Przepisy, które regulują sposób wyłaniania kandydatów na I prezesa SN, są niezgodne z konstytucją – uznał wczoraj Trybunał Konstytucyjny. Stwierdził jednak, że nie wpływa to na ważność dokonanego w 2014 r. wyboru na to stanowisko prof. Małgorzaty Gersdorf.

Dużo łagodniej TK obszedł się wczoraj z zaskarżoną przez rzecznika praw obywatelskich ustawą – przepisy wprowadzające ustawę o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym oraz ustawę o statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego (Dz.U. z 2016 r. poz. 2074). Uznał bowiem m.in., że regulacje, które w mniemaniu Adama Bodnara niejako wymusiły dopuszczenie do orzekania w TK tzw. sędziów dublerów, nie naruszają ustawy zasadniczej.

Gersdorf zostaje

W pierwszej z rozpatrywanych spraw trybunał pochylił się nad zaskarżonymi przez posłów PiS przepisami dotyczącymi procedury wyłonienia kandydatów na I prezesa SN. Zakwestionowano przepisy, zgodnie z którymi to Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN uchwala regulamin wyboru kandydatów na to stanowisko oraz dokonuje wyboru dwóch kandydatów i przedstawia ich prezydentowi. Posłowie PiS uznali, że ustawodawca popełnił błąd, pozwalając, aby to w akcie podstawowym, wewnętrznie wiążącym ustalono szczegółowe zasady wyboru kandydatów na I prezesa SN. Ich zdaniem zagadnienie to powinno być uregulowane w ustawie.

TK pochylał się wczoraj m.in. nad przepisami:

TK pochylał się wczoraj m.in. nad przepisami:

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

TK przychylił się do argumentacji posłów.

– W wypadku określania podstawowych zagadnień związanych z ustrojem i funkcjonowaniem państwa wymagana jest ustawowa forma regulacji. W szczególności odnosi się do procedury wyłonienia kandydatów na stanowisko I prezesa SN, ponieważ jest on nie tylko organem wewnętrznym SN, ale i samodzielnym organem konstytucyjnym – uzasadniał Mariusz Muszyński, sędzia sprawozdawca.

Arkadiusz Mularczyk, poseł PiS, przyznaje, że rozstrzygnięcie TK przyjął z satysfakcją, gdyż w dużej mierze uwzględnia on argumentację przedstawioną we wniosku, którego jest współautorem.

– Rozstrzygnięcie jest spójne i konsekwentne. Pogląd, zgodnie z którym aktami prawa wewnętrznego nie można regulować kwestii, które obligują organy wewnętrzne do podjęcia wiążących decyzji, był od dawna obecny w orzecznictwie TK. W tym sensie decyzja TK była przewidywalna – mówi Mularczyk.

Trybunał w ustnych motywach uzasadnienia podkreślił, że teraz wszystko w rękach ustawodawcy, który powinien doprowadzić stan prawny do zgodności z ustawą zasadniczą. Mówiąc wprost: Sejm musi wpisać w ustawę tryb wyłaniania kandydatów.

Jak zauważa dr hab. Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego, zmiany dostosowujące prawo do wczorajszego wyroku trybunału będą skutkowały ograniczeniem odrębności i niezależności SN w stosunku do pozostałych władz, w szczególności w stosunku do władzy ustawodawczej.

– To jednak TK określa, co jest, a co nie jest zgodne z konstytucją. I niejednokrotnie już w przeszłości jego rozstrzygnięcia ograniczały niezależność władzy sądowniczej w stosunku do innych władz. Tak też będzie zapewne i tym razem – kwituje ekspert.

Jednocześnie jednak TK podkreślił, że nie może zakwestionować dokonanego w 2014 r. wyboru na stanowisko I prezesa SN.

– Akt powołania na stanowisko I prezesa Sądu Najwyższego, tak samo jak prezesa Naczelnego Sądu Administracyjnego, czy prezesa i wiceprezesa Trybunału Konstytucyjnego, jest nie tylko oparty bezpośrednio na przepisach konstytucji, ale ma szczególny charakter – jest prerogatywą prezydenta – tłumaczył Muszyński.

A jako taki nie może być wzruszany czy też kontrolowany przez jakikolwiek inny organ władzy publicznej.

Z tym twierdzeniem polemizuje dr hab. Ryszard Piotrowski.

– Nie może być tak, że jakiś organ państwowy pozostaje poza jakąkolwiek kontrolą. To nie powinno mieć miejsca w demokratycznym państwie prawa – uważa.

Tego samego zdania jest prof. Maciej Gutowski, dziekan poznańskiego samorządu adwokackiego.

– Idąc tym tropem rozumowania, można byłoby każde wcześniejsze naruszenie prawa naprawić prostym przyjęciem ślubowania – tłumaczy prawnik.

Złamanie zasad

Drugi wczorajszy wyrok wydany przez TK był skutkiem zaskarżenia przez RPO przepisów ustawy, która wprowadzała nowe regulacje dotyczące trybunału. I tutaj sąd konstytucyjny nie dopatrzył się niezgodności z ustawą zasadniczą.

Najwięcej kontrowersji było wokół dwóch punktów wniosku RPO – tego dotyczącego przepisu, który zdaniem wnioskodawcy dopuścił do orzekania tzw. sędziów dublerów (Henryka Ciocha, Mariusza Muszyńskiego i nieżyjącego już Lecha Morawskiego) oraz tego odnoszącego się do regulacji, która zablokowała publikowanie tych wyroków TK, z którymi nie zgadza się obecna partia rządząca.

Jeżeli chodzi o pierwsze zagadnienie, to TK uznał, że zaskarżony przepis, wbrew twierdzeniom RPO, nie dotyczy sędziów wybranych przez Sejm w grudniu zeszłego roku, a więc właśnie Ciocha, Muszyńskiego oraz Morawskiego, a ma charakter generalno-abstrakcyjny. Tym samym ma więc zastosowanie wobec wszystkich sędziów TK, którzy złożyli ślubowanie względem prezydenta, i nie odnosi się do czynności jednorazowej.

– W żadnym wypadku te przepisy nie dotyczą dopuszczenia do orzekania konkretnych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Gdyby miały charakter indywidualno-konkretny, nie podlegałyby kognicji trybunału, a wniosek rzecznika byłby bezprzedmiotowy – tłumaczył Zbigniew Jędrzejewski, sędzia sprawozdawca.

Wątek dotyczący sędziów dublerów wywoływał szczególnie dużo kontrowersji, gdyż w ocenie tych przepisów brały udział właśnie takie osoby. Chodzi o Muszyńskiego i Ciocha.

Problem ten podnosił m.in. RPO, który próbował, bezskutecznie, wyłączyć ich od orzekania w tej sprawie.

Dlatego też dr hab. Jacek Zaleśny, konstytucjonalista z UW, nie ma wątpliwości, że w tej sprawie mieliśmy do czynienia z wadliwie skonstruowanym składem TK, gdyż sędziowie dublerzy nie powinni orzekać we własnej sprawie.

Zaleśny uważa również, że wyrok TK w tym zakresie jest de facto legalizacją bezprawia.

– Nie ma wątpliwości prawnych, że od samego początku Henryk Cioch, Mariusz Muszyński oraz Lech Morawski nie mieli prawa kandydować do TK, gdyż miejsca te były zajęte, nie mówiąc już o tym, by mogli być wybranymi. Wszelkie przepisy ich dotyczące powinny więc już w punkcie wyjścia być objęte klauzulą bezprawności – twierdzi konstytucjonalista.

Trybunał umorzył natomiast postanowienie w zakresie odnoszącym się do przepisu mówiącego o publikacji wyroków TK. Jak bowiem stwierdził, ten utracił moc obowiązującą.

Tymczasem zdaniem Leona Kieresa, sędziego, który jako jedyny złożył do wczorajszego wyroku zdanie odrębne, nic nie stało na przeszkodzie, aby TK zbadał również ten przepis.