statystyki

Think tanki i władza, czyli róbmy swoje

autor: Łukasz Bojarski26.09.2017, 09:52; Aktualizacja: 26.09.2017, 11:20
prawo, przepisy, sąd, wyrok, orzeczenie

Ogłoszony przed kilkoma dniami, dyskutowany przez 1,5 roku projekt reformy szkolnictwa wyższego został przez wicemarszałka Sejmu i szefa klubu PiS spostponowany jako nieuzgodniony i nieznany nikomu ani w partii, ani w rządzieźródło: ShutterStock

Po latach prób ucywilizowania sposobu tworzenia prawa mamy teraz do czynienia z apogeum odwrotu od rzetelnego procesu legislacyjnego i debaty publicznej.

Reklama


Tylko republiki bananowe uchwalają poważne ustawy bez analizy kosztów i poważnej debaty – zaćwierkał na Twitterze Lawrence H. Summers, profesor ekonomii, były rektor Uniwersytetu Harvarda, ale i były sekretarz skarbu Stanów Zjednoczonych. Konkretny kontekst tej wypowiedzi jest mniej ważny, chodzi o przesłanie. Wydawałoby się, że oczywiste. Żeby uchwalić ustawę, a zwłaszcza duże, poważne regulacje, dobrze jest przeprowadzić rzetelne analizy, zbadać, co chcemy zmienić, jak działa to, co mamy, zrobić symulację, jak będzie po zmianie, ile nas to będzie kosztować i czy się opłaci. Dobrze dopuścić różne głosy, przeprowadzić debatę. Mogą wziąć w niej udział fachowcy z danej dziedziny, praktycy i teoretycy, świat nauki, think tanki, media i obywatele. Debata publiczna, tak jak i lobbing różnych grup interesów, w naturalny sposób poszerza spojrzenie, wskazuje na różne wartości, czasem pozostające w konflikcie. Pozwala zawczasu dostrzec zagrożenia.

Z takiego m.in. przekonania wyrasta działalność think tanków. Te dosłownie „zbiorniki myśli” to ośrodki analityczne, organizacje, w których grono ekspertów specjalizujących się w wybranych dziedzinach prowadzi badania, opracowuje analizy, propozycje zmian, opinie itp.

Jest na świecie kilka modeli think tanków. Są organizacje apartyjne, niezależne, ale są i partyjne (jak fundacje polityczne w Niemczech). Są takie, które prowadzą badania własne, i te, które tylko pośredniczą między badaczami (czy światem nauki) a politycznymi decydentami. Są takie, które mają własną misję i określony światopogląd, i takie, które jak firma do wynajęcia pracują na zlecenie agend publicznych lub biznesu.

Ale do rzeczy. Jest okazja, żeby powiedzieć co nieco o think tankach prawniczych. Zakładając 9 lat temu INPRIS, tak właśnie go określiliśmy. Think tanki prawnicze definiujemy przez obszar zainteresowania (zajmują się kwestiami prawnymi, jak legislacja, wymiar sprawiedliwości, dostęp do prawa, zawody prawnicze itd.) lub poprzez metodę wpływania na rozwiązywanie problemów społecznych – używanie narzędzi prawnych takich jak np. analiza prawa czy opracowywanie założeń i opiniowanie projektów aktów prawnych. I właśnie z takimi organizacjami mieliśmy ostatnio okazję współpracować. INPRIS koordynował finansowany ze środków Międzynarodowego Funduszu Wyszehradzkiego (visegradfund.org) projekt „Think tanki prawnicze a rządy – budowanie potencjału współpracy”, w którym wzięły udział organizacje prawnicze z Polski oraz Czech, Mołdawii, Słowacji, Ukrainy i Węgier.


Pozostało jeszcze 73% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama