– Mój klient dowiedział się w sądzie wieczystoksięgowym, że jest ojcem i że nie płaci na syna alimentów. Kiedy zamierzał sprzedać dom, został poinformowany, że nieruchomość jest obciążona hipoteką na kilkadziesiąt tysięcy – opowiada Ewa Rostafińska, warszawski adwokat.

Proces o ustalenie ojcostwa i alimenty odbył się cztery lata wcześniej, pod nieobecność pana N., ponieważ jedno awizo wyrzucił wraz ze stosami ulotek reklamowych ze skrzynki pocztowej, a drugiego nie zdążył odebrać i zapomniał o tym. I chociaż nie było powodów do zaskarżenia wyroku – pan N. rzeczywiście miał przelotny romans z matką dziecka – to sytuacja pokazuje, że przy stosowaniu fikcji czy domniemania doręczeń nie ma rzeczy niemożliwych.

I można by to uznać za normalny skutek procedur sądowych, gdyby nie to, że w całym kodeksie postępowania cywilnego nie ma wprost zapisanego domniemania doręczenia pisma dwukrotnie bezskutecznie awizowanego.

– Z przedsiębiorcami sprawa jest o tyle prostsza, że są czujniejsi, a przepis dotyczący fikcji doręczeń, stosowany wobec nich, wydaje się bardziej oczywisty – podkreśla mecenas Mariusz Korpalski, poznański radca prawny.

Niepotrzebny przepis

Z kodeksu postępowania cywilnego wynika, że mamy do czynienia z trzema schematami doręczeń. Pierwszy to przekazanie przesyłki do rąk adresata. Drugi polega na doręczeniu zastępczym: listonosz zostawia pismo dorosłemu domownikowi, dozorcy, administratorowi domu, względnie komuś innemu, kto podjął się je dostarczyć adresatowi, a nie jest jego przeciwnikiem procesowym. I chociaż przyjmuje się, że nastąpiło w ten sposób doręczenie, to ów list z sądu wcale nie musi do adresata dotrzeć.

Trzecia ewentualność pojawia się, gdy ani doręczenie właściwe, ani zastępcze z przyczyn faktycznych nie wchodzi w grę, ponieważ nie ma nikogo, kto mógłby przesyłkę przyjąć. Wówczas stosuje się sposób unormowany w art. 139 par. 1 k.p.c. Pismo składane jest w placówce operatora pocztowego, za którego pośrednictwem zostało wysłane, a listonosz dwukrotnie zostawia w skrzynce adresata awizo. Na każdym widoczne jest pouczenie, że list, którego dotyczy, należy odebrać w ciągu siedmiu dni.

– I na tym koniec. Takie sformułowanie kodeksowe uważa się za opis sposobu doręczenia. Dlatego jednoczesne zapisywanie, że w ten sposób powstaje fikcja albo domniemanie doręczenia, jest niepotrzebne. Tak konstruuje się przepisy – uważa prof. Andrzej Jakubecki, kierownik Katedry Postępowania Cywilnego i Międzynarodowego Prawa Handlowego na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, członek komisji kodyfikacyjnej prawa cywilnego przy ministrze sprawiedliwości. Jego zdaniem nie ma potrzeby porównywać tej regulacji, dotyczącej osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej, z kolejnym paragrafem tego samego artykułu, mówiącym o przesyłkach sądowych dla przedsiębiorców. W drugim przypadku bowiem w ogóle nie ma mowy o doręczaniu. Przepis od razu buduje fikcję doręczenia przez stwierdzenie, że pisma dla przedsiębiorców – w razie niemożności doręczenia – pozostawia się w aktach sprawy ze skutkiem doręczenia.

– A to zupełnie co innego niż założenie, że nieodebranie dwukrotnie awizowanej przesyłki jest sposobem doręczenia. Takie rozwiązanie jest sensowne, ponieważ nie wymyślono lepszego – podkreśla prof. Jakubecki.

Zdaniem profesora nikomu, pomimo powszechnego stosowania tej konstrukcji, nie powinna dziać się krzywda. Można się bowiem bronić przed skutkami nieodebrania przesyłki z innych przyczyn niż niedbalstwo. Wolno np. żądać przywrócenia terminu albo kwestionować skuteczność doręczenia.

– Gdyby jednak takiego postanowienia w kodeksie zabrakło, nie byłby wystarczająco dobrze chroniony interes wierzycieli, przed którymi uciekaliby zawodowi dłużnicy – dodaje profesor.

Groźne, ale konieczne

Ofiary podwójnego awiza pytają jednak, dlaczego nie mogą przeczytać czarno na białym w k.p.c., że dwukrotne nieskuteczne zawiadomienie o przesyłce sądowej daje prawny skutek doręczenia. Tymczasem już w latach 70. ubiegłego wieku (ponieważ k.p.c. obowiązuje od początku 1965 r.), podobnie jak i później, Sąd Najwyższy orzekał – również w formie uchwał mających moc zasad prawnych – że datą doręczenia awizowanego pisma złożonego w urzędzie pocztowym jest dzień, w którym upłynął termin odbioru. Szczegółowy tryb działania listonosza jest uregulowany w rozporządzeniach dotyczących trybu doręczania pism sądowych.

– Dlatego też praktycznie po 15–16 dniach, po zwrocie przesyłki nieprzyjętej w terminie, sądy przyjmują domniemanie faktyczne doręczenia. A nie jest to tylko nasz wymysł. W Anglii po 48 godzinach od wysyłki uważa się przesyłkę sądową za doręczoną. I nawet jeśli założyć, że nie jest to szczęśliwa forma uznania doręczenia, to przepis jest konieczny, żeby wykluczyć nie tylko unikanie, lecz także przedłużanie postępowań sądowych – uważa sędzia Rafał Puchalski, sędzia Sądu Rejonowego w Jarosławiu.

– Oczywiście, najlepsze dla wszystkich i celowe byłoby jednoznaczne określenie sytuacji adresata, podobnie jak ustawodawca uczynił to w wypadku przedsiębiorców w par. 3 art. 139 k.p.c., czy też tak jak jest to uregulowane w procedurze karnej i administracyjnej. Niemniej i dziś każdy, kto wykazuje choć trochę inicjatywy we własnej sprawie, może się bronić. Przecież przeciętny proces trwa dłużej niż dwa tygodnie – dodaje sędzia.

– Generalnie biorąc, doręczenie zastępcze to potworny wynalazek, który nie tylko nie sprawdza się w procesie cywilnym, ale i w pozostałych procedurach – mówi z kolei sędzia Maciej Strączyński, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”.

– Przecież nawet dwukrotne awizowanie, zamiast jednokrotnego, wymusiła na nas dopiero Unia Europejska, kierując się spostrzeżeniem, że ludzie na dwa tygodnie jeżdżą na wakacje. I chociaż fikcja doręczeń pomaga i powodom, i sądom, to nie chroni pozwanych. Nawet przed oszustwami polegającymi na podaniu ich nieaktualnego adresu. Można się więc dowiedzieć od komornika, że właśnie przegrało się sprawę o zapłatę. Wtedy możliwość procesowania się przez resztę życia taki nieszczęśnik ma zapewnioną – ocenia sędzia Strączyński.

– Pozwany, wobec którego sąd przyjął domniemanie doręczenia, w wyniku czego doszło do wydania wyroku podlegającego wykonaniu w drodze egzekucji, powinien złożyć wniosek o przywrócenie terminu do złożenia środka odwoławczego, wykazując, że nie dostał zawiadomienia o terminie rozprawy i w ten sposób został pozbawiony możliwości obrony swoich praw w postępowaniu. Nie zmieniłaby tego nawet zmiana treści par. 1 art. 139 k.p.c. przez wskazanie fikcji czy domniemania doręczenia wskutek pozostawienia awiza w skrzynce adresata pisma sądowego – uważa prof. Feliks Zedler z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, członek Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego.

Brak symetrii

Zdaniem Jacka Gołaczyńskiego, profesora Uniwersytetu Wrocławskiego, sędziego sądu apelacyjnego i podsekretarza stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości, skoro z przepisu mówiącego o dwukrotnym awizowaniu przesyłki można wnosić o fikcji doręczenia i nie da się go inaczej rozumieć, to nie było powodu, żeby go zmieniać. I gdyby późniejsza regulacja tego samego artykułu, ale dotycząca przedsiębiorców, a nie konsumentów, nie zawierała identycznego sformułowania „w razie niemożności doręczenia”, to nie byłoby o czym mówić.

– Tymczasem dziś rzeczywiście można mieć wrażenie, że w paragrafie 1 zabrakło dopowiedzenia o skutku doręczenia, chociaż w stosunku do osób fizycznych może ono polegać na złożeniu awiza w odbiorczej skrzynce pocztowej, a w wypadku przedsiębiorców pozostawia się tylko pismo w aktach sprawy – uważa prof. Gołaczyński.

– Widzę, że można dodać jedno zdanie do paragrafu pierwszego, by cały art. 139 wyglądał spójnie. Przedstawię więc problem na najbliższym posiedzeniu komisji kodyfikacyjnej prawa cywilnego z prośbą o zajęcie w tej sprawie stanowiska – obiecuje profesor.

Wiemy również, że członkowie komisji zastanawiają się, czy nie wyłączyć z doręczeń zastępczych pierwszego pisma inicjującego postępowanie sądowe, zwłaszcza że problem zaostrzy się po zniesieniu obowiązku meldunkowego z początkiem 2016 r. Wówczas adresy nieprzedsiębiorców nie będą już figurowały nawet w ewidencji PESEL.

Do przepisów o doręczeniu warto dodać jedno zdanie, by cały art. 139 k.p.c. wyglądał spójnie

W typowej sytuacji, jeżeli ktoś np. wraca z urlopu i zastaje w skrzynce przeterminowane awizo, powinien jak najszybciej ustalić na poczcie, skąd przyszedł list.
Jeżeli był z sądu, należy natychmiast ustalić, czy toczy się jakaś sprawa, w której zainteresowany może być pozwanym.

Po wielomiesięcznej nieobecności można próbować wznowienia postępowania. Szczególnie wtedy, kiedy potrafimy udowodnić, że powód wiedział, że nie było nas w domu.

O ile to jeszcze możliwe, warto natychmiast złożyć apelację lub zażalenie, zależnie od sytuacji.

W Polsce nie ma prawa zwyczajowego

W toku badań nad problematyką doręczeń dokonałem zaskakującej konstatacji. Okazało się, iż powszechnie stosowana przez sądy w postępowaniu cywilnym praktyka, polegająca na uznawaniu skutku doręczenia pozwu w sytuacji braku podjęcia przez adresata przesyłki poleconej z przyczyn losowych, nie ma podstaw prawnych. W innych typach postępowań: karnym, administracyjnym czy podatkowym przepisy w tym względzie są klarowne i jednoznaczne. W postępowaniu cywilnym temat ten został przeoczony.

Stosownych regulacji nie zawierają ani podstawowy w tym względzie kodeks postępowania cywilnego, ani żadne inne przepisy prawa. Jest to tym bardziej zaskakujące, gdyż kwestia: czy pozew w postępowaniu cywilnym został uznany za prawidłowo doręczony, czy nie, jest ogromnej wagi. Rzutuje to bezpośrednio na wynik całego postępowania. Skutkiem takiego niedopatrzenia jest sytuacja, w której spora grupa pozwanych o przegranym procesie dowiaduje się dopiero od komornika, a wtedy jest zwykle za późno na obronę swoich racji.

W związku z brakiem stosownych regulacji prawnych dotychczasową praktykę sądów moglibyśmy określić mianem prawa zwyczajowego, gdyby nie to, że w Polsce takie prawo w tym zakresie obowiązywać nie powinno i nie może. W związku z tym zgłosiłem pod rozważenie wniosek de lege ferenda o wprowadzenie do kodeksu postępowania cywilnego artykułu 139 par. 11 o treści: „Doręczenie uważa się za dokonane z upływem ostatniego dnia okresu, na który pismo pozostawiono w placówce operatora pocztowego, a jeśli zostało podjęte wcześniej, w dacie podjęcia. Pismo niepodjęte w terminie placówka pocztowa zwraca nadawcy”. Tak klarownie i jednoznacznie określona norma prawna z czytelną sankcją dałaby bezdyskusyjną podstawę prawną do uznania skutku doręczenia w analizowanej sytuacji i nie pozostawiłaby pola do jakichkolwiek wątpliwości w tym względzie.