statystyki

Ziobro tworzy rejestr pedofilów. Będzie można sprawdzić, gdzie mieszkają skazani

autor: Anna Krzyżanowska27.01.2016, 07:18; Aktualizacja: 27.01.2016, 09:14
Zdaniem ekspertów mapa może prowadzić do naruszenia dóbr osobistych

Zdaniem ekspertów mapa może prowadzić do naruszenia dóbr osobistychźródło: ShutterStock

Mamy wiedzieć o tym, czy przy naszej ulicy mieszka pedofil, sprawca gwałtu czy też osoba skazana za zoofilię lub kazirodztwo. Tego przynajmniej chce rząd.

Reklama


Reklama


Na stronie Sejmu pojawiły się właśnie projekty rozporządzeń do rządowego projektu ustawy o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym. Głównym założeniem inicjatywy, sygnowanej przez szefa resortu sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę, jest utworzenie rejestru pedofilów, który w przypadku sprawców tych najcięższych przestępstw ma być publiczny.

Zlokalizuj przestępcę

Na mocy art. 24 ustawy powstać ma jednak również mapa zagrożeń tego rodzaju przestępstwami. Za jej prowadzenie odpowiadać będzie komendant główny policji. Projekt ustawy jest lakoniczny: wiadomo, że mapa ma być publicznie dostępna i zawierać informacje o miejscach szczególnego zagrożenia przestępstwami przeciwko wolności seksualnej. Z projektu rozporządzenia ministra spraw wewnętrznych i administracji w sprawie sposobu jej prowadzenia dowiadujemy się zdecydowanie więcej. Mapa ma więc uwzględniać dane o:

● miejscu popełnienia przestępstw przeciwko wolności seksualnej i obyczajności, wymienione w rozdziale XXV kodeksu karnego – za okres 24 miesięcy,

● faktycznym miejscu pobytu skazanych figurujących w rejestrze sprawców przestępstw na tle seksualnym, ze wskazaniem nazwy ulicy, a w przypadku jej braku – nazwy miejscowości.

Każdy zainteresowany – podając miejscowość, kod pocztowy czy nazwę ulicy – będzie mógł więc sprawdzić np., czy jego dziecko w drodze do szkoły nie przecina ulicy, na której mieszka skazany za propagowanie pedofilii.

Eksperci zastanawiają się jednak, po co te dane upubliczniać.

– Chyba po to tylko, żeby straszyć ludzi. Ustawa zgodnie z jej założeniami miała zaś poprawić poczucie bezpieczeństwa. Nie sądzę, by informacja o miejscu popełnienia przestępstwa oraz miejscowości i nazwie ulicy, na której mieszka np. pedofil, przyczyniła się do tego – komentuje dr Piotr Kładoczny, karnista z Uniwersytetu Warszawskiego.

Fałszywa identyfikacja

Przy tym upublicznianie nazw miejscowości i ulic nie dotyczyłoby jedynie sprawców najcięższych przestępstw seksualnych. Znajdą się na niej bowiem dane o skazanych z szerokiego katalogu spraw (patrz: infografika).

– Większość z nich popełniana jest w czterech ścianach – domach, akademikach. W przypadku tych sprawców mapa nie spełni więc swojego celu – zauważa Zbigniew Krüger, adwokat z kancelarii Krüger & Partnerzy.

Tym bardziej że rozporządzenie nie wskazuje, czy z mapy wynikać będzie, za jakie dokładnie przestępstwo skazana została osoba mieszkająca w danej lokalizacji.

Również Maciej Strączyński, sędzia i prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”, krytykuje projekt.

– To rozwiązanie za daleko posunięte. Nie można zapominać, że w Polsce mamy ulice, gdzie są dwa domy, i takie, na których jest ich 200. Gdzieniegdzie więc mapa nie będzie stanowić tak naprawdę żadnej informacji. Ale w innym miejscu wskaże człowieka niemalże wprost. Być może nawet błędnie – zauważa.

Jego zdaniem mapa może prowadzić do naruszenia dóbr osobistych, np. niesłusznie pomawianego mieszkańca feralnej ulicy.

– To chwyt pod publiczkę i jak każdy taki jest niebezpieczny. Wartość merytoryczna tego typu ostrzeżeń jest dla mnie zerowa – dodaje sędzia Strączyński.

Podobnie uważa profesor Józef Gierowski, psycholog i biegły sądowy z Uniwersytetu SWPS w Katowicach.

– W społeczeństwie pojawią się działania odwetowe, poszukiwanie sprawców takich przestępstw. Nastąpi ich stygmatyzacja, wykluczenie społeczne i inne trudne do wyobrażenia działania wyrzucające ludzi z jakichkolwiek aktywności. No i wymierzanie sprawiedliwości poza systemem, jak to ma miejsce w USA – twierdzi Gierowski.

Sprzeciw lekarzy

Na opisywane problemy zwraca uwagę również Polskie Towarzystwo Seksuologiczne. W uchwale sprzed kilku dni jego zarząd główny negatywnie zaopiniował propozycję. Zakwestionował nie tylko pomysł mapy, ale i rdzeń projektu, a więc publiczny rejestr sprawców, którzy dopuścili się przestępstwa zgwałcenia ze szczególnym okrucieństwem na szkodę małoletniego poniżej 15. roku życia lub przestępstw na tle seksualnym w warunkach recydywy.

W ocenie PTS nie należy tworzyć jakichkolwiek publicznych rejestrów przestępców seksualnych, i to z kilku powodów.

– Po pierwsze, długotrwała ewaluacja skuteczności takich rejestrów funkcjonujących w innych krajach wyraźnie i spójnie pokazuje, że nie przyczyniają się one do spadku poziomu recydywy seksualnej – wskazuje prof. Zbigniew Lew-Starowicz, prezes PTS.

Po wtóre, rejestry nie powodują obniżenia ogólnego poziomu przestępczości seksualnej. Ich istnienie w znaczny sposób natomiast zmniejsza możliwości prowadzenia terapii sprawców.

– Dzieje się tak, ponieważ dla sprawców mających figurować w rejestrze, zwłaszcza tych, którzy będą tam figurować dożywotnio (sprawcy określeni w art. 106a kodeksu karnego), nie będzie perspektywy powrotu do społeczeństwa – zauważa profesor Lew-Starowicz.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

Reklama

  • waz(2016-01-27 19:20) Odpowiedz 51

    czy będzie dotyczył też księży

  • Grzegorz D(2016-01-27 10:41) Odpowiedz 10

    To rejestr zbędny. Właściwie powiela kompetencje, będzie kosztował kilka mln i rocznie około paru mln za etaty do jego obsługi. Projekt chyba ma odwrócić uwagę od rzeczy ważnych, bo przecież coś trzeba robić ale jak ma się puste szuflady to wyciągamy coś sprzed 8 lat i do dzieła. Projekt jest bublem prawnym bo ktoś w nim pomieszał akty wykonawcze z ustawą dzięki czemu jest tam niezły kocioł. Czy kolejny rejestr uczyni nas szczęśliwymi i bogatszymi nie sądzę, ale będzie można przeciąć wstęgę, odtrąbić sukces i kolejne mln. w błoto. Zaraz podniosą się głosy, że taki rejestr jest potrzebny. Nie nie jest. Już dziś pracodawcy mają prawo zapytać się KRK o to czy osoba jest czy nie jest skazana itp. A tak jak będzie rejestr to bez wszczęcia postępowania, można będzie sprawdzić każdego w rejestrze. O innych zagrożeniach jak lincze, błędy w danych nie wspomnę. Celem rejestru jest sianie strachu, bo w mojej miejscowości jest kilku pedofilii. I co z tym zrobisz? Czy to rodzicu wzmocni twoją czujność? Przecież rejestr nie zabezpieczy Was przed pedofilami "turystami". Czy jak nie ma pedofila to już zakładasz, że dziecko jest bezpieczne? Rodzicu masz się zajmować swoim dzieckiem, masz rozmawiać z nim, masz też pozostać czujnym, Bycie rodzicem to praca na całe życie i życzę państwu wytrwałości i trzeźwego spojrzenia na rzeczywistość. P.S. Nie jest to obrona pedofilii, właściwie złe słowo ludzi skazanych za gwałt bo katalog który obejmuje rejestr jest szeroki. Jest to jedynie opinia po zapoznaniu się z projektem.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama