Problem dotyczy kosztów dla adwokatów ustanowionych z urzędu. W przypadku gdy aktywność pełnomocnika ograniczała się do takich czynności jak zapoznanie się z aktami sprawy czy rozmowa z klientem, referendarze kwestionowali zasadność przyznania wynagrodzenia. Wychodzą bowiem z założenia, że przeczytanie akt jest czynnością techniczną i wstępną, służącą skutecznemu wykonaniu przez pełnomocnika usługi. Zdaniem Mikołaja Pietrzaka, dziekana stołecznej ORA, takie postępowanie referendarzy jest niezgodne z orzecznictwem Sądu Najwyższego.

Obowiązek poniesienia przez Skarb Państwa kosztów nieopłaconej pomocy prawnej z urzędu dotyczy pomocy faktycznie udzielonej, nie wynika więc z samego ustanowienia przez sąd pełnomocnika. Jednak zgodnie z uchwałą SN z 8 marca 2012 r. (sygn. akt III CZP 2/2012) udzielenie pomocy prawnej wiąże się z m.in. z takimi czynnościami jak zapoznanie się z aktami sprawy, opracowanie pism procesowych czy udział w posiedzeniu sądu.

– Uzależnienie przyznania zwrotu kosztów od uczestnictwa w rozprawie jest absurdalne. Często aktywność pełnomocnika podczas rozprawy ogranicza się do 10 czy 15 minut, podczas gdy na zapoznanie się z aktami musi on poświęcić nieporównywalnie więcej czasu – tłumaczy mec. Dariusz Goliński, stołeczny adwokat.

Poza tym, jak wskazuje Mikołaj Pietrzak w piśmie do WSA, zgodnie z par. 18 rozporządzenia ministra sprawiedliwości w sprawie opłat za czynności adwokackie oraz ponoszenia przez Skarb Państwa kosztów nieopłaconej pomocy prawnej udzielonej z urzędu (Dz.U. z 2013 r. poz. 461 ze zm.) wynagrodzenie należne jest adwokatowi za uczestnictwo w sprawie, a nie w rozprawie.

– Praktyka referendarzy, polegająca na odmowie przyznania wynagrodzenia w sytuacji gdy adwokat czy radca prawny nie był na rozprawie, jest jednolita. Ma ona podstawę zarówno w doktrynie, jak i orzecznictwie, i to nie tylko WSA, ale i Naczelnego Sądu Administracyjnego – mówi sędzia Joanna Kube, rzecznik prasowy WSA. I wskazuje np. postanowienie NSA z 12 września 2013 r. (sygn. akt I OZ 768/13). NSA orzekł wówczas, że „zapoznanie się z aktami sprawy, analiza sprawy oraz udzielenie stronie informacji telefonicznie bez podjęcia dalszych czynności procesowych nie jest wystarczające dla uznania, że pomoc prawna z urzędu została stronie udzielona”.

NSA w tym postanowieniu podkreślał również, że „Przyznane wynagrodzenie obciąża Skarb Państwa, a sąd dysponując w tym zakresie środkami publicznymi odpowiada za »zasadność i legalność ich wydatkowania«”.

W jednym przypadku, na skutek wniesionego sprzeciwu od postanowienia referendarza, sędzia zmienił decyzję, ale, jak podkreśla Joanna Kube, zrobił to po analizie sytuacji i stwierdzeniu, że pomimo nieobecności na rozprawie pełnomocnik podejmował jednak różne czynności, np. sporządzał i składał pisma.

Jednak, jak zwraca uwagę ORA, przyjęcie argumentacji sądów administracyjnych miałoby ogromne konsekwencje dla tajemnicy adwokackiej.

– Jeżeli przyjmiemy, że zapoznanie się z aktami nie stanowi udzielenia pomocy prawnej, to konsekwentnie trzeba było uznać, że pozyskane w ten sposób przez adwokata informacje nie byłyby chronione tajemnicą adwokacką – zwraca uwagę adw. dr Karol Pachnik, przewodniczący sekcji prawa administracyjnego i sądowoadministracyjnego przy warszawskiej ORA.

Poza tym, jak podkreśla mec. Mikołaj Pietrzak, ochrona budżetu państwa nie może być celem nadrzędnym w stosunku do ochrony tajemnicy adwokackiej. – Rozstrzygnięcie tego problemu nie jest obojętne zarówno dla adwokatów, których obowiązkiem jest przestrzeganie tajemnicy adwokackiej, jak i dla ich klientów, którzy przekazując adwokatowi informacje o sprawie, przy jednoczesnym braku gwarancji co do objęcia ich zakresem tajemnicy adwokackiej, będą zniechęceni do podejmowania próby dochodzenia swoich praw przed sądami z pomocą profesjonalnych pełnomocników – czytamy w piśmie do prezesa warszawskiego WSA.