Zarzuty dotyczą spreparowania dokumentu przez notariuszy zasiadających w sądzie dyscyplinarnym, co biorąc pod uwagę charakter jego zawodu, wzbudza tym większe kontrowersje.

– Jeśli to prawda, to jest to oczywisty skandal – mówi z niedowierzaniem prof. Zbigniew Ćwiąkalski, były minister sprawiedliwości.

– Etyka w zawodach prawniczych jest absolutnie najważniejsza, bo tylko ona zapewnia ich trwanie – alarmuje adwokat Jerzy Naumann, były prezes Wyższego Sądu Dyscyplinarnego Adwokatury.

Tajemnicza rozprawa

Protokół rozprawy, którego dotyczy całe zamieszanie, pojawił się w trakcie toczącego się postępowania dyscyplinarnego warszawskiego notariusza Andrzeja Korewickiego. W grudniu 2012 r. został on zawieszony w czynnościach zawodowych. Chodzi o głośną w środowisku sprawę: prawniczka zatrudniona u Korewickiego miała zabrać duże sumy z kwot, które powinny trafić do urzędu skarbowego, a rejentowi przedstawiała sfałszowane dokumenty.

Nadzór nad działalnością notariatu

Nadzór nad działalnością notariatu

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Jedna z rozpraw była zaplanowana na 14 marca br. w siedzibie Rady Izby Notarialnej (RIN) w Warszawie. Stawili się: obrońca obwinionego, rzecznik dyscyplinarny, a także pięciu świadków. Dla samego obwinionego rozprawa była o tyle ważna, że liczył, iż sąd dyscyplinarny zadecyduje o cofnięciu zawieszenia wykonywania zawodu. Jak opowiada jeden ze świadków, zjawiło się trzech sędziów dyscyplinarnych, ale wciąż brakowało protokolanta. W efekcie sędziowie oświadczyli, że rozprawy nie będzie. Opuszczając salę na Karwińskiej, obrońca Korewickiego zwrócił uwagę sędziom, że w aktach sprawy znajduje się wniosek o uchylenie uchwały o zawieszeniu w czynnościach zawodowych Korewickiego.

– Sędziowie przyjęli to do wiadomości i wskazali na inny termin rozprawy – relacjonuje jeden ze świadków.

Na kolejnej rozprawie obrońca Korewickiego miał ponownie wskazać na nierozpoznanie wniosku o odwieszenie rejenta. Usłyszał wówczas, że sąd rozstrzygnął tę kwestię poprzednio. Zwrócił się więc o wydanie z akt protokołu z marcowej rozprawy. „Okazało się, że zawiera on cały szereg nieprawdziwych informacji, co skutkowało koniecznością wniesienia zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa” – czytamy w piśmie, które notariusz Korewicki złożył w Prokuraturze Rejonowej Warszawa-Mokotów.

Zgodnie bowiem z art. 271 par. 1 kodeksu karnego, jeżeli funkcjonariusz publiczny lub inna osoba uprawniona do wystawienia dokumentu poświadcza w nim nieprawdę co do okoliczności mającej znaczenie prawne, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Korewicki wskazuje w zawiadomieniu, że w toku rozprawy, która w ogóle nie została wywołana, nie wydano ani ogłoszono żadnego postanowienia, w szczególności w przedmiocie uchylenia uchwały o zawieszeniu notariusza w czynnościach zawodowych. Tymczasem z protokołu wynika jasno, że miało to miejsce. Sam dokument został podpisany przez przewodniczącego składu orzekającego notariusza Piotra S. i protokolanta, którego wówczas nikt nie widział.

– Nie wiadomo, jak i kiedy protokół powstał. Nie wiemy więc, czy był przy tym obecny cały skład sędziowski, bo podpisują się tylko przewodniczący i protokolant – zastanawia się radca prawny Violetta Gut, pełnomocnik Andrzeja Korewickiego. I to prokuratura musi teraz ustalić, kto za to odpowiada.

Monitoring sprawy

O tym zdarzeniu została zawiadomiona warszawska RIN.

– Powinna natychmiast podjąć działania, ale nie zainteresowała się tematem. RIN ma w końcu swoje zadania i nie polegają one na zamiataniu takich spraw pod dywan. Zupełna bezczynność w tym zakresie jest bardzo zastanawiająca – wskazuje mec. Gut.

I zauważa, że gdy obrońca obwinionego dowiedział się o decyzji odmawiającej odwieszenia notariusza, było już po terminie do jej zaskarżenia.

Jednak zdaniem prof. Ćwiąkalskiego, skoro RIN nie podjęła żadnych kroków, to prokurator może, po ewentualnym postawieniu zarzutów, zastosować środek zapobiegawczy w postaci zakazu wykonywania zawodu przyz sędziego dyscyplinarnego.

W notariacie nie chcą komentować sprawy.

– Pismo prokuratury dotyczące rozpoczęcia śledztwa w sprawie fałszowania dokumentów w Sądzie Dyscyplinarnym w Warszawie nie wpłynęło do Wyższego Sądu Dyscyplinarnego przy Krajowej Radzie Notarialnej. WSD nie posiada szczegółowej wiedzy o tym postępowaniu. Tylko ministrowi sprawiedliwości oraz osobom przez niego upoważnionym przysługuje prawo wglądu do akt i żądania informacji o wynikach tego postępowania w każdym stadium postępowania dyscyplinarnego – wskazuje notariusz Krzysztof Młynarski, rzecznik dyscyplinarny KRN.

Wyjaśnia, że sędziowie i rzecznicy dyscyplinarni mogą ponosić odpowiedzialność karną oraz cywilną na podstawie art. 415 kodeksu cywilnego za szkodę wyrządzoną przez naruszenie przepisów o postępowaniu dyscyplinarnym.

– W ponaddwudziestoletniej historii odrodzonego notariatu w Polsce ani razu nie odnotowaliśmy jednak takiego przypadku – zaznacza.

Resort sprawiedliwości wskazuje, że orzekanie o odpowiedzialności dyscyplinarnej notariuszy zostało zasadniczo powierzone samorządowi notarialnemu.

– Minister sprawiedliwości nie sprawuje nadzoru judykacyjnego nad tymi sądami – wyjaśnia Patrycja Loose, rzecznik prasowy resortu sprawiedliwosci.

Wieczne zawieszenie

Korewicki nie pierwszy raz zwraca się do korporacji z prośbą o umożliwienie mu wykonywania zawodu: „Pozostaję zawieszony i nie mogę podjąć rozmów w sprawie propozycji spłaty pozostałej części zaległości w podatku od czynności cywilnoprawnych. Część spłaciłem, zaciągając kredyty, których teraz nie mogę spłacać z powodu zawieszenia” – pisał do Rady Izby Notarialnej w Warszawie.

I wszystko tak naprawdę jest w jej gestii. Zgodnie bowiem z art. 68 ustawy Prawo o notariacie (Dz.U. z 1991 r. nr 22, poz. 91 ze zm.) zawieszenie w czynnościach zawodowych ustaje z chwilą prawomocnego zakończenia postępowania dyscyplinarnego, chyba że sąd dyscyplinarny uchylił je wcześniej.

– W ten sposób rada utrudnia życie notariuszom. Powszechnie mówi się, że sądy dyscyplinarne kryją członków swojej korporacji. Nie w tym przypadku. Tu wchodzą w grę zbyt duże pieniądze. Celem jest pozbycie się członka korporacji, jeżeli jest taka możliwość, i przejęcie jego klientów – mówi anonimowo notariusz.

– RIN nie zainteresowała się nawet tym, jak ma funkcjonować zawieszony notariusz – podnosi mec. Gut.

I opowiada, że jej klient wyznaczył na zastępcę emerytowanego notariusza. Będąc zawieszonym, nie może bowiem obsługiwać klientów.

– A tu nagle RIN wydaje niezgodne z prawem cząstkowe upoważnienie na zastępstwo dla wybranego przez siebie asesora – oburza się mec. Gut.

Wszystko dlatego, że rada po swojemu zinterpretowała przepisy określające konsekwencje zawieszenia w stosunku do prowadzonej kancelarii. Prawo o notariacie przewiduje (art. 21), że jeżeli notariusz nie może pełnić swoich obowiązków, wyznacza na ten czas zastępcę spośród asesorów czy emerytowanych notariuszy. Kolejny przepis stanowi, że w wypadku zaprzestania prowadzenia kancelarii przez notariusza z innych powodów niż jego śmierć lub zawieszenie go w czynnościach RIN może wyznaczyć czasowo do pełnienia obowiązków notariusza zastępcę spośród asesorów notarialnych danej izby.

– Uważam, że zawieszenie notariusza nie jest równoznaczne z zakończeniem działalności jego kancelarii. Przeciwnie, należy zapewnić jej ciągłość pracy, a zawieszony rejent ma prawo do wyznaczenia zastępcy – podnosi mec. Gut.

RIN podjął jednak uchwałę o wyznaczeniu asesora na zastępstwo, i to w określonym zakresie: sporządzanie wypisów, odpisów i wyciągów. A to oznacza, że stali klienci pozostali bez notariusza i będą musieli wybrać inną kancelarię.

Funkcjonariusz, który poświadcza nieprawdę, podlega karze do 5 lat więzienia