W myśl przyjętej ustawy od 7 lutego br. służby będą mogły – bez uprzedniej zgody sądu – sięgać po informacje na temat tego, do kogo dzwoniliśmy, wysyłaliśmy e-maile czy SMS-y. Zgodnie jednak z sugestią rządu zostało dookreślone, że tą drogą nie będą mogły być pozyskiwane treści rozmów telefonicznych czy też korespondencji elektronicznej. Tego typu dane będą mogły być zbierane – tak jak dotychczas – dopiero w ramach kontroli operacyjnej prowadzonej pod nadzorem sądu.

Służby będą składać raporty na temat tego, w jaki sposób korzystały z uprawnień. Z ich treścią będzie zapoznawał się sąd okręgowy, który będzie mógł – w razie wątpliwości – zażądać dokumentów stanowiących podstawę skorzystania przez funkcjonariuszy z technik inwigilacji.

Jarosław Rusiecki, senator sprawozdawca, przyznał, że ustawa ma pewne „mankamenty”, które wymagają dalszej pracy. Zaznaczył jednak, że trzeba było ją przyjąć: 7 lutego br. – zgodnie z wyrokiem TK (sygn. akt K 23/11) – tracą moc dotychczasowe przepisy regulujące uprawnienia służb.