statystyki

Bodnar o nowych uprawnieniach służb: Każdy internauta podejrzany

autor: Sylwia Czubkowska05.01.2016, 07:34; Aktualizacja: 05.01.2016, 14:27
Bodnar RPO

Dr Adam Bodnar, prawnik, specjalista prawa konstytucyjnego, przez lata w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, od września rzecznik praw obywatelskichźródło: newspix.pl

Dostęp do danych w sieci będzie miała nie tylko policja, ale również inne służby. Czyli znów będzie bardzo szerok0, do dużej ilości informacji, bez konkretnej kontroli i jasnych procedur - twierdzi Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich

reklama


reklama


W ustawie o policji pojawił się nowy przepis. Służba ma mieć prawo dostępu do „danych internetowych”. Czym konkretnie są takie „dane”?

Pojęcie danych internetowych jest definiowane w ustawie o świadczeniu usług drogą elektroniczną. To jest dość szeroki przepis, bo obejmuje nie tylko dane teleadresowe, czyli powiązanie numeru IP z konkretną osobą, ale także np. „informacje o rozpoczęciu, zakończeniu oraz zakresie każdorazowego korzystania z usługi świadczonej drogą elektroniczną” czy „informacje o skorzystaniu przez usługobiorcę z usług świadczonych drogą elektroniczną”.

Czyli każdorazowe wejście do internetu, ruch po konkretnych stronach, aktywność w mediach społecznościowych, w sklepach internetowych?

To jest właśnie niedoprecyzowane w prawie, ale „zakres każdorazowego korzystania z usługi” brzmi po prostu jak każda czynność wykonywana online.

Czyli bardzo szeroki zakres informacji?

Bardzo.

Ale śledczy już do takich danych mają przecież dostęp i z nich korzystają. W końcu informacje, jakie zostawiamy na swój temat w internecie, są dziś niezwykle ważne dla ogromnej części prowadzonych postępowań. Skąd takie poruszenie wokół tej nowelizacji? W resorcie cyfryzacji odbyły się już konsultacje z rzecznikiem praw obywatelskich, radą ds. cyfryzacji i organizacjami pozarządowymi zaniepokojonymi tą zmianą. Aż tak duża będzie?

Niestety. Musimy zacząć od wyjaśnienia podstaw działań kontrolnych. Do tej pory w ustawie o policji była mowa o ogólnym dostępie do danych telekomunikacyjnych i pocztowych. Billingi: z kim łączyliśmy się, kiedy, ile czasu trwały połączenia, do kogo i ile wysyłanych było SMS-ów. Bez treści tych połączeń, bo dostęp do treści to już podsłuchy prowadzone w ramach kontroli operacyjnej. Ale pamiętajmy, czym innym jest szybkie sprawdzanie danych obywateli automatycznie i w sposób nieskrępowany, a tak jest w przypadku billingów i retencji, a czym innym są podsłuchy będące elementem procedur operacyjnych. Obejmują je konkretne zasady nakładania, prowadzone są procedury kontrolne. Można oczywiście dyskutować, w jakim zakresie materiał tak zdobyty można dołączać do akt, kiedy niszczyć nagrania, kiedy zawiadamiać podsłuchiwanych, że byli poddani takim działaniom. Ale to są już kwestie szczegółowe. W nowej wersji ustawy pojawia się zapis wprowadzający taki jak w przypadku billingów automatyzm także w stosunku do danych internetowych, i to bez żadnych szczegółowych zasad regulujących, na jakiej podstawie te dane mają być udostępniane i przetwarzane. Już z samymi billingami od dawna był problem dotyczący retencji danych. Tego, jak długo informacje o swoich klientach mają przechowywać operatorzy, jak często o te dane występują służby, w jakich celach. Teraz podobne niejasności i zagrożenia pojawią się w stosunku do kolejnej ogromnej masy danych o obywatelach.

Ale przecież już teraz informacje o tym, co podejrzani robili czy robią w sieci, są wykorzystywane przez służby.

Tak, tyle że właśnie „podejrzani”. I co ważne, jest to prawnie uregulowane. Opisuje te zasady art. 18 ust. 6 wspomnianej u.ś.u.d.e. Zgodnie z nim usługodawca może udzielić takich informacji „organom państwa na potrzeby prowadzonych przez nie postępowań”. A więc jest tu konkretna procedura jak przy podsłuchach. Musi być wniosek o udzielnie informacji, konkretny cel i jest kontrola, do czego dane zostaną użyte. Czyli to nie jest jak w przypadku billingowania działanie automatyczne. W nowej ustawie takiego trybu nie ma. Służby dostaną uprawnienie pozyskiwania danych internetowych po prostu „w celu rozpoznawania, zapobiegania, zwalczania, wykrywania albo uzyskania i utrwalenia dowodów przestępstw albo w celu ratowania życia lub zdrowia ludzkiego bądź wsparcia działań poszukiwawczych lub ratowniczych”. Zakres jest ogromny, a nie jest wymagane nawet wszczęcie postępowania.

Twórcy ustawy bronią jej, tłumacząc, że takiego dostępu policja potrzebować może choćby w ramach walki z terroryzmem.

Ale tego w ustawie nie zapisano, nie ma ograniczenia tego automatyzmu do jakichś nadzwyczajnych działań. Wręcz przeciwnie, katalog jest maksymalnie szeroki. Co więcej, zapisano, że pozyskiwanie tych danych może się odbywać po prostu na wniosek upoważnionych funkcjonariuszy. Czyli wystarczy funkcjonariusz z upoważnieniem, by mieć dostęp do bardzo szerokiego katalogu danych. Nie do końca wiadomo, z jakiego powodu.

Ale jednak chyba jakieś procedury kontrolne zapewniono?

Niestety bardzo słabe. Jako że każde pozyskanie danych zostawia ślad, to służby muszą to raportować. Nowelizacja przewiduje, że kontrolę sprawować będzie sąd okręgowy, do którego co pół roku będą składane sprawozdania. I jeżeli sąd uzna, że są jakieś nieprawidłowości, coś go zaniepokoi, to może przeprowadzić kontrolę pozyskiwania tych danych. Ale przyznam się, że nie wierzę w taki scenariusz. Musiało by trafić na bardzo dociekliwego sędziego, by się za to zabrał. Już dziś w ramach billingowania służby zbierają rocznie ponad dwa miliony danych, w przypadku tych internetowych skala może być podobna. A więc kontrola sądu może okazać się iluzoryczna.

Skoro tych danych może być tak ogromna ilość, to jak sobie z tym poradzą firmy, które dostarczają internet i usługi internetowe?

Nie ma co ukrywać, będzie to dla nich spore obciążenie. Na pewno podlegać pod takie prawo będą operatorzy telekomunikacyjni jako dostawcy sieci i jak już zapisano w nowelizacji, będą musieli ten dostęp zapewnić nieodpłatnie. Podobnie zresztą jak w przypadku billingów. Zresztą telekomy od lat apelują, by wprowadzić choćby drobne opłaty za korzystanie z retencji danych, bo to mogłoby na służby działać hamująco i ograniczać ich zapędy tylko do naprawdę niezbędnych zapytań. Jak widać, nie tylko takich opłat nie wprowadzono, to jeszcze dodatkowo wprowadzono nowy obowiązek udzielania informacji. Co więcej, ustawa przewiduje, że na wniosek komendanta wojewódzkiego policji może zostać zawarte porozumień przez policję z dostawcami usług internetowych, tak by dane były udostępniane przy ich minimalnym udziale. To brzmi jak otwarcie furtki do tworzenia takich stałych łączy, w ramach których w czasie rzeczywistym, w trybie ciągłym byłyby policji udostępniane dane użytkowników. Coś podobnego już teraz funkcjonuje w relacjach z operatorami telekomunikacyjnymi, by ułatwić retencję danych. Wątpię, by firmy broniły użytkowników, odmawiając takich porozumień.

Obywatel będzie wiedział, że policja sprawdzała, co robił w internecie?

Nie. A przynajmniej nie ma zapewnionej żadnej procedury zawiadamiania użytkowników o wglądzie w ich dane. Musiałoby dojść do sytuacji podobnej jak w przypadku dziennikarza „Gazety Wyborczej” Bogdana Wróblewskiego, który dowiedział się, że służby występowały o jego billingi, i by odkryć po co, musiał wytoczyć sprawę o ochronę dóbr osobistych.

Mówi pan ciągle o służbach, a ustawa dotyczy uprawnień tylko policji?

Teoretycznie tak. Ale projekt ustawy przewiduje, że i inne służby będą miały dostęp do tych internetowych danych. Te służby to wywiad skarbowy, Żandarmeria Wojskowa, Straż Graniczna, Służba Celna, ABW, SKW oraz CBA. Czyli znowu bardzo szeroko, do dużej ilości danych, bez konkretnej kontroli i jasnych procedur. I do tego te zmiany są wprowadzane w naprawdę ekspresowym tempie. Nowelizacja ma wejść w życie do 7 lutego, bo do tego czasu należy wykonać wyrok Trybunału Konstytucyjnego, nakazującego dokładne opisanie, które zadania policji podlegają czynnościom operacyjnym. Tyle że ten wyrok nic nie mówił o danych internetowych, wprowadzono je do nowelizacji dodatkowo. Żałuję, że zamiast rozmawiać na temat stworzenia rzeczywistej kontroli demokratycznej nad wykorzystywaniem danych telekomunikacyjnych przez służby, dyskutujemy nad metodami zwiększenia inwigilacji obywateli. Co więcej, nawet jak takie zmiany zostaną przyjęte, to trudno je będzie skutecznie zaskarżyć, bo Trybunał Konstytucyjny – jeśli ma orzekać zgodnie z kolejnością wpływu spraw, zajmie się nią za kilka lat. Właśnie po to jest TK, aby takie zmiany, głęboko ingerujące w prawo do prywatności, weryfikować. 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

reklama

  • natan(2016-01-05 10:11) Odpowiedz 1415

    Panie Bodnar czyżby pan miał też fobie że pana ktoś będzie w internecie śledzić , przecież pan wie że to stosuje się od zawsze i na całym świecie i nie rób pan z siebie głąba !!! Normalny i uczciwy Polak nie musi się o nic bać no ale jak się prowadzi interesy na cmentarzach czy u Sowy , no to trudno !!! Taki to zawsze wpadnie i powinien wpaść z własnej głupoty !!! A obecnie przy zagrożeniu zamachami przez islamistów i zapewnieniu bezpieczeństwa Polaków jest to wyjątkowo wskazane !!!

  • Joanna żakowska(2016-01-05 09:39) Odpowiedz 1416

    Mądrala B się odezwał . Niby jesteśmy anonimowi w sieci ? Od kiedy ? Niech się zajmie nieucciwymi sądami , prokuratorami , biegłymi itp. , itd....!

  • Haki.(2016-01-05 22:16) Odpowiedz 121

    Jak to mówią, wszyscy komentujący tutaj, są albo głupi, albo tylko usilnie starają się głupich udawać, co im się po części udaje. Żadna masowa i niekontrolowana inwigilacja nie pomoże w walce z terroryzmem, to, że to się aktualnie stosuje, wcale nie oznacza, że tak być powinno ? To właśnie ŹLE, że się ja stosuje. Służby powinny mieć dostęp do informacji tylko w przypadkach, kiedy tego naprawdę potrzebują i jest to niezbędne.Tak właśnie działa demokracja, jest to ustrój, który ufa obywatelom,a nie czyni każdego z nich potencjalnego przestępcę. Oni chcą informacji wkraczającą w głęboką sferę prywatności każdej jednostki,zważywszy, że coraz więcej obszarów naszego życia właśnie przenosi się do sieci. A argument "normalni ludzie nie mają się czego obawiać" jest najbardziej kretyńskim, jaki tylko można wygłosić, tak bardzo, że nawet nie wiadomo od czego zacząć. Osoby takie, powinny zostać ukarane za wygłaszanie tak kretyńskich argumentów, poprzez: -wywieszenie każdej rozmowy prowadzonej w internecie, listy odwiedzanych stron, oraz wszelkich informacji tam zostawionych, -do tego lista wydzwanianych numerów oraz wszystkich wiadomości tekstowych, -oraz zdobytych pokrótce wszelkich krępujące, albo wstydliwe elementów z ich życia, wcale nie wygłoszonych bezpośrednio przez nich (już kiedyś był teleturniej, który takimi informacjami się zajmował, wielu było cfaniaków tam, którzy polegli) nie tylko kolegom/koleżankom z pracy, ale też i chociażby partnerom, czy rodzicom, ciekawe, czy te osoby były by z tego wszystkiego "dumne", co oni mają za partnera, syna, czy kolegę.. To sobie teraz wyobraźcie, że służby mają dostęp do takich danych, kiedy im się zachcę :). To, że nie mają dostępu do treści komunikatów, wcale nic tutaj nie zmienia, przykład podany przez EFF: -służby wiedzą, że dzwoniłeś na sexlinie o godzinie 2:30 i rozmawiałeś przez 18 minut, ale nie znają treści twojej rozmowy -wiedzą, że dzwoniłeś na gorącą linie zapobiegania samobójstwom z największego mostu w mieście, ale nie znają treści rozmowy, -wiedzą, że byłeś w instytucie ds wykrywania choroby HIV, po czym w tej samej godzinie, zadzwoniłeś do swojego doktora, oraz firmy ubezpieczeniowej, ale nie znają treści rozmowy. Ile takich rzeczy da się wyciągnąć z treści internetowej? :). Właśnie, że normalne osoby powinny się jak najbardziej bać, haki można zbierać cały czas po to, aby wykorzystać je w odpowiednim momencie, a wtedy moi drodzy, już będzie za późno.

  • czy to jest straszenie?(2016-01-05 09:09) Odpowiedz 1114

    strachy na lachy! żaden Bodnar nie jest w stanie mnie przestraszyć, bo i tak będę robić co mi się rzewnie podoba! Jesteśmy w fazie budowania demokracji, nie jej zwijania

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • Panie Bodnar(2016-01-05 10:40) Odpowiedz 1120

    bać się jedynie mogą panscy kuple z PO- przekręciaże i redachtory faszystowsko lewackich niemieckich brukowców.

  • Kupiszewski(2016-01-05 11:01) Odpowiedz 103

    Zainstalowałem TORa.

  • tak jest....(2016-01-05 11:22) Odpowiedz 1010

    Tak jest w wielu krajach tzw. demokracji, wszystko po to aby chronić tę właśnie demokrację przed różnymi patologiami społecznymi i zagrożeniami, np. terrorystycznymi. Do takiego stanu niestety tzw. rozwinięte społeczeństwa doprowadziły. Myślę jednak, że zwykli normalni ludzie nie mają się czego obawiać.

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • Idzie NOWE i nowe BAŁWANY(2016-01-05 11:51) Odpowiedz 45

    Niedługo Służby uzyskają również prawo podsłuchiwać ... CO CWIERKAJA WRÓBLE NA DACHU . A wróble maja duży zasób informacji

  • wujek dobra rada(2016-01-06 13:33) Odpowiedz 10

    Dobra rada dla PIS-u. Nie grzebcie w sieci, bo wygraliście tylko dzięki internetowi. Zniechęcicie internautów - to będzie koniec rządów. TV - jest ważna dla osób starszych. Młodsi telewizję oglądają rzadko, bo każdy wybiera internet. Tusk przejechał się na ACTA, wy możecie się przejechać na rozdymaniu uprawnień dla służb.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

reklama