– Konsultujemy zarządzenie z radcą prawnym. Jeżeli nie podważy jego przepisów, to niebawem zostanie podpisane przez prezydenta – informuje Alina Pawlicka-Mamczura, rzecznik prasowy prezydenta Opola. Strażnicy, którzy będą wchodzili w skład patrolu ekologicznego, będą się legitymowali specjalnymi upoważnieniami.

W sytuacji, gdy ktoś nie wpuści strażnika do domu, sprawa zostanie przekazana policji. Osoby, które uniemożliwią straży miejskiej wykonanie zadania, muszą liczyć się z tym, że wszczęte zostanie wobec nich postępowanie, które – w drastycznych przypadkach – może zakończyć się nawet więzieniem. Zgodnie z art. 224 par. 1 kodeksu karnego, kto przemocą lub groźbą bezprawną wywiera wpływ na czynności urzędowe organu (...) samorządu terytorialnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech. Jak jednak podkreśla Alina Pawlicka-Mamczura, strażnicy będą nakładali mandaty w ostateczności. – Zaczniemy od pouczenia. Oczywiście, jeżeli mieszkaniec nadal będzie palił śmieciami, to nałożenie na niego kary będzie koniecznością – wyjaśnia rzeczniczka prezydenta Opola. Bo obowiązkiem gminy jest dbanie o czystość.

Mandat za palenie śmieciami w piecu może wynieść 500 zł. Jednak zarządzenie prezydenta Opola ma pełnić przede wszystkim funkcję prewencyjną. – Ma być straszakiem, aby ludzie z obawy przed wizytą straży miejskiej przestali zanieczyszczać w ten sposób powietrze – deklaruje Alina Pawlicka-Mamczura.

Wprawdzie strażnicy nie dysponują przenośnymi laboratoriami, za pomocą których mogliby zbadać na miejscu próbki popiołu, ale według rzeczniki wystarczy im zdrowy rozsądek.

– Będą w stanie rozpoznać niewłaściwe rzeczy przygotowane do spalenia: np. porąbane meble, zgniecione butelki. Jeżeli zostaną one znalezione w piecu, będzie to stanowić przesłankę do wystawienia mandatu – tłumaczy Alina Pawlicka-Mamczura.

Kontroli straży miejskiej mogą się spodziewać także mieszkańcy Kędzierzyna-Koźla. Tyle że nie mają specjalnego zarządzenia. – Działamy na podstawie przepisów prawa ochrony środowiska oraz ustawy o odpadach – wyjaśnia Mirosław Dąbrowski, komendant straży miejskiej. Dodaje, że dotychczasowe kontrole zakończyły się jedynie pouczeniem, bo nie stwierdzono poważniejszych naruszeń. – Nie spotkaliśmy się także z oporem, nikt nie odmówił wpuszczenia strażnika do domu – mówi Dąbrowski.

W niektórych samorządach panuje jednak przekonanie, że nie ma podstaw prawnych do tego, aby funkcjonariusze nachodzili mieszkańców w ich domach. – Kontrole pieców stanowiłyby naruszenie miru domowego. Kompetencje prezydenta ograniczone są do regulowania spraw dotyczących przestrzeni publicznej – uważa Jarosław Kapsa z Urzędu Miasta w Częstochowie. Jego zdaniem strażnik może interweniować tylko wtedy, gdy np. widzi, że na terenie przydomowego ogródka ktoś pali nielegalne ognisko. – Właściciel domu miałby prawo odmówić wpuszczenia strażnika do domu. I nie musi się przed nim tłumaczyć, co spala w piecu – uważa Jarosław Kapsa.

Jednak przedstawiciele gmin, które wprowadzają kontrole pieców, tłumaczą, że zostały do tego zmuszone. – Prezydent Opola nie lubi naruszać miru domowego mieszkańców. Niestety, w ostatnim czasie problem palenia śmieci się nasilił – deklaruje Alina Pawlicka-Mamczura. Jej zdaniem to efekt kryzysu – ludzie, nie mając na opał, ogrzewają domy czym popadnie. W konsekwencji zgłoszeń od mieszkańców, których sąsiedzi palą śmieciami, jest coraz więcej.

Prawnicy podkreślają, że każde tego typu zarządzenie musi być oceniane indywidualnie. – Jeżeli znajdą się w nim zapisy niezgodne z prawem, powinno zostać unieważnione przez wojewodę. Z kolei nad decyzją wojewody czuwa wojewódzki sąd administracyjny – mówi Hubert Izdebski, profesor z Uniwersytetu Warszawskiego.

Tak więc mieszkańcy, którzy uważają, że zarządzenia wydane przez prezydentów ich miast są niezgodne z prawem, powinni w pierwszej kolejności kierować skargi do wojewody.

Na decyzje władz samorządowych można skarżyć się do WSA