Dodatkowo administracyjny tryb zatrzymywania praw jazdy praktycznie uniemożliwia kontrolę sądową zasadności takich decyzji. Po zatrzymaniu dokumentu (np. przez policjanta) starosta wydaje co prawda decyzję administracyjną, od której można się odwołać do samorządowego kolegium odwoławczego, a potem wojewódzkiego sądu administracyjnego, jednak jest to kontrola formalna. Nikt nie bada, czy były jakieś okoliczności wyłączające odpowiedzialność za popełnione wykroczenie (bo np. kierowca spieszył się do szpitala).

O tym, że zakwestionowane przez RPO przepisy mogą być niezgodne z konstytucją, pisaliśmy w DGP wielokrotnie. Wskazywały na to analizy ekspertów: prof. Ryszarda Stefańskiego i prof. Andrzeja Sakowicza. Obydwaj uczestniczyli w pracach nad ustawą, lecz parlamentarzyści nie wzięli pod uwagę ich opinii.

Nowe przepisy, które weszły w życie 18 maja, przynoszą wymierne efekty. Do tej pory zatrzymano co prawda 11 tys. praw jazdy, ale jak informuje Małgorzata Woźniak z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, w znacznym stopniu przyczyniło się to do zwiększenia bezpieczeństwa. – Porównując ubiegłoroczne wakacje do właśnie minionych, mieliśmy o 702 wypadki mniej. Mniejsza była także liczba zabitych w tych wypadkach – o 83 – oraz o tysiąc osób rannych – wylicza rzeczniczka resortu.

Co ważne, nawet gdyby TK orzekł, że przepisy o zatrzymywaniu prawa jazdy są niezgodne z konstytucją, to nie oznacza, że policja przestanie zatrzymywać dokumenty.

– Nie kwestionujemy sankcji jako takiej. Tego typu rozwiązania są możliwe na gruncie polskiego prawa. Można zabierać prawa jazdy, ale powinno się to odbywać na podstawie przepisów kodeksu wykroczeń – mówi RPO, który dodaje, że gdyby TK przychylił się do jego wniosku, to powinien odroczyć wejście w życie wyroku, tak aby dać czas ustawodawcy na dostosowanie przepisów.