polskiego podlega ochronie prawnej.