Wydawałoby się, że wzorzec metra przechowywany w Międzynarodowym Biurze Miar i Wag w Sevres pod Paryżem nie powinien pozostawiać pola do dyskusji. Metr to przecież metr. W praktyce, a zwłaszcza tej deweloperskiej, jest z tym jednak różnie. Nie znaczy to jednak, że z wzorcem jest coś nie tak, ale raczej sposób mierzenia mieszkań pozostawia wiele do życzenia.

Ważne jest, kto i w jaki sposób mierzy. Okazać się może na przykład, że lokal sprzedawany jako 50-metrowy może mieć w rzeczywistości nawet 5 metrów kwadratowych mniej. Nie jest to błaha sprawa, ponieważ przekłada się na wielotysięczne wydatki.

Tysiące w portfelu

Warto się więc przyjrzeć, jakie sztuczki są stosowane na rynku przy pomiarach powierzchni mieszkań.

– Rozbieżności mogą dotyczyć tynków, ścian wewnętrznych czy skosów. Przy zastosowaniu niekorzystnych dla kupującego norm cena 2-pokojowego mieszkania może być zawyżona nawet o kilkadziesiąt tysięcy złotych – uważa Bartosz Turek, ekspert Home Broker. Sposób liczenia sprzedawanych mieszkań zależy w dużej mierze od dewelopera. Na przykład nie każdy posługuje się pojęciem powierzchni użytkowej, a ponadto nawet tak określoną powierzchnię mierzą oni na różne sposoby.

– Przykładowo mieszkanie o powierzchni 50 mkw. może w oficjalnych dokumentach mieć w skrajnym przypadku metraż nawet 60 mkw. Zwykle dysproporcje nie są jednak aż tak duże. Tymczasem od metrażu zależy cena mieszkania, a później wysokość podatków, czynszu czy opłat za użytkowanie wieczyste. Gdy w wyniku zastosowania niekorzystnej dla kupującego metody obliczeń metraż mieszkania zostanie zawyżony, najpierw przepłaci on przy zakupie, a potem będzie ponosić nadmiernie wysokie koszty związane z użytkowaniem lokalu – wynika z analizy przygotowanej przez Home Broker.

Metoda to podstawa

Eksperci wskazują, że powierzchnię użytkową można mierzyć, korzystając z dwóch norm. Bardziej korzystna jest nowa norma (PN-ISO 9836). Według niej powierzchnię należy liczyć na poziomie podłogi w stanie wykończonym, czyli z tynkami. Stara norma (PN-70 B-02365) mówi natomiast o liczeniu powierzchni na wysokości 1 m i bez tynków. Powłoka ta może mieć różną grubość, ale przyjmując np., że ma 1,5 cm, różnica w powierzchni użytkowej dwupokojowego mieszkania pięćdziesięciometrowego wynosi 1 mkw. Niby niedużo, ale przekłada się to na blisko 2 proc., co oznacza, że przy metrażu liczonym z uwzględnieniem tynków i cenie 8 tys. zł za 1 mkw. koszt zakupu całego lokalu wyniesie 400 tys. zł, a przy metrażu liczonym bez tynków będzie to 408 tys. zł.