Kontrowersyjny przepis

Kontrowersyjny przepis

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Gdy rozszerzane są granice parku krajobrazowego bądź budowane jest nowe lotnisko, prawa mieszkających nieopodal mogą zostać ograniczone. Przykładowo w pobliżu portu lotniczego niemożliwe będzie wybudowanie wysokiego budynku. Mieszkańcy ucierpią także z powodu hałasu wywołanego startami i lądowaniami samolotów.

Ustawodawca przewidział więc, że jeśli w związku z ograniczeniem korzystanie z nieruchomości w dotychczasowy sposób stało się niemożliwe lub istotnie ograniczone, właściciel może żądać jej wykupienia lub domagać się odszkodowania (m.in. za zmniejszenie wartości). To art. 129 ust. 1 i 2 ustawy – Prawo ochrony środowiska (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 519 ze zm.). Sęk w tym, że ust. 4 tego artykułu określa, że z roszczeniem można wystąpić w okresie dwóch lat od wejścia w życie rozporządzenia lub aktu prawa miejscowego powodującego ograniczenie sposobu korzystania z nieruchomości. Dwuletniego terminu nie można w żaden sposób przywrócić.

Rzecznik praw obywatelskich – po otrzymaniu wielu skarg – uznał, że art. 129 ust. 4 p.o.ś. jest niezgodny z konstytucją. Uważa, że tak krótki termin stanowi nieproporcjonalne ograniczenie prawa własności, a w skrajnych przypadkach może prowadzić do naruszenia istoty tego prawa, wbrew postanowieniom art. 64 ust. 3 i 31 ust. 3 konstytucji. Złamana została również zasada równości, gdyż ograniczenia dla właścicieli nieruchomości, dotkniętych decyzjami środowiskowymi, są wyjątkowe. Żadna inna branżowa ustawa nie przewiduje podobnej i równie niekorzystnej dla obywateli procedury.

Dziś zostanie ogłoszony wyrok Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie. Sejm w przekazanym stanowisku przekonuje, że art. 129 ust. 4 p.o.ś. jest zgodny z konstytucją i potrzebny. Gwarantuje pewność prawa. Gdyby bowiem przyjąć termin np. 10-letni, okazałoby się, że nie można zrealizować żadnej inwestycji, gdyż nie byłoby wiadomo, jakie skutki finansowe ona wywoła.

Konstytucjonaliści przychylają się jednak do stanowiska RPO.

– Kłopotem nie jest sam dwuletni termin, lecz metodologia informowania obywateli o ważnych dla nich zmianach. Każdy obywatel, którego prawa zostaną ograniczone, powinien dostać decyzję w tej sprawie lub spersonalizowaną informację – podkreśla dr hab. Jacek Zaleśny, konstytucjonalista z UW. W przypadku spraw z art. 129 ust. 4 p.o.ś. nie dostarcza się obywatelom ani decyzji, ani informacji. Często o ograniczeniu swoich praw dowiadują się oni już po upływie dwuletniego terminu, gdy w okolicy rozpoczynają się prace budowlane.

– Dopiero od czasu otrzymania decyzji lub spersonalizowanej informacji powinien rozpocząć bieg termin (np. dwuletni) na ubieganie się o odszkodowanie lub wykup – sugeruje Zaleśny.

Jego zdaniem wykorzystywanie przez władze obecnego brzmienia zakwestionowanego przez RPO przepisu podważa zaufanie obywateli do państwa. Uważają oni, że państwo zastawiło na nich pułapkę.

– Niestety można się z tym zgodzić. Twierdzenie, że każdy ma możliwość zapoznania się ze wszystkimi rozporządzeniami i aktami prawa miejscowego w ciągu dwóch lat od ich wydania, ma się nijak do rzeczywistości – zaznacza dr hab. Jacek Zaleśny.

Jeszcze dalej w ocenie regulacji idzie dr Mariusz Bidziński, wspólnik w kancelarii Chmaj i Wspólnicy oraz wykładowca na Uniwersytecie SWPS. Podoba mu się koncepcja rozpoczynania biegu terminu od przekazania obywatelowi spersonalizowanej informacji lub decyzji administracyjnej. Ale to też tylko w przypadkach mniej istotnych ograniczeń.

– Możemy sobie przecież wyobrazić ograniczenie w postaci zakazu ruchu pieszego lub rozbudowy domu o kolejną kondygnację, co właśnie planowaliśmy. W takiej sytuacji trudno nawet mówić o ograniczeniu prawa własności. Należałoby zastosować się do konstytucyjnej normy o wywłaszczeniu – sugeruje prawnik. A wywłaszczenie, zgodnie z art. 21 ust. 2 konstytucji, jest dopuszczalne jedynie wówczas, gdy jest dokonywane na cele publiczne i za słusznym odszkodowaniem.

– W najpoważniejszych przypadkach więc państwo samo powinno zaproponować słuszne odszkodowanie. Ewentualnie roszczenie, z którym mógłby wystąpić obywatel, nie byłoby ograniczone żadnym terminem – sugeruje dr Bidziński.