Jak bowiem stwierdził Sąd Najwyższy w uchwale z 28 stycznia 2014 r., podjętej w pełnym składzie, każda decyzja przenosząca sędziego na inne miejsce służbowe, podejmowana po wspomnianej uchwale, może być wydana wyłącznie osobiście przez ministra sprawiedliwości, który ponosi za nią pełną odpowiedzialność prawną i ustrojową (sygn. akt BSA I-4110-4/13).

Konflikt powraca

Spór o to, czy minister sprawiedliwości może się wyręczyć swoimi zastępcami przy podpisywaniu decyzji o zmianie miejsca służbowego sędziego, wybuchł w czasie wdrażania reformy Jarosława Gowina. Wówczas decyzje te, w związku ze zniesieniem 79 mniejszych sądów rejonowych, były podejmowane w sposób niemal hurtowy – wydano ich 545, przy czym żadna nie została podpisana osobiście przez ministra sprawiedliwości. Sprawa była na tyle poważna, że wypowiedzieć się musiał Sąd Najwyższy w pełnym składzie. I powiedział jasno: to uprawnienie przysługuje wyłącznie ministrowi i nie może być delegowane na sekretarzy czy podsekretarzy stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości. Wydawałoby się więc, że sprawa została zamknięta. Teraz jednak rządzący, nie licząc się z orzecznictwem SN, postanowili konflikt rozniecić na nowo.

W poselskim projekcie zmian w prawie o ustroju sądów powszechnych znalazł się bowiem przepis, zgodnie z którym uprawnienia ministra wynikające z u.s.p. będą mogły być powierzone sekretarzowi stanu lub podsekretarzowi w MS. W uzasadnieniu projektu natomiast mówi się wprost, że w szczególności chodzi tutaj o czynności podejmowane w indywidualnych sprawach sędziów.

Kwestie ustrojowe

W tym miejscu posłowie przywołali uchwałę pełnego składu SN z 2007 r. (sygn. akt BSA I-4110-5/07). Wskazano w niej, że minister może być zastępowany przez wiceministrów. Tyle że uchwała ta dotyczyła nie przeniesienia sędziego na stałe do innego sądu, ale jego delegowania do innej jednostki na określony czas, i to za jego zgodą. Natomiast projekt przewiduje, że minister będzie mógł się wyręczać swoimi zastępcami przy wydawaniu wszystkich decyzji w indywidualnych sprawach sędziów, a więc także przy przenoszeniu ich do innych sądów na stałe, i to bez ich zgody.

Poza tym w 2014 r. SN w pełnym składzie znów zajmował się opisywanym zagadnieniem i wówczas uznał, że przy wykonywaniu czynności powodujących zmianę miejsca służbowego sędziego minister musi działać samodzielnie. Co istotne, SN odwołał się przy tym do kwestii ustrojowych, w tym do norm konstytucyjnych (patrz: grafika).

Doktor Ryszard Balicki, konstytucjonalista, nie ma więc wątpliwości – zapisanie w u.s.p., że minister może delegować wszystkie swoje uprawnienia na zastępców, nie zmieni wymowy ani nie podważy skutków uchwały SN z 2014 r.

– Już samo przyznanie ministrowi sprawiedliwości, a więc przedstawicielowi władzy wykonawczej, uprawnienia wywierającego tak głęboki wpływ na władzę sądowniczą, jak właśnie decydowanie o miejscu służbowym sędziego, budzi wątpliwości pod względem ustrojowym. A co dopiero mówić o delegowaniu tego uprawnienia na wiceministrów. Konstytucja chce bowiem, aby ingerencja dwóch pozostałych władz w kompetencje władzy sądowniczej była jak najmniejsza – podkreśla dr Balicki.

Podobnie uważa Krajowa Rada Sądownictwa, która w opinii na temat poselskiego projektu podkreśliła, że „wbrew sugestiom projektodawcy – zakaz zastępowania ministra sprawiedliwości przez sekretarza lub podsekretarza stanu w wykonywaniu niektórych kompetencji przysługujących mu wobec sądów i sędziów nie wynika z braku odpowiedniej regulacji w u.s.p., ale z konstytucyjnych i międzynarodowych standardów niezależności i odrębności sądownictwa od innych władz”.

Tak bardzo krytyczny wobec poselskiej propozycji nie jest za to Michał Laskowski, rzecznik SN. – Przepis ten przede wszystkim należy oceniać w oderwaniu od konkretnych realiów politycznych i oceniać go pod kątem modelowym. Poza tym należy pamiętać, że uchwały SN dotyczące uprawnień ministra przysługujących mu względem sędziów nie zostały podjęte jednogłośnie. W obu przypadkach bowiem sędziowie SN zgłaszali zdania odrębne – przypomina rzecznik SN.

To jego zdaniem pokazuje, że możliwość delegowania uprawnień ministra na jego zastępców nie jest aż tak kontrowersyjna dla samych sędziów, jak by się to mogło wydawać na pierwszy rzut oka.

Michał Laskowski przyznaje również, że po części rozumie intencję projektodawcy, który powołuje się na względy pragmatyczne. Jak wyjaśniono w uzasadnieniu projektu, chodzi przede wszystkim o usprawnienie funkcjonowania resortu. – Taka też przez wiele lat była praktyka, że decyzje o przeniesieniu były podpisywane przez wiceministrów – przypomina rzecznik SN.

Groźne konsekwencje

Eksperci przestrzegają przed ewentualnymi skutkami czynności, które w przyszłości będą zapewne podejmowane na podstawie budzącego kontrowersje przepisu.

– Przenoszenie sędziów przez wiceministrów może mieć daleko idące negatywne konsekwencje – ostrzega dr Balicki. I nie chodzi tutaj tylko o samych sędziów w taki sposób przeniesionych – będą oni mogli odwołać się do SN – ale przede wszystkim o uczestników postępowań, które będą się toczyły przed sądem obsadzonym na mocy decyzji wiceministra.

Jak tłumaczył w 2014 r. tuż po wydaniu uchwały przez SN w pełnym składzie ówczesny rzecznik prasowy SN prof. Piotr Hofmański, gdyby po tej uchwale zdarzyło się, że minister znów wyręczyłby się swoimi zastępcami przy wydawaniu tego typu decyzji, to wówczas przenosiny byłyby nieważne, a sędzia tak przeniesiony nie miałby kompetencji do wydawania orzeczeń. Gdyby to robił, one także byłyby nieważne.

– Czy tak rzeczywiście będzie, przekonamy się dopiero, gdy do SN trafi pierwsza sprawa, w której podniesiony zostanie zarzut niewłaściwego obsadzenia sądu właśnie ze względu na uczestnictwo w składzie orzekającym sędziego przeniesionego przez wiceministra – kwituje Michał Laskowski.