Rozprawie TK w pełnym składzie będzie przewodniczyć prezes Trybunału Bohdan Zdziennicki, sprawozdawcą będzie Andrzej Rzepliński.

W swej skardze posłowie Lewicy podnoszą, że prawo do emerytury jest konstytucyjnym prawem jednostki, do którego odnosi się zasada ochrony "praw słusznie nabytych". Według Lewicy przyjęte zapisy stanowią rażącą obrazę zasady zaufania obywatela do państwa, z której wynika zakaz tworzenia przepisów "rażąco niesprawiedliwych".

Zdaniem skarżących, ustawa uznała, że wszyscy pełniący służbę w organach bezpieczeństwa PRL nie zasługują na uprawnienia ustawy o zaopatrzeniu emerytalnym. Lewica uznaje to za przejaw odpowiedzialności zbiorowej i przyjęcia zasady domniemania winy.

Według Lewicy, ustawa "nosi znamiona represyjności", bo w sposób arbitralny stwierdza, iż wszyscy funkcjonariusze organów bezpieczeństwa PRL działali przeciw wolności narodu i w konsekwencji podlegają sankcji obniżenia emerytury. Według Lewicy, ustawa narusza konstytucyjną zasadę proporcjonalności, bo wprowadza "wygórowaną sankcję" wobec osób, którym nie sposób zarzucić jakiekolwiek przewinienia, oprócz tego, że byli funkcjonariuszami przed 1990 r. Ponadto ustawa nie rozróżnia osób, które uzyskały świadczenia emerytalne przed i po 1990 r., co zdaniem skarżących narusza konstytucyjną zasadę równości.

Niektórzy prawnicy uważali, że nie powinno być konstytucyjnych problemów z odbieraniem uprzywilejowanych emerytur oficerom służb PRL; za wątpliwą uznawali zaś konstytucyjność odbierania ich członkom WRON. Zdaniem posłów PO, autorów ustawy, ustawa jest zgodna z konstytucją. Według nich, zasady sprawiedliwości społecznej naruszał fakt, że funkcjonariusze służb specjalnych z lat 1944-1990 r. dostawali wyższe świadczenia niż zwykli emeryci, którzy często byli ich ofiarami. Wcześniej szacowano, że świadczenia dla b. oficerów mają się zmniejszyć o ok. 600 mln zł rocznie. Politycy PO zapowiadali, że część oszczędności trafi do "pokrzywdzonych przez PRL".

Ustawę uchwalono z inicjatywy PO w styczniu 2009 r. W jej preambule zapisano, że "system władzy komunistycznej opierał się głównie na rozległej sieci organów bezpieczeństwa państwa, spełniającej w istocie funkcje policji politycznej, stosującej bezprawne metody, naruszające podstawowe prawa człowieka". Dodano, że "funkcjonariusze organów bezpieczeństwa pełnili swoje funkcje bez ponoszenia ryzyka utraty zdrowia lub życia, korzystając przy tym z licznych przywilejów materialnych i prawnych w zamian za utrwalenie nieludzkiego systemu władzy". Podkreślono też, że "samozwańcza Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego służyła utrwalaniu systemu komunistycznego w Polsce".

Teraz oficerowie cywilnych służb specjalnych PRL dostają niższe świadczenia - obliczane według wskaźnika w wysokości nie 2,6 proc. podstawy wymiaru za każdy rok służby za lata 1944-1990 - jak dotychczas, lecz 0,7 proc. Przeciętny emeryt (lub wdowa po nim) stracił ok. tysiąca zł.

Przywileje za służbę w PRL stracili także ci funkcjonariusze SB, którzy w 1990 r. zostali pozytywnie zweryfikowani i przyjęci do Urzędu Ochrony Państwa - np. szefowie UOP gen. Gromosław Czempiński i gen. Andrzej Kapkowski. Krytykowali to szefowie MSW po 1990 r., m.in. Krzysztof Kozłowski i Andrzej Milczanowski.

Członkom WRON emerytura wojskowa naliczana jest teraz po 0,7 proc. podstawy wymiaru za rok służby w wojsku - począwszy od 8 maja 1945 r. WRON - administrująca od grudnia 1981 r. do lipca 1983 r. stanem wojennym - składała się z 22 wyższych wojskowych (część już nie żyje). Jak informował MON, przeciętne świadczenie emerytalne tych osób wynosiło dotychczas 8495 zł, a teraz - ok. 4143 zł (brutto).

Szef WRON gen. Wojciech Jaruzelski - sądzony za bezprawne wprowadzenie stanu wojennego w 1981 r. - dostawał dotychczas ponad 8 tys. zł emerytury "generalskiej", co ustawa zmniejszyła o połowę. Mówił on, że nie skorzysta z emerytury, jaka przysługuje mu jako b. prezydentowi RP z lat 1989-1990. SLD i b. prezydent Aleksander Kwaśniewski prowadzili kampanię przeciw odebraniu mu wyższej emerytury.

Od Nowego Roku obniżono świadczenia ok. 24 tys. świadczeniobiorcom zakładu emerytalno-rentowego MSWIA - podała rzeczniczka resortu Małgorzata Woźniak. 5,7 tys. z nich to wdowy i inni bliscy osób już nieżyjących, a uprawnionych do wyższych świadczeń. W sumie ma je stracić ok. 34 tys. osób pobierających świadczenia z MSWiA (są oni absolutną większością osób, które miała objąć ustawa).

Pewna część b. esbeków - nie wiadomo ilu - dostaje świadczenia z odrębnych zakładów emerytalnych ABW i AW. Są to ci, którzy pozytywnie przeszli weryfikację i zostali przyjęci w 1990 r. do utworzonego w miejsce SB Urzędu Ochrony Państwa, a odeszli na emeryturę albo z niego, albo z utworzonych w 2002 r. w jego miejsce ABW i AW.

Jak podała Woźniak, najwyższe świadczenie brutto po weryfikacji to ok. 8 tys. brutto. Na obniżce świadczeniobiorcy stracili nawet do 4 tys. zł. MSWiA nie umiało podać, jakie dziś jest średnie uposażenie b. esbeka. "Ono nie może być niższe niż 675,10 zł" - podkreśliła Woźniak.

7,1 tys. świadczeniobiorców MSWiA odwołało się już od decyzji o obniżce świadczeń do sądów. Do Sądu Okręgowego w Warszawie wpłynęło dotychczas 1050 skarg na decyzje o obniżce świadczeń.

Obniżka świadczeń nie dotyczy tych, którzy mają rentę inwalidzką. PiS podkreślał, że wadą ustawy jest fakt, iż nie objęła ona służb specjalnych wojska PRL.

W związku z ustawą IPN od marca 2009 r. rozpatrzył zapytania dotyczące ponad 194 tys. świadczeniobiorców. Instytut przekazał właściwym organom emerytalnym zaświadczenia o przebiegu służby funkcjonariusza, wraz z informacją, czy z dostępnych materiałów wynika, że "podjął on współpracę i czynnie wspierał osoby lub organizacje działające na rzecz niepodległości Państwa Polskiego" (wtedy zachowuje wyższe świadczenie).

W listopadzie 2009 r. prezes IPN Janusz Kurtyka ujawnił, że esbecy, których akta są w tajnym tzw. zastrzeżonym zbiorze IPN (gdzie są akta aktualne dla bezpieczeństwa państwa), nie stracą wyższych świadczeń, bo Instytutowi nie wolno udzielać ich akt organom emerytalno-rentowym. Chodzi o ok. 2 tys. funkcjonariuszy. Trwają działania w celu udostępnienia zawartości akt wobec nich.

Odbieranie przywilejów emerytalnych służb PRL ma swą historię. W grudniu 1992 r. Sejm przyjął ustawę odbierającą tzw. emerytury mundurowe funkcjonariuszom PRL stosującym represje, ale prezydent Lech Wałęsa zawetował ją, a weta nie zdołano oddalić. W grudniu 1997 r. rząd koalicji AWS-UW przeforsował zmiany zasad waloryzacji emerytur mundurowych, które skutecznie zawetował Aleksander Kwaśniewski.

Od 1998 r. można zaś odbierać wyższe emerytury sędziom i prokuratorom, którzy w latach 1944-56 pracowali w NKWD, UB, Informacji Wojskowej i innych organach represji PRL i ZSRR. TK nie zakwestionował tego rozwiązania, które zaskarżył prezydent Kwaśniewski. Prawo do wyższych emerytur tracą też sędziowie, którym dowiedzie się, że w PRL łamali zasadę niezawisłości. Ponadto można odbierać lepszą emeryturę wojskową, jeśli danej osobie udowodni się, że w latach 1944-1956 w związku ze służbą w Informacji Wojskowej, prokuraturze wojskowej lub sądach wojskowych, stosowała represje wobec działających na rzecz niepodległości.