Mowa o działaniach, które pozwolą rozwiązać problem zbyt wysokich i często nieracjonalnie ustalonych opłat sądowych w Polsce. – Jest wysoce prawdopodobne, że komisja zajmie się tematem opłat. To pokłosie kongresu – przyznaje Maciej Bobrowicz, prezes Krajowej Izby Radców Prawnych (samorząd radców był współorganizatorem niedawnego wydarzenia w Katowicach).

– Komisja Zagraniczna KRRP analizowała wysokość opłat sądowych we wszystkich krajach Unii Europejskiej. Wniosek? Mamy jedne z najwyższych stawek i opłat sądowych w Europie. Zwolnienia od kosztów przysługują tylko osobom najbiedniejszym, które wykażą, że nie posiadają środków na prowadzenie postępowania – wtóruje Michał Korwek, wiceprezes KIRP nadzorujący działalność zagraniczną.

Grono wykluczonych

Dodaje, że ta instytucja tak naprawdę nie dotyczy większości osób fizycznych. – Praktycznie nie korzystają z niej przedsiębiorcy – akcentuje.

Dlaczego tak się dzieje?

W ocenie profesjonalnych pełnomocników to m.in. wina podejścia sądów. – Przeważnie stoją one na stanowisku, że strona inicjująca postępowanie powinna być przygotowana finansowo na taką ewentualność – wskazuje dr Kamil Szmid, przewodniczący Sekcji Prawa Gospodarczego i Handlowego przy Okręgowej Radzie Adwokackiej w Warszawie.

I przekonuje, że dla małego czy nawet średniego przedsiębiorcy 50 tys. zł to duży wydatek. A sądy decydujące o zwolnieniach od kosztów biorą pod uwagę głównie stan środków na koncie przedsiębiorcy, pomijając, że fundusze te są przecież zabezpieczone na pokrycie zobowiązań krótkoterminowych i długoterminowych (takich jak wypłata pensji czy zobowiązania względem kontrahentów).

Prawnik zwraca również uwagę na niekonsekwencję ustawodawcy w przypadku spraw, których wniesienie nie jest uzależnione od wartości przedmiotu sporu, ale od zakwalifikowania do danej kategorii.

– Przykładowo w sprawie o zaskarżenie uchwały spółki akcyjnej o podziale dywidendy wartość przedmiotu sporu może sięgać 1 mln zł, a ustawodawca wprowadza opłatę stałą w wysokość 2 tys. zł, mając na uwadze ochronę prawa do sądu i prawa akcjonariuszy mniejszościowych do zaskarżenia uchwał. A takie podmioty raczej nie mają kłopotów z poniesieniem opłat – zauważa mec. Szmid.

Pytanie o sens

Podobnie sprawa się ma w przypadku opłat w sprawie o rozwiązanie spółki (wartej np. miliony złotych) – wynosi ledwie 2 tys. zł.

– Raczej symboliczna wydaje się także opłata w wysokości 1 tys. zł w sprawie odwołania od decyzji prezesa UOKiK dotyczącej przykładowo koncentracji czy postępowań antymonopolowych z udziałem koncernów. Dla odmiany, w sprawie o zapłatę przy takiej samej wartości przedmiotu sporu opłata od pozwu będzie wynosić aż 50 tys. zł. Podobnie w sprawach odszkodowawczych, gdzie trudno uznać, aby podmiot wnoszący pozew miał być finansowo przygotowany do prowadzonego postępowania – wylicza Kamil Szmid.

Prezes Maciej Bobrowicz zwraca uwagę, że z dokonanych przez samorząd radców analiz wynika, że dziś obywatel Polski, który chce wszcząć spór z przedsiębiorcą o 6 tys. euro, musi przygotować się na wydatek sięgający 70 proc. płacy minimalnej. To jedna z najwyższych wartości w Europie.

– Trzeba zadać sobie pytanie, jak taka wysoka opłata wpływa na dostęp do wymiaru sprawiedliwości i czy nie godzi w prawo do sądu zagwarantowane w konstytucji i deklaracji praw człowieka uchwalonej przez ONZ. W mojej ocenie istnieje dziś grupa osób, których nie stać na realizowanie ich słusznych praw w sądzie – podnosi Maciej Bobrowicz.

Konkluzja? Konieczne są zdecydowane cięcia.

– Przy dużej wartości przedmiotu sporu opłata w wysokości 5 proc. staje się kwotą znaczną i dla wielu może stanowić barierę w dostępie do sądu. Stawki powinny zostać obniżone bądź też widełki uzależniające wysokość opłat od wartości przedmiotu sporu ustalone inaczej, tak, by wskaźnik procentowy opłaty odpowiednio malał w przypadku wzrostu wartości np. dochodzonego roszczenia – uważa mec. Korwek.

– Gdyby przyjąć średnią europejską, nasza opłata powinna wynieść ok. 3 proc. wartości przedmiotu sporu – wskazuje prezes Maciej Bobrowicz.

Jak inni

Doktor Kamil Szmid przywołuje z kolei przykłady z innych krajów UE. I tak, choćby we Francji, brak jest opłat wstępnych w postępowaniu cywilnym czy administracyjnym. Dopiero sąd w orzeczeniu kończącym orzeka o kosztach postępowania.

– Z jednej strony takie rozwiązanie pozwala na pełną realizację prawa do sądu, z drugiej – zapobiega zjawisku pieniactwa procesowego, albowiem strona przegrywająca, która wniosła oczywiście bezzasadne powództwo, będzie musiała się ostatecznie liczyć z dodatkowymi kosztami postępowania – wyjaśnia ekspert.

W jego ocenie niezbędnej zmiany wymaga również sposób ustalania kosztów od wniesienia apelacji, które co do zasady wynoszą tyle samo, ile opłata od pozwu.

– Brak jest racjonalnych argumentów, które przemawiałyby za tak wysoką opłatą. Przede wszystkim postępowanie apelacyjne zwykle jest ograniczone do jednej rozprawy, w ramach której nie jest prowadzone postępowanie dowodowe, jak w I instancji. Tym samym pobieranie drugi raz opłaty – niejako za to samo – nie ma uzasadnienia – argumentuje Szmid.

To jednak nie wszystko. Prawnik uważa, że strona nie powinna płacić na wstępie za samą możliwość zaskarżenia błędnego orzeczenia sądu, nieraz dotkniętego oczywistym i rażącym naruszeniem prawa. – Również w tym przypadku potencjalnym rozwiązaniem byłoby znaczące obniżenie opłaty apelacyjnej, np. o połowę, lub w ogóle zniesienie tej opłaty i orzekanie co do kosztów w rozstrzygnięciu końcowym. Brak środków finansowych apelanta często prowadzi do zaniechania złożenia apelacji ze szkodą dla poczucia sprawiedliwości – zauważa ekspert.