Tutaj zaginęło 91 akt (w zeszłym roku 80). W apelacji wrocławskiej liczba zaginionych akt jest mniejsza – zniknęło ich 38, ale niestety to o 13 dokumentów więcej niż w roku poprzednim. Ze statystyk Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że najskuteczniej problem ogranicza apelacja warszawska.

Mniej zaginięć

Tutaj w ubiegłym roku zniknęło 31 akt. W stolicy liczba zaginionych spraw spadła o połowę w porównaniu do roku 2009.

– Mamy coraz mniej wpadek. Procedury dotyczące zarządzania dokumentami są ściślej przestrzegane – wyjaśnia Marcin Łochowski, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego Warszawa-Praga.

Dodaje, że problem ginących dokumentów udało się ograniczyć także dzięki poprawie warunków lokalowych. Dysponując większą przestrzenią, pracownicy Sądu Okręgowego Warszawa-Praga lepiej mogą zarządzać dokumentami. Według Marcina Łochowskiego akta, które giną w tym sądzie, bardzo rzadko jednak są zniszczone bezpowrotnie. Zwykle są to przypadki, gdy teczki z dokumentami zawieruszają się na półce w innym budynku sądu. Po pewnym czasie jednak zostają odnalezione. Według Marka Celeja, sędziego Sądu Apelacyjnego w Sądzie Okręgowym w Warszawie, nie zawsze tak było. Są przypadki, które wymagają wszczęcia postępowania dyscyplinarnego, a nawet karnego. Obecnie prokuratura bada sprawę akt, które zostały odnalezione nad Zalewem Zegrzyńskim.

– W lesie leżały akta sądu pracy i ubezpieczeń społecznych. Prawdopodobnie nie zostały one tam zgubione, ale podrzucone. Mimo że padał tego dnia deszcz, dokumenty były suche – mówi sędzia.

Kilkanaście lat temu, jak relacjonuje Marek Celej, sędzia włożyła do bagażnika w samochodzie akta, by przewieźć je do domu. Po drodze zatrzymała się, by zrobić zakupy. Gdy wyszła ze sklepu, samochodu niestety już nie było na parkingu. Zaginęło wówczas 20 tomów akt dotyczących postępowania cywilnego.