Jak brak kultury u jednych kierowców wpływa na innych użytkowników dróg?

Z pewnością nie przyczynia się do tego, że zachowujemy się na drodze w bardziej bezpieczny sposób. Dzisiejsza rzeczywistość to zatłoczone ulice miast, korki, pełne po brzegi parkingi i oczywiście w tym wszystkim my – kierowcy, którzy się zawsze i wszędzie spieszą. Takie realia same w sobie są stresogenne. Agresja ze strony innych użytkowników dróg z pewnością nie pomaga, staje się kolejnym stresorem. Tym bardziej że złość innych kierowców może spaść na nas tylko za to, że jedziemy zgodnie z przepisami.

Mam koleżankę, która wolała dojeżdżać do Warszawy pociągiem, niż ryzykować spotkania na skomplikowanym rondzie ze stołecznym kierowcą. Była regularnie „obtrąbiana” i „obłyskiwana”.

Faktem jest, że polscy kierowcy nadużywają tego typu sygnałów. Co nie znaczy, że jeśli uważamy czyjeś zachowanie za niekulturalne, to nie możemy zasygnalizować tego światłami lub klaksonem. Natomiast absolutnie powinniśmy unikać czegoś takiego jak samozwańcze wymierzanie kary, np. zajeżdżanie komuś drogi. W tym momencie bowiem zachowujemy się przynajmniej tak niestosownie jak osoba, którą chcemy „ukarać”, a dodatkowo nakręcamy spiralę takich zachowań. Z pewnością nie przyczyni się to do poprawny bezpieczeństwa i komfortu korzystania z dróg.

Bez trudu przychodzi nam wpadanie w tę spiralę.

To między innymi dlatego, że na niekulturalne zachowania jest ciche przyzwolenie społeczne. Jeżeli kierowcy na polskich drogach spotykają się z nimi dosyć często, to po pewnym czasie przyzwyczajają się do tego i traktują jako normę. To sprawia, że walka z takim zachowaniem jest bardzo trudna, bo stało się ono elementem codziennego krajobrazu na drogach. Im częściej będziemy jednak się temu przeciwstawiać, tym lepiej.

Ale przecież w innych miejscach nie ma przyzwolenia na brak kultury? To skąd ta akceptacja chamstwa na drodze?

Sprzyja temu mechanizm psychologiczny opierający się na poczuciu izolacji, jakie mamy w kabinie samochodu. Wytwarza się dzięki niemu taka wewnętrzna aura przyzwolenia na rzeczy, na które nie pozwolilibyśmy sobie nigdzie indziej. Proszę zwrócić uwagę, jak w samochodzie komentujemy zachowania innych kierowców na drodze. Bardzo często w sposób, w jaki nie zrobilibyśmy tego w miejscu publicznym. Jeśli ktoś najedzie nam wózkiem na stopę, to na pewno nie usłyszy tak pejoratywnych określeń jak te, którymi obrzucamy współużytkowników dróg. Dodatkowo zachęca nas do tego fakt, że interakcje z innymi kierowcami nie są tak bezpośrednie, w przeciwieństwie do chodnika.

To prawda. W zaciszu własnego samochodu ostra ocena innych kierowców przychodzi wyjątkowo łatwo.

To m.in. dlatego, że mamy tendencję do postrzegania motywów innych osób jako odmiennych, niż mogą być w rzeczywistości. Jeśli ktoś jedzie wolno, to może nie dlatego, że jest zawalidrogą i nie potrafi prowadzić, tylko dlatego że jego dziecko źle się poczuło albo jego dopadł jakiś nagły ból. Natomiast my bardzo szybko przechodzimy do konkluzji, zazwyczaj niepochlebnej względem umiejętności innego kierowcy. Dlatego warto się pokusić o większą empatię, próbę wczucia się we współużytkownika drogi, więcej obiektywizmu i wyobraźni w tłumaczeniu zachowań innych kierowców.