– Kupując mieszkanie, wsparliśmy się w dużym stopniu kredytem hipotecznym. Nie martwiliśmy się o jego spłatę, byliśmy młodzi, oboje świetnie zarabialiśmy, a z wykształceniem technicznym, jakie zdobyliśmy, byliśmy pewni zatrudnienia. Kiedy więc firma, w której pracowałam, ogłosiła upadłość, zaczęłam ponownie rozglądać się na rynku pracy i przebierać w ofertach – opowiada nasza czytelniczka.

Mąż pracuje, żona nie

Kiedy jednak miała już podpisywać kolejny kontrakt w nowej firmie, mąż zaczął ją przekonywać, że po ostatniej podwyżce jego zarobki spokojnie wystarczą i na kredyt, i na życie, więc jego zdaniem powinna zrezygnować z pracy zawodowej i zająć się domem oraz dziećmi, zwłaszcza młodszym (które było bardzo chorowitym dzieckiem).

Były maż nie dotrzymał obietnicy spłaty rat kredytu, a nasza czytelniczka nie ma na to środków

– Po wielu namowach uległam – mówi pani Elżbieta.

Wkrótce po tym mąż pani Elżbiety wraz z kolegą otworzyli biznes. – Wobec tego, że działalność gospodarcza Pawła wiązała się z operowaniem dość dużymi sumami pieniędzy, postanowiliśmy dla bezpieczeństwa rodziny sporządzić akt notarialny w sprawie rozdzielności majątkowej. Było to w styczniu 2009 roku – wyjaśnia nasza czytelniczka.

Sytuacja się pogarsza

Niestety, od tego momentu w ich małżeństwie zaczęło się dziać coraz gorzej.

Nie wystarczy umówić się z eksmałżonkiem o sposobie spłaty rat kredytu

– Mąż bardzo często wyjeżdżał, a dom traktował niemal jak hotel. Bardzo się od siebie oddaliliśmy. To jednak nie był koniec kłopotów.

Nieco później dowiedziałam się, że Paweł znalazł sobie inną. To było jak uderzenie obuchem w głowę. Byłam załamana, zraniona, złożyłam od razu pozew o rozwód – te wspomnienia wciąż są dla pani Elżbiety bardzo bolesne. Na szczęście rozwód przebiegł bardzo szybko.

Bez środków na spłatę

– Chciałam mieć go jak najszybciej za sobą, więc nie dążyłam nawet do tego, żeby orzekać, z czyjej winy nastąpił rozpad związku. Najważniejsze było dla mnie tylko to, aby dzieci pozostały przy mnie. Tak też się stało – opowiada pani Elżbieta.

– W związku z tym, że w dniu rozwodu nadal mieliśmy kredyt (do spłaty przez kolejne 20 lat), musieliśmy ustalić dalszy plan działania. Ucieszyłam się, gdy mój eksmałżonek zobowiązał się, że to on będzie spłacać kredyt, a ja mam utrzymywać mieszkanie, czyli płacić czynsz, rachunki itp. – kontynuuje nasza czytelniczka. Jej spokój nie trwał długo.

Zaraz po rozwodzie zaczęły przychodzić monity z banku o spłatę zaległych rat, aż w końcu bank z 30-dniowym terminem wypowiedział umowę kredytu.

– Na moje konto przestały również wpływać alimenty: najpierw płacone były nieregularnie, później w ratach, a teraz nie dostaję już żadnych pieniędzy na dzieci. Co gorsza, nie mam wystarczających środków, aby spłacić kredyt mieszkaniowy.

Jestem zrozpaczona, nie wiem, co robić. Czy w przypadku eksmisji, po sprzedaniu mieszkania przez komornika, były mąż może zostać zobowiązany przez sąd do zapewnienia mnie i dzieciom mieszkania zastępczego? Co mogę jeszcze zrobić, by na nowo móc normalnie funkcjonować? – pyta załamana pani Elżbieta.