Ministerstwo Sprawiedliwości od lat chętnie przygarnia do pracy sędziów. Zainteresowanych nie brakuje, bo resort kusi wieloma dodatkami do pensji. Brak jest jednak jasnych reguł w wyłanianiu tych, którzy zamienią salę sądową na resortowy gabinet. To powoduje, że od sędziów można nieoficjalnie usłyszeć, że wszystko to fikcja, bo z góry wiadomo, kto jest mile widziany. Nie jest też czytelne, dlaczego o niektóre stanowiska nie mogą konkurować urzędnicy służby cywilnej. Choć byłoby to korzystniejsze dla budżetu.

Nabór czy fikcja

Ograniczenie delegacji sędziowskich do resortu jest jednym z celów przygotowanego przez ministerstwo projektu nowelizacji ustawy o ustroju sądów powszechnych. To jednak nie przeszkadza resortowi w ogłaszaniu kolejnych naborów. Od początku roku ukazały się już dwa ogłoszenia. W styczniu departament sądów, organizacji i analiz wymiaru sprawiedliwości zamieścił na BIP resortu enigmatyczną informację o poszukiwaniu sędziów. Z ustaleń DGP wynika, że zainteresowanych delegowaniem jest 20 osób. W połowie lutego ukazało się kolejne ogłoszenie o delegacji do departamentu prawa karnego.

– Sposób delegowania sędziów do Ministerstwa Sprawiedliwości od lat jest niejasny i polega na pełnej uznaniowości szefa resortu czy osób podejmujących za niego decyzje – zarzuca Monika Krywow, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Asystentów Sędziów.

– W stosunku do sędziów nie przeprowadza się postępowania konkursowego, nie jest powoływana komisja konkursowa, nie ustala się punktacji – przyznaje Patrycja Loose, rzecznik prasowy MS.

Sędziów deleguje do resortu minister na wniosek dyrektora departamentu lub biura ministerstwa. Tak wynika z par. 2 rozporządzenia ministra sprawiedliwości w sprawie delegowania sędziów do Ministerstwa Sprawiedliwości i Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury oraz świadczeń przysługujących sędziom delegowanym poza stałe miejsce pełnienia służby (Dz.U. z 2009 r. nr 98, poz. 824).

– Publikowane są co prawda ogłoszenia o prowadzonym naborze, jednakże nie wiadomo, jakie kryteria decydują o wyborze tej, a nie innej osoby – uważa Monika Krywow.

Wysoki poziom wiedzy

Ministerstwo tłumaczy, że szansę na delegację ma jedynie sędzia wyróżniający się wysokim poziomem wiedzy prawniczej oraz wykazujący znajomość problematyki w zakresie powierzanych mu obowiązków. Takie – jedyne kryterium – ustala art. 78 par. 1b ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych (Dz.U. z 2013 r. poz. 427 z późn. zm.)

– Zestawienie tych kryteriów ze zdawkową treścią ogłoszeń wskazuje, że mamy do czynienia z fikcją. Z informacji nie wynika, ani na jakie dokładnie stanowisko jest nabór, ani jakie działania administracyjne będzie wykonywał sędzia. Nie ma też wskazanych kryteriów oceny owego wysokiego poziomu wiedzy – mówi anonimowo jeden z sędziów delegowanych.

Podobnie uważa Monika Krywow. Wsakzuje, że zazwyczaj o wyborze decyduje rekomendacja sędziego już będącego sędzią delegowanym.

Ale problem braku transparentności przy naborze dotyczy nie tylko delegacji sędziowskich. Jak bowiem wskazuje Marcin Puźniak, pełnomocnik Międzyzakładowej Organizacji Związkowej NSZZ „Solidarność” Pracowników Sądownictwa, urzędnicy sądowi delegowani do pracy w ministerstwie pochodzą głównie z sądów, z których wywodzą się obecni lub poprzedni ministrowie, wiceministrowie sprawiedliwości, a także dyrektorzy departamentów. Tak wynika z informacji związku.

– Z uwagi na brak precyzyjnych kryteriów delegacji sędziów do ministerstwa, można podejrzewać, że sposób wyłaniania kandydatów odbywa się według podobnego klucza – uważa Marcin Puźniak, pełnomocnik Międzyzakładowej Organizacji Związkowej NSZZ „Solidarność” Pracowników Sądownictwa.

Resort tłumaczy, że ocena poziomu wiedzy prawniczej należy do dyrektora departamentu lub biura ministerstwa. A ostateczna decyzja podejmowana jest po uzyskaniu zgody właściwego sekretarza lub podsekretarza stanu nadzorującego departament, dyrektora generalnego oraz ministra.

Urzędnikom dziękujemy

Krytycznie nabór sędziów na delegację ocenia także Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Taki wniosek płynie z raportu „Delegacja sędziów do ministerstwa. Problemy ustrojowe i praktyczne”. Można w nim przeczytać, że nabór na delegacje do MS „odbywa się z pominięciem reguł otwartości, przejrzystości i konkurencyjności właściwych w służbie cywilnej. Brak jest kryteriów przydzielania pewnych stanowisk sędziom oraz ograniczeń dotyczących ich udziału w ogólnym stanie kadr resortu”. Cywilni urzędnicy nie mają więc możliwości konkurowania z sędziami o stanowisko pracy, nawet jeśli mogliby zaoferować lepsze przygotowanie do pełnienia danej funkcji. Decyzja o obsadzeniu danego stanowiska w trybie delegowania sędziego oznacza, że mogą się o nie ubiegać wyłącznie sędziowie.

MS przypomina natomiast, że szef resortu sprawuje zewnętrzny nadzór administracyjny nad działalnością sądów przez służbę nadzoru. A tę stanowią sędziowie delegowani

– Realizacja takich zadań nie może być powierzana pracownikom służby cywilnej, wobec powyższego pracownicy służby cywilnej nie mogą konkurować z sędziami o takie stanowiska – przekonuje Patrycja Loose, rzecznik prasowy ministra sprawiedliwości

– Ponad setka sędziów zatrudnionych w różnych departamentach tego ministerstwa nie zajmuje się tylko wykonywaniem nadzoru zewnętrznego, a np. tworzeniem nowych aktów prawnych – ripostuje Monika Krywow.

Jej zdaniem powinno się pomyśleć o jasnym określeniu kryteriów dokonywania wyboru sędziów na takie stanowiska. Wskazane powinny być także te posady, które mogą być obsadzone tylko przez sędziów, bo są związane z wykonywaniem nadzoru, a także te, które powinny być oddane na rzecz służby cywilnej.

– Koszt delegowania sędziego do resortu jest niewspółmierny ani do sytuacji budżetowej państwa, ani potrzeb sądownictwa, do którego trafia coraz więcej spraw – ocenia prezes OSAS.

Majstrowanie przy płacach sędziów. Korekta MF spowoduje, że zarobią mniej >>