Ustawa o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej (Dz.U. z 2016 r. poz. 744 ze zm.) weszła w życie we wrześniu 2016 r. Zgodnie z jej przepisami nazwy ulic czy placów nie mogą upamiętniać osób, organizacji, wydarzeń lub dat symbolizujących komunizm lub inny ustrój totalitarny. W związku z tym samorządy albo same pozmieniały wątpliwe nazwy, albo zaczęły być do tego zmuszane postanowieniami nadzorczymi wojewodów. W dodatku 7 stycznia tego roku weszła w życie nowelizacja ustawy (Dz.U. z 2017 r. poz. 2495), która decyzjom wojewodów nadała praktycznie natychmiastową wykonalność.

Bezkosztowo tylko w teorii

O ile zmiana nazwy dokonana na podstawie ustawy nie ma wpływu na ważność dokumentów i mieszkańcy nie muszą wymieniać dowodów osobistych czy praw jazdy, to jednak dekomunizacja adresu pociąga za sobą konieczność uaktualnienia ksiąg wieczystych nieruchomości. Zgodnie z art. 5 ust. 1 ustawy dekomunizacyjnej pisma oraz postępowania sądowe i administracyjne w sprawach dotyczących ujawnienia w księgach wieczystych oraz uwzględnienia w rejestrach, ewidencjach i dokumentach urzędowych zmiany nazwy dokonanej na podstawie ustawy są wolne od opłat. Nie znaczy to jednak, że nie generują innych problemów.

Ani autorzy ustawy, ani też opiniujący projekt przedstawiciele Ministerstwa Sprawiedliwości nie przewidzieli, że przyjęcie nowych regulacji może negatywnie wpłynąć na sprawność funkcjonowania wydziałów wieczystoksięgowych i wydłuży czas oczekiwania na wpis do ksiąg. Resort sprawiedliwości wskazywał tylko, że zwolnienie z opłat spowoduje zmniejszenie przychodów sądów.

Tymczasem nieprzewidzianym skutkiem ubocznym jest właśnie zakorkowanie wydziałów wieczystoksięgowych. Najbardziej jest to widoczne w Warszawie, w której pod koniec roku wyodrębnienie lokalu oraz założenie księgi wieczystej trwało trzy tygodnie, a dzisiaj trzeba czekać nawet pięć miesięcy.

– Jesteśmy dosłownie zalewani wnioskami z miasta dotyczącymi sprostowania oznaczenia nieruchomości na skutek zmiany nazw ulicy. Dostajemy jednorazowo nawet po 300 wniosków, stąd taki zastój i tak długi okres oczekiwania na załatwienie sprawy. Minie trochę czasu, zanim znowu uda nam się rozładować zaległości – słyszymy w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Mokotowa, gdzie prowadzone są księgi dla stołecznych nieruchomości.

– Zgodnie z par. 49 rozporządzenia w sprawie ewidencji gruntów i budynków prezydent m.st. Warszawy zawiadomił właściwe miejscowo wydziały ksiąg wieczystych sądu rejonowego, przesyłając wszystkie zawiadomienia o wprowadzonych zmianach w położeniu nieruchomości (w wyniku ustawy dekomunizacyjnej) wraz z wypisami dla 9635 jednostek gruntowych i lokalowych, tj. ok. 10 tys. nieruchomości – informuje Agnieszka Kłąb z biura prasowego stołecznego ratusza.

Pieniądze i organizacja

Rozładowanie zatoru w wydziałach wieczystoksięgowych pod koniec ubiegłego roku było możliwe, gdyż wyasygnowano dodatkowe pieniądze, dzięki którym referendarze pracowali nawet w weekendy. Dobre nieoficjalne informacje są takie, że toczą się rozmowy na temat kolejnych ekstra pieniędzy i dodatkowych rąk do pracy. Złe – że fundusze, które miały być wiosną, mogą się pojawić dopiero pod koniec roku.

Inna sprawa, że natychmiastowe niezaktualizowanie adresu nie powinno np. utrudnić obrotu nieruchomościami. – Właściciel nieruchomości położonej przy ulicy, której zmieniono nazwę, może przystąpić do jej sprzedaży przed sprostowaniem oznaczenia nieruchomości. Także kupujący, w mojej ocenie, nabywając nieruchomość, której dane adresowe w księdze i rzeczywistości są odmienne (na skutek zmiany nazwy ulicy), nie naraża się na ryzyko – tłumaczy Agata Perczyńska, stołeczny notariusz.

Jednak z powodu ustawy dekomunizacyjnej cierpią wszyscy klienci wydziałów ksiąg wieczystych. Przez wydłużenie kolejek np. nabywcy mieszkań dłużej ponoszą zwiększone koszty kredytu, a osoby, które spłaciły kredyt i chcą zbyć mieszkanie, muszą dłużej czekać na wykreślenie banku z hipoteki.