Po prawie kwartale od wejścia regulacji w życie niektórzy się nią w ogóle nie bardzo przejmują i nadal priorytetem jest dla nich papier, inni przeciwnie – widzą w tym szansę na tańsze i nowocześniejsze urzędy. A są i tacy, którzy wprawdzie elektroniczne rozwiązania stosują, ale dublują je dokumentami papierowymi. Kto ma rację? Jednej odpowiedzi nie ma, nawet eksperci są w tej kwestii podzieleni.

Przede wszystkim nie wiadomo, jak szeroko rozumieć należy to, kto jest „innym uczestnikiem postępowania”. Jednak wątpliwości dotyczą także tego, czy w związku z nowym przepisem trzeba dokonać innych zmian, przede wszystkim poprawić instrukcję kancelaryjną. A może wystarczy zmienić tylko wewnętrzne zasady działania? Jak bumerang wraca też sprawa e-pieczęci, która wciąż nie może być w urzędach w pełni stosowana, bo brakuje krajowych regulacji. Urzędnicy, zwłaszcza w niektórych samorządach, mnożą problemy.

Czy to źle, że budzący tyle wątpliwości przepis znalazł się w k.p.a.? I tak, i nie. Wprawdzie powinien być lepiej przemyślany lub przynajmniej dokładnie wyjaśniony przez stronę rządową. Ale stopniowe przechodzenie na e-komunikację w pierwszej kolejności w konkretnych sprawach i między urzędami, wydaje się pomysłem trafionym. Zmusza je stopniowo do wprowadzenia cyfryzacji i dostosowania do niej swoich działań, np. nowocześniejszych rozwiązań przy sporządzaniu dokumentacji. Uwypukla też słabości. A w efekcie może przynieść spore oszczędności – ekonomiczne, a także ekologiczne, bo pozwoli oszczędzić drzewa niezbędne do wyprodukowania ton stosowanego dotychczas papieru.

ZAINTERESOWAŁ CIĘ TEN TEMAT? CZYTAJ WIĘCEJ W TYGODNIKU GAZETA PRAWNA >>>