Cerowanie procedury karnej skończyło się jeszcze większą dziurą. Skazani mogą się nawet nie dowiedzieć o wyroku

Pierwszą wyrwę w gwarancjach procesowych dla stron postępowania karnego zrobiła PO. W reformie, która weszła w życie 1 lipca 2015 r. i wprowadziła tzw. kontradyktoryjność, zapisano, że sąd, zarządzając przerwę w rozprawie, nie musi zawiadamiać stron – również nieobecnych – o tym, kiedy proces będzie kontynuowany. W zamian zobowiązano jednak sąd do dostarczenia wyroku na piśmie osobom, których nie było podczas jego ogłaszania. Jeśli więc oskarżony nie bardzo interesował się tym, co się dzieje w pierwszej instancji, przynajmniej miał szansę odwołać się od wyroku i bronić w apelacji. Rząd PiS, odwracając reformę PO, odwrócił jednak też wymóg dostarczenia wyroku oskarżonemu. W efekcie może się on o skazaniu dowiedzieć z… wezwania do odbycia kary. Jak to możliwe?

– Z przepisów obowiązujących od kwietnia 2016 r. wynika, że oskarżony po postawieniu mu zarzutów w postępowaniu przygotowawczym może już w ogóle nie być przesłuchiwany. Musi dostać zawiadomienie o pierwszym terminie rozprawy, ale w sytuacji jej przerwania nie ma obowiązku jego wzywania, a nawet zawiadamiania – wyjaśnia mec. dr Wieńczysław Grzyb. – Wtedy oskarżony dowiaduje się o wyroku dopiero np. z zawiadomienia o konieczności stawienia się w zakładzie karnym. I nie są to wcale przypadki rzadkie – dodaje adwokat.

Pozostaje próba przywrócenia terminu na złożenie apelacji lub też wznowienia postępowania. W tym wypadku jest to jednak niezwykle trudne. Sąd, nie zawiadamiając strony, postępuje zgodnie z prawem, a podsądny jest o tym pouczany. Prawomocnie zakończone postępowanie należy co prawda wznowić, gdy sprawę rozpoznano pod nieobecność oskarżonego, ale tylko jeśli jego obecność była obowiązkowa. – Od 1 lipca 2015 r. przesłanka ta straciła jednak realne znaczenie. Obecnie w postępowaniu zwyczajnym udział oskarżonego jest obowiązkowy tylko w sprawach o zbrodnie i wyłącznie podczas czynności otwarcia przewodu sądowego oraz przesłuchania oskarżonego. W pozostałych sprawach sąd może uznać udział oskarżonego w rozprawie za obowiązkowy, ale nie musi – podkreśla mec. Radosław Baszuk.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Doktor Piotr Kładoczny z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka uważa, że to przykład nieodpowiedniego wyważenia pomiędzy efektywnością postępowania karnego a zapewnieniem gwarancji procesowych obywatelom. – Sytuacji tej nie da się pogodzić z konstytucyjnym, a także konwencyjnym prawem oskarżonego do obrony, jak też z prawem do rozpoznania jego sprawy karnej w rzetelnej procedurze sądowej – ocenia prawnik. – Niewątpliwie jest to rezultat przeprowadzania zmian w k.p.k. w sposób pospieszny, wycinkowy, bez dokonania odpowiednich analiz i konsultacji – dodaje.

Resort sprawiedliwości twierdzi jednak, że gwarancje procesowe stron nie zostały naruszone, ponieważ udział w rozprawie jest prawem, a nie obowiązkiem oskarżonego. MS tłumaczy też, że nigdzie nie ma określonego minimalnego czasu przerwy w rozprawie. Ta może trwać pięć minut, jak i pięć dni. – Trudno sobie wyobrazić zarówno sposób zawiadomienia zainteresowanego w tak krótkim czasie, jak i możliwość jego stawiennictwa – tłumaczy MS. Nie dodając jednak, że przepisy określają maksymalny czas przerwy, który został zwiększony z 21 do 35 dni. A skuteczne zawiadomienie w tak długim czasie nie powinno być problemem.

Przez lata kodeks postępowania karnego zapewniał stronom prawo do bycia poinformowanym o terminach rozpraw. Takim gwarantem był art. 117 k.p.k., który stanowił, iż osobę uprawnioną zawiadamia się o dacie i miejscu czynności procesowej, a brak dowodu zawiadomienia jest przeszkodą do przeprowadzenia tej czynności. Wyjątkiem od tej reguły był art. 402 k.p.k., który mówił o tym, że gdy wszystkie strony lub świadkowie są obecni na rozprawie, to sąd zarządzając przerwę, może wyznaczyć nowy termin bez konieczności doręczania zawiadomień pisemnych. Byłaby to zbędna papierologia.

Tylko pierwszy termin

Jednak te solidne fundamenty, na których osadzone były prawa stron w postępowaniu karnym, zaczęły być stopniowo podkopywane. Najpierw przez reformę, która weszła w życie 1 lipca 2015 r. i wprowadzała kontradyktoryjność procesu karnego (Dz.U. z 2013 r. poz. 1247). Wówczas zmieniono art. 402 par. 1 w ten sposób, że w przypadku zarządzania przerwy można było nie wysyłać zawiadomienia nawet wówczas, gdy osoby uprawnione do stawiennictwa nie uczestniczyły w rozprawie przerwanej.

– To jednak nie rodziło, w szczególności dla oskarżonego, zbyt daleko idących skutków, bo ta sama ustawa zmieniła treść art. 100 k.p.k., zobowiązując sąd do dostarczenia wyroku na piśmie stronom, które nie były obecne podczas jego ogłoszenia. Był to swoisty bezpiecznik. Bo nawet gdyby oskarżony nie uczestniczył w rozprawach, które były przerywane i doszłoby do wydania wyroku pod jego nieobecność, to o jego treści i tak dowiedziałby się z doręczenia. Jeśli się z nim nie zgadzał, to przynajmniej mógł się od niego odwoływać. Dziś nie ma nawet takich gwarancji – tłumaczy dr Wieńczysław Grzyb, adwokat.

Możliwe zatem jest, że osoba, której postawiono zarzuty w postępowaniu przygotowawczym, o zapadłym wyroku dowie się dopiero z zawiadomienia o konieczności stawienia się w zakładzie karnym w celu odbycia kary.

– I nie jest to możliwość teoretyczna, bo znam takie przypadki. W obecnym stanie prawnym oskarżony może otrzymać tylko jedno zawiadomienie o pierwszym terminie rozprawy. Gdy sąd nie odracza rozprawy, a zarządza przerwę, nie istnieje obowiązek wzywania, a nawet zawiadamiania stron. To absurd – wskazuje dr Wieńczysław Grzyb.

Odwracanie reformy

Wszystko dlatego, że jednym z pierwszych kroków Zbigniewa Ziobry jako ministra sprawiedliwości było odwrócenie reformy, którą przygotował Jarosław Gowin. Usunięto przepis obligujący do dostarczania wyroków, wydłużono maksymalny okres, na jaki można zarządzić przerwę (z 21 do 35 dni), a jednocześnie pozostawiono przepisy umożliwiające nieinformowanie stron nieobecnych podczas rozprawy.

– Co więcej, do art. 402 dodano par. 1a, który mówi, że oskarżonego nie wzywa się na rozprawę przerwaną, jeżeli okres przerwy uniemożliwia jego wezwanie oraz stawienie się na rozprawie po przerwie. Nawet kodeks postępowania w sprawach o wykroczenia nie zawiera takiego uregulowania, choć dotyczy przecież czynów błahych w porównaniu z przestępstwami – podkreśla mec. Grzyb.

Zdaniem adwokata Radosława Baszuka doszło do osłabienia standardu ochrony uprawnień procesowych stron. – Zwłaszcza w sytuacjach, w których oskarżeni nie korzystają z pomocy profesjonalnych pełnomocników. Jeśli wyrok zapadł, a strona nie złożyła wniosku o sporządzenie jego uzasadnienia, może jedynie wnieść o przywrócenie terminu do dokonania tej czynności. Musi jednak wykazać, że niedotrzymanie terminu nastąpiło z przyczyn od niej niezależnych – mówi mec. Baszuk.

Eksperci przyznają, że w takim przypadku szanse powodzenia nie są duże. – Z przyczyną niezależną od strony mamy do czynienia wtedy, gdy nie mogła ona jej usunąć i dokonać czynności w terminie. Przyczyną taką nie będzie brak wiedzy o terminie rozprawy, jeżeli na sądzie nie ciążył obowiązek powiadomienia o nim – tłumaczy mec. Baszuk.

Wbrew konwencji

Drugą możliwością jest próba wznowienia postępowania. – To również nie jest łatwe, ponieważ sąd, nie powiadamiając o terminie przerwanej rozprawy, nie łamie żadnych przepisów. Poza tym o tym, że taka sytuacja może się wydarzyć, strona jest pouczana zarówno na piśmie, jak i podczas pierwszej rozprawy. To, że jest to jeden z całej litanii przepisów, z których pouczany rozumie niewiele albo nic, w praktyce nie ma znaczenia ocenia Wieńczysław Grzyb.

– Dlatego, choć wszystko odbywa się zgodnie z przepisami, nie możemy mówić o zapewnieniu prawa do rzetelnego procesu w myśl postanowień Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności – dodaje.

W ocenie Ministerstwa Sprawiedliwości gwarancje procesowe stron, w szczególności oskarżonego, są w pełni zachowane. – Co do zasady udział w rozprawie jest prawem, a nie obowiązkiem oskarżonego. Oznacza to, że sąd powinien umożliwić mu podjęcie aktywnej obrony, ale to, czy on to zrobi jest uzależnione wyłącznie od woli zainteresowanego – tłumaczy resort. Poza tym MS przypomina, że przepisy nie przewidują zawiadamiania w przypadku przerwy, ponieważ nigdzie nie określono jej minimalnego czasu trwania. – Może być to 5 minut, 5 godzin lub 5 dni. Trudno sobie wyobrazić zarówno sposób zawiadomienia zainteresowanego w tak krótkim czasie, jak i możliwość jego stawiennictwa na przerwaną rozprawę – tłumaczy MS. Z tym, że w praktyce przerwa w rozprawie często trwa i 30 dni (max. 35). A w tak długim czasie skuteczne zawiadomienie nie jest problemem.