Sprawa Lidii Bagińskiej, która pełniła urząd sędziego TK zaledwie sześć dni, ciągnie się od niemal 10 lat (patrz: infografika). A wszystko dlatego, że sama zainteresowana po niespełna roku od zrzeczenia się stanowiska w TK zmieniła zdanie i swoje oświadczenie cofnęła. Następnie skierowała do sądu powszechnego bezprecedensowy pozew o ustalenie prawa do wykonywania mandatu sędziego TK. Batalię tę przegrała.

Wydawało się, że ostatecznie spór przeciął Sąd Najwyższy, który w postanowieniu z 5 listopada 2009 r. uznał, że sprawa o ustalenie istnienia prawa do wykonywania mandatu sędziego TK nie jest sprawą cywilną i nie podlega kognicji sądów powszechnych (sygn. akt I CSK 16/09). Lidia Bagińska postanowiła jednak walczyć dalej, wykorzystując tym razem ścieżkę administracyjną.

Krótka historia kariery Lidii Bagińskiej w TK

Krótka historia kariery Lidii Bagińskiej w TK

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Wywód a la Ziobro

Sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Lidia Bagińska poskarżyła się na bezczynności Trybunału Konstytucyjnego. Ten bowiem zignorował jej pismo z 28 listopada 2016 r., a także wezwanie do usunięcia naruszenia prawa z 4 stycznia 2017 r. W tym pierwszym prawniczka zwróciła się do TK o udzielenie informacji na temat podjętych przez trybunał działań w związku ze złożeniem przez nią pisma o cofnięciu oświadczenia o zrzeczeniu się stanowiska sędziego TK. Bagińska uznała też, że uchwała zgromadzenia ogólnego sędziów TK stwierdzająca wygaśnięcie jej mandatu jest niezgodna m.in. z konstytucją. A to dlatego, że w jej podjęciu brały udział osoby, które zostały wybrane na stanowisko sędziego TK niezgodnie z art. 194 ust. 1 konstytucji. Zgodnie z tym przepisem sędziowie TK są wybierani przez Sejm w sposób indywidualny. Tymczasem, jak podnosiła Bagińska, w niektórych przypadkach do takiego indywidualnego wyboru nie doszło, gdyż Sejm podjął wobec części sędziów jedną wspólną uchwałę.

Co ciekawe, argumentacja, jaką posługuje się Lidia Bagińska, jest niemal identyczna jak ta, którą w celu podważenia wyboru trzech sędziów TK wykorzystuje Zbigniew Ziobro, prokurator generalny. Ziobro w lutym tego roku złożył wniosek do TK o stwierdzenie niezgodności z konstytucją uchwały Sejmu z listopada 2010 r. w sprawie wyboru do TK Stanisława Rymara, Piotra Tulei oraz Andrzeja Wróbla. On również wskazuje, że w przypadku tych sędziów nie dokonano indywidualnych wyborów, gdyż uchwała Sejmu dotyczyła całej trójki (TK jeszcze nie rozstrzygnął sprawy).

Prawnicy już wówczas kwestionowali argumentację przedstawioną przez Ziobrę.

– Wniosek jest bez sensu, choć ma pozory prawnego wywodu. Najważniejszy zarzut w nim postawiony, a więc braku indywidualnych głosowań – w świetle sejmowej dokumentacji – jest po prostu fałszywy – komentowała prof. Ewa Łętowska, sędzia TK w stanie spoczynku. Jej zdaniem wymóg indywidualizacji był zachowany, bo posłowie, wybierając sędziów TK, oddają głos na każdego kandydata z listy; nie głosuje się en bloc.

Zdaniem prof. Macieja Gutowskiego, dziekana Okręgowej Rady Adwokackiej w Poznaniu, cała ta sytuacja jest po prostu absurdalna.

– To efekt panującego od pewnego czasu błędnego przekonania, że nie ma czegoś takiego jak ostateczne rozstrzygnięcie. No, ale przykład idzie z góry. A przecież przedstawiciele najważniejszych organów państwowych pokazali już, że można ignorować orzeczenia sądów, jeżeli te nam się nie podobają – przypomina prawnik.

Jego zdaniem momentem przełomowym było nieopublikowanie przez prezesa Rady Ministrów wyroku TK z 3 grudnia 2016 r. (sygn. akt K 34/15).

Profesora Gutowskiego nie dziwi więc, że coraz więcej ludzi jest przekonanych, że każde rozstrzygnięcie wydane przez każdy organ da się zaskarżyć.

– A tak przecież nie jest. Tej drabinki kontroli nie da się budować w nieskończoność – stwierdza prawnik.

Chybione argumenty

Innego zdania jest najwyraźniej Lidia Bagińska. Jako że TK nie odpowiedział na jej pisma, zwróciła się ze skargą do WSA. Chce, aby sąd administracyjny zobowiązał TK do zajęcia się jej sprawą, w tym ustosunkował się do jej wniosku o dopuszczenie jej do pełnienia obowiązków sędziego Trybunału Konstytucyjnego w miejsce zwolnione przez Andrzeja Rzeplińskiego, któremu kadencja zakończyła się 19 grudnia 2016 r.

Lidia Bagińska w skardze argumentowała, że WSA jest władny zająć się jej sprawą m.in. dlatego, że wcześniej za niewłaściwe uznały się sądy powszechne. Powoływała się przy tym na wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 4 listopada 2015 r. w sprawie o sygn. akt I OSK 3053/13. W orzeczeniu tym NSA uznał, że odrzucenie przez sąd administracyjny skargi na bezczynność organu wydającego akt administracyjny w indywidualnej sprawie, gdy sąd powszechny uznał się w tym przypadku za niewłaściwy, jest naruszeniem prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t.j. Dz. U. z 2016 r. poz. 1066 ze zm.).

Innego zdania był Mariusz Muszyński, który reprezentował przed WSA trybunał. Wskazywał m.in., że regulacje prawa administracyjnego, a w szczególności postępowania przed sądami administracyjnymi, nie stanowią podstawy do merytorycznego rozstrzygnięcia podnoszonych kwestii. Tłumaczył również, że wobec zrzeczenia się przez skarżącą statusu sędziego trybunału nie jest możliwe jej dopuszczenie do wykonywania obowiązków orzeczniczych.

Warszawski WSA nie zgodził się z argumentacją Bagińskiej i postanowieniem z 21 lipca 2017 r. odrzucił skargę. Jak wskazał, sprawa rozstrzygnięta przez SN dotyczyła zupełnie innej sprawy niż ta będąca przedmiotem rozstrzygnięcia przez sąd administracyjny. Wówczas chodziło o ustalenie, czy skarżącej przysługuje prawo do wykonywania mandatu sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Natomiast obecnie Bagińska skarżyła bezczynność Trybunału Konstytucyjnego. „Nie można utożsamiać żądania stwierdzenia bezczynności organu z samym przedmiotem tego żądania” – skwitował WSA w Warszawie.

Postanowienie to Lidia Bagińska zaskarżyła do NSA, który akta sprawy, jak ustaliliśmy, otrzymał 6 października. Prawniczka, obecnie czynna adwokat, naszą prośbę o kontakt pozostawiła bez odpowiedzi.