Po przegranej przed sądami administracyjnymi sędziowie, którzy nie zostali powołani do wyższych instancji na skutek decyzji prezydenta Andrzeja Dudy, postanowili nie składać broni. Jak zapowiadał pod koniec zeszłego roku na łamach DGP ich pełnomocnik prof. Marek Chmaj, radca prawny z kancelarii Chmaj i Wspólnicy, osoby te postanowiły walczyć o swoje racje przed ETPC.

– Skarga jest już gotowa. Będziemy ją składać jeszcze w tym tygodniu – zapewnia mecenas.

Droga do przedstawienia problemu ETPC otworzyła się przed sędziami po tym, jak w grudniu zeszłego roku Naczelny Sąd Administracyjny odrzucił ich skargi kasacyjne, uznając, że nie ma kompetencji do tego, aby weryfikować działania prezydenta w zakresie powoływania sędziów (sygn. akt I OSK 857/17 oraz I OSK 858/17). Wskazywał, że kompetencje głowy państwa nie są działalnością administracyjną, gdyż prezydent nie jest organem administracji publicznej. „Konstytucja zalicza wprawdzie prezydenta do organów władzy wykonawczej (art. 10 ust. 2 Konstytucji RP), ale nie oznacza to, że należy on do organów administracji publicznej” – można przeczytać w uzasadnieniu postanowienia. Na dowód tego NSA przypomniał, że nie bez przyczyny unormowanie odnoszące się do głowy państwa zostało zawarte w rozdziale V konstytucji, zatytułowanym „Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej”, a nie w rozdziale VI pt. „Rada Ministrów i administracja rządowa”.

Te argumenty najwyraźniej nie przekonały samych zainteresowanych. W skardze do ETPC stwierdzają oni, że przez to, w jaki sposób orzekł NSA, zostali pozbawieni prawa do rzetelnego procesu, które jest gwarantowane w art. 6 ust. 1 Europejskiej konwencji praw człowieka.

– Skarżący zarzucają państwu polskiemu, iż dostęp do sądu był nieskuteczny, sądy odmówiły bowiem rozpatrzenia i merytorycznego rozstrzygnięcia sprawy. Tym samym nie zapewniono kontroli postanowienia prezydenta o odmowie powołania skarżących na stanowiska sędziowskie – tłumaczy prof. Chmaj. I przypomina, że prezydencka decyzja nie została w żaden sposób uzasadniona.

– Skarżący zostali więc pozbawieni prawa do odwołania się do sądu, gdy tymczasem funkcją sądów administracyjnych w ustroju państwa polskiego jest sprawowanie wymiaru sprawiedliwości przez kontrolę zgodności z prawem działalności administracji publicznej – mówi pełnomocnik niepowołanych sędziów.

Kolejnym zarzutem jest brak poszanowania rządów prawa. Skarżący uważają, że prezydent, podejmując decyzję w ich sprawie, nie zastosował się do zasad konstytucyjnych. Na skutek tego doszło do błędnego przekonania, że głowa państwa może dowolnie korzystać z prerogatywy do powoływania sędziów i nie jest związana przesłankami nominacji, procedurą nominacji ani zasadą legalizmu.

– Takie działanie uderza w niezawisłość i bezstronność sędziowską i prowadzi do sytuacji, w której wyłącznie prezydent – w sposób całkowicie arbitralny – decyduje, kogo nominować na stanowiska sędziowskie – zauważa prof. Chmaj.

Skarżący wskazują również m.in. na naruszenie art. 13 konwencji poprzez brak poszanowania prawa do skutecznego środka odwoławczego. Uznano bowiem, że postanowienie prezydenta o odmowie nominacji nie może być zakwalifikowane jako akt, od którego można się odwołać.

– Tymczasem z całą stanowczością należy wskazać, że akty urzędowe wydawane przez głowę państwa w zakresie, w jakim dotykają sfery indywidualnych jednostek poprzez władcze rozstrzyganie o ich prawach i obowiązkach, podlegają kognicji sądów administracyjnych – stwierdza mec. Chmaj.

Czy skarga ma jakieś szanse przed ETPC?

– Należy ją uznać za bezzasadną. Postanowienie prezydenta o powołaniu bądź niepowołaniu sędziego zalicza się do aktów władczych, które nie wymagają uzasadnienia i nie podlegają kontroli. To nie są decyzje organu administracji. To pozostałość z czasów monarchii, kiedy to król przekazywał sądom część swojej władzy i one sądziły z jego woli i w jego imieniu. Ten element został później przeniesiony do republiki i w czasie utrwalony – twierdzi dr hab. Jacek Zaleśny, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego.

Dlatego też, jego zdaniem, gdyby ETPC przyjął argumenty skarżących, taki wyrok byłby trudny do zaakceptowania.

– To oznaczałoby, że trybunał odszedł od koncepcji aktów władczych głowy państwa i w ogóle od europejskiej tradycji ustrojowej – stwierdza ekspert. 

Wakaty wciąż utrudniają pracę w sądach

Na wczorajsze posiedzenie Krajowej Rady Sądownictwa zostali zaproszeni sędziowie, którzy w ostatnim czasie na skutek decyzji ministra sprawiedliwości zostali odwołani z funkcji prezesowskich. Osoby te mówiły m.in. o tym, że podawane przez resort powody ich usunięcia nie do końca są zgodne z prawdą. Zazwyczaj bowiem MS wskazywało na pewien wycinek pracy danego sądu (np. pion karny) i pokazywało, że w tym zakresie wyniki nie są zadowalające. Tymczasem, jak podkreślał były prezes Sądu Apelacyjnego w Szczecinie Maciej Żelazowski, akurat jego sądowi, jeżeli chodzi o sprawność, nie można było nic zarzucić. W ogólnym zestawieniu bowiem plasował się, w zależności od okresu, na miejscu pierwszym lub drugim.

Przy okazji poruszono problem wakatów, które od kilkudziesięciu już miesięcy utrudniają pracę w wielu sądach w Polsce. Pytano o to m.in. byłego już prezesa Sądu Okręgowego w Kielcach Wojciecha Mertę. Ten przyznał, że w jego sądzie pozostaje nieobsadzonych dziewięć stanowisk sędziowskich na 78.

– Oczywiście muszę być rzetelny i powiedzieć, że część tych etatów jest zapełnionych delegacjami, jednak należy pamiętać, że te delegacje osłabiają z kolei sądy rejonowe – podkreślał Merta.

Nominacje sędziowskie

Nominacje sędziowskie

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Podobna sytuacja jest w szczecińskim SO. Tutaj na 100 stanowisk jest aż 14 wakatów. – To tak, jakby nie istniał jeden duży wydział – mówił sędzia Żelazowski.

Do sprawy odniósł się Waldemar Żurek, członek KRS. – Jak słyszymy, w niektórych sądach braki kadrowe sięgają nawet 20 proc. To nie pozostaje bez wpływu na sprawność postępowań sądowych, a także uderza w Skarb Państwa, który musi wypłacać pieniądze skarżącym się na przewlekłość. Za tę sytuację odpowiada minister sprawiedliwości, który ma obowiązek niezwłocznie ogłaszać konkursy na wolne stanowiska sędziowskie – mówi sędzia Żurek.