Resort sprawiedliwości na razie rezygnuje z dalszego dokręcania śruby nadzoru nad sądami. Posłowie Platformy Obywatelskiej wycofali kontrowersyjny projekt nowelizacji ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych (Dz.U. nr 98, poz. 1070 z późn. zm.).
ikona lupy />
Najbardziej kontrowersyjne propozycje / Dziennik Gazeta Prawna
Rozszerzał on kompetencje nadzorcze ministra sprawiedliwości, dając mu do ręki kolejne narzędzia, w tym prawo wglądu do akt sprawy, prawo do obecności na rozprawie toczącej się z wyłączeniem jawności oraz prawo dokonywania analizy i oceny stosowania prawa przez sądy. Wszystko w imię walki z przewlekłością postępowań.
Projekt ostro skrytykowali sędziowie. Zarzucali, że to zamach na niezawisłość sądów i próba przejścia na ręczne sterowanie wymiarem sprawiedliwości.

Refleksyjni posłowie

– Przede wszystkim wzięliśmy pod uwagę opinię Krajowej Rady Sądownictwa. Zwróciła ona uwagę, że trzeba precyzyjnie określić zakres niezawisłości sędziowskiej. Oczywiście przy pełnym zrozumieniu KRS dla kwestii przeciwdziałania przewlekłości postępowania – przyznaje poseł Witold Pahl (PO).
I wskazuje na przypadek z Pruszkowa, gdzie od 16 miesięcy strony czekają na uzasadnienie wyroku w swojej sprawie.
– Władze ustawodawcza i wykonawcza powinny współdziałać z władzą sądowniczą. Tak mówi art. 10 konstytucji. W sprawach ważnych potrzebne jest porozumienie. Taką istotną kwestią jest przeciwdziałanie przewlekłości postępowania – dodaje poseł.
Zdradza jednocześnie, że w resorcie sprawiedliwości trwają prace nad kompleksową zmianą uregulowań dotyczących nadzoru ministra nad sądami. Prowadzone są w tej sprawie szerokie konsultacje, a kompromis jest bliski.
Ministerstwo Sprawiedliwości pozytywnie ocenia wycofanie poselskiego projektu nowelizacji ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych – informuje Patrycja Loose, rzecznik prasowy ministra sprawiedliwości.
Potwierdza, że resort pracuje obecnie nad projektem ustawy, która ma w sposób całościowy regulować m.in. kwestie objęte inicjatywą poselską.
– Jest jednak zasadnicza różnica. Projekt ten wypracowywany jest przy udziale m.in. przedstawicieli środowiska sędziowskiego i ma obejmować zmiany wynikające z analizy praktycznego funkcjonowania znowelizowanych w sierpniu 2011 roku przepisów ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych – wskazuje rzeczniczka.
Tłumaczy, że intencją ministerstwa jest zachowanie podstawowych zasad obecnego ustroju sądów powszechnych, polegających m.in. na koncepcji podziału nadzoru nad sądami na wewnętrzny i zewnętrzny, wiodącej roli prezesa sądu apelacyjnego w procesie nadzoru oraz menedżerskiego modelu zarządzania sądami.

Temida zadowolona

Zadowolenia nie kryją także sędziowie. Ich zdaniem pomysły posłów PO przypominały te z Orwellowskiego Wielkiego Brata.
– Dobrze, że posłowie PO zrezygnowali z pomysłów przyznania ministrowi sprawiedliwości uprawnień do kontroli stosowania prawa przez sądy. Wchodziły one w kompetencje sądów odwoławczych i Sądu Najwyższego. Odczytuję to jako zwrot w kierunku szanowania samodzielności władzy sądowniczej – ocenia Maciej Strączyński, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”.
Jak jednak mówi, trudno zgadnąć, gdzie się narodziła refleksja i zmiana decyzji w sprawie dalszych losów projektu: czy w resorcie sprawiedliwości, czy wśród samych posłów.
– Sam chciałbym to wiedzieć. Nie wykluczam, że realniej na sprawę spojrzał minister Marek Biernacki. Mam wrażenie, że on inaczej patrzy na sądy. Odkąd jest ministrem, nie mieliśmy ani jednego popisu medialnego w stylu jego poprzedników: „ja tym sądom pokażę, zarządzę kontrolę, przypomnę o duchu prawa, a nie literze”. A zwłaszcza poprzedni minister to regularnie uprawiał – dodaje Strączyński.
Jak twierdzi, jest kilka pozytywów tej decyzji. Rezygnuje się bowiem z kolejnej metody kontrolowania sądów i przykręcania śruby nadzoru.
– Oby to był koniec takich tricków jak przy nowelizacjach prawa o ustroju sądów powszechnych. Mam nadzieję, że jest to także odwrót od metody omijania konsultacji społecznych poprzez kierowanie projektów rządowych na ścieżkę poselską – dodaje szef Iustitii.
Jeśli projekt PO wróci, to jego zdaniem raczej w formie projektu rządowego – a wtedy przynajmniej odbędą się jego konsultacje.
Poselski projekt krytykował także Sąd Najwyższy. W swojej opinii przypominał, że kontrola działalności orzeczniczej sądów powszechnych podlega nadzorowi judykacyjnemu Sądu Najwyższego. „Najogólniej rzecz ujmując, nadzór ten obejmuje kompetencje do rozpoznawania kasacji i zażaleń w sprawach cywilnych i karnych, podejmowanie uchwał służących wyjaśnianiu przepisów prawnych budzących wątpliwości w praktyce, względnie zmierzających do usunięcia rozbieżności na tle stosowania tych przepisów. Istotną rolę w ramach tego nadzoru spełnia udzielanie przez Sąd Najwyższy odpowiedzi na pytania przedstawione przez sądy powszechne” – wskazywał SN.
Za całkowicie niedopuszczalne uznawał też przyznanie ministrowi prawa wglądu w akta sprawy i żądania – w związku z tymi czynnościami – wyjaśnień i usunięcia uchybień. „Stanowczo należy również zanegować możliwość uczestniczenia osób sprawujących nadzór administracyjny w rozprawie toczącej się z wyłączeniem jawności” – akcentował SN.
Ale projekt negatywnie oceniała także Krajowa Rada Prokuratury. Jak ostrzegała, przez jego wejście w życie „umożliwi się wkroczenie organu administracji państwowej w działalność orzeczniczą sądów. Taki kierunek zmian budzi zaniepokojenie KRP”.

Co z konstytucją

Poważnych zastrzeżeń do projektu nie mieli zaś przedstawiciele Biura Analiz Sejmowych. Uznali, że jest on zgodny z konstytucją.
Faktem jednak jest, że posłowie PO wycofali z Sejmu projekt nowelizacji po tym, jak w lipcu prokurator generalny zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego rozporządzenie ministra, w którym przyznaje on sobie prawo wglądu do akt spraw sądowych.
– Prokurator generalny zaskarżył rozporządzenie poprzedniego ministra sprawiedliwości. Rozporządzenie, w którym Jarosław Gowin przyznał sam sobie prawo ściągania akt każdej sprawy do ministerstwa. A przecież w proponowanej nowelizacji to uprawnienie ministrowi sprawiedliwości nadawano by już ustawowo – tłumaczy sędzia Strączyński.
Sędzia zgadza się w tej kwestii z oceną Andrzeja Seremeta i uważa, że rozporządzenie wydane przez ministra Gowina jest niezgodne z konstytucją.
– Ale nawet gdyby trybunał podzielił to zdanie, mogłoby się okazać, że choć rozporządzenie jest niekonstytucyjne, to minister dostałby jeszcze szersze uprawnienia na podstawie ustawy – dodaje prezes Iustitii.

W pruszkowskim sądzie strony od 16 miesięcy czekają na uzasadnienie orzeczenia w swojej sprawie