Koniec z bezkarnym przekraczaniem prędkości na zagranicznych autostradach. Komisja Europejska chce, aby państwa członkowskie Unii wymieniały się informacjami dotyczącymi zarejestrowanych w nich samochodów oraz ich właścicieli. Projekt dyrektywy przewiduje stworzenie specjalnego systemu wymiany danych, który umożliwi szybką identyfikację i karanie zagranicznych kierowców łamiących przepisy na unijnych drogach.

– Otworzymy dla siebie nawzajem bazy danych o numerach rejestracyjnych – zapowiada rzeczniczka unijnej Komisji Transportu Helen Kearns. Projekt został już wstępnie zaakceptowany przez ministrów ds. transportu państw członkowskich, którzy wczoraj dyskutowali na jego temat w Brukseli.

Równi i równiejsi

Najpóźniej za trzy lata policja danego kraju będzie mogła w elektronicznej bazie danych uzyskać wszelkie informacje na temat samochodu z innego państwa członkowskiego oraz jego właściciela. Wystawi mu mandat na miejscu lub – gdy wykroczenie zostało zarejestrowane przez fotoradar czy kamerę – prześle go pocztą. Jeżeli natomiast za kierownicą siedziała osoba, do której auto nie należy, obowiązkiem właściciela pojazdu będzie ją wskazać.

Komisja Transportu tłumaczy, że system ma na celu równe traktowanie kierowców krajowych i zagranicznych. Tym bardziej że ci drudzy często czują się bezkarni i gdy tylko mijają granicę, rozpoczynają drogową szarżę, która często źle się kończy. We Francji kierowcy z innych państw stanowią 5 proc. kierujących, lecz powodują aż 15 proc. wypadków.

Unia chce ułatwić karanie za najczęstsze przewinienia: nadmierną prędkość, jazdę na podwójnym gazie, niezapięte pasy i przejechanie na czerwonym świetle. Rozważana jest możliwość poszerzenia tej listy o mniej standardowe wykroczenia, jak choćby jazdę po spożyciu narkotyków czy poruszanie się pasem awaryjnym na autostradzie.

Kosztowna jazda

Projekt Komisji Europejskiej to zła wiadomość szczególnie dla kierowców z Polski, którzy płacą jedne z najniższych nominalnie mandatów w Europie. Maksymalna kara za przekroczenie prędkości wynosi u nas 500 zł. Szarżując w Belgii, będziemy ryzykowali karę w wysokości 2750 euro (ok. 11 tys. zł), w Austrii – 2180 euro. Nawet u Słowaków zapłacić będziemy musieli więcej – aż 830 euro, czyli ok. 3,3 tys. zł.

Ale eksperci są zdania, że taki system ma swoje zalety. – Austriacka drogówka znana jest z tego, że kierowcom każe płacić na miejscu, nawet najwyższe mandaty. Jeśli kierowca nie ma pieniędzy, musi czekać na przekaz pieniężny z Polski. Dzięki systemowi elektronicznemu unikniemy takiej sytuacji, bo mandat będziemy mogli opłacić przelewem – mówi Adrian Furgalski, ekspert ds. transportu z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.

Ale nawet Austriacy mają dziś problem z karaniem kierowców, którzy nie zostali złapani na gorącym uczynku, lecz np. przez fotoradar. Z powodów trudności z ustaleniem tożsamości rzadko wysyła im mandat. – Niektóre kraje próbują egzekwować przepisy, zwracając się do MSWiA w celu ustalenia właściciela pojazdu. Ale nawet uzyskanie danych nie gwarantuje skutecznego ukarania – mówi Leszek Jankowski z biura prasowego policyjnej drogówki. Dodaje, że już za rok ma zostać wprowadzony w Polsce elektroniczny system baz danych, który krajowym funkcjonariuszom ułatwi identyfikację kierowców. To znacznie przyspieszy wdrażanie systemu unijnego, który będzie musiał być przyjęty przez wszystkie państwa członkowskie najpóźniej w ciągu dwóch lat po uchwaleniu dyrektywy.

PRAWO

W praktyce kierowca mandatu nie płaci

Obecnie nie ma jasnych, czytelnych i skutecznych regulacji, które pozwalałyby pociągnąć do odpowiedzialności osoby, które popełniły wykroczenie drogowe w innym kraju.

Np. Polak może dostać od policji zagranicznej informację, że popełnił wykroczenie i powinien zapłacić. Zdarza się, że kierowca zlekceważy takie wezwanie. Wówczas organ zagraniczny, który wystawił informację, może się zwrócić do naszego Ministerstwa Sprawiedliwości o poinformowanie sprawcy wykroczenia o toczącym się postępowaniu. W praktyce jednak taka kara nie jest egzekwowana.

Polska policja na zlecenie prokuratora, który otrzymał informację z innego kraju, może jedynie poinformować sprawcę wykroczenia, że toczy się przeciwko niemu postępowanie karnomandatowe w innym kraju. Obecnie nie ma jednak żadnych podstaw prawnych, by egzekwować karę za czyn popełniony w innym kraju UE, np. w Niemczech. To jest istotny problem praktyczny, gdyż kierowca w gruncie rzeczy nie poniesie konsekwencji za wykroczenie. Jeżeli jednak wróci do tego kraju i zostanie zatrzymany do kontroli drogowej, to wówczas poniesie konsekwencje swojego zachowania na podstawie tamtejszych przepisów.