statystyki

Grzechy główne sądownictwa: Co naprawdę boli nas w sądach?

autor: Artur Kotowski09.05.2017, 10:55; Aktualizacja: 09.05.2017, 11:14
W politycznym sporze o niezależność sądów w kontekście proponowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości zmian w prawie o ustroju sądów powszechnych (oraz najprawdopodobniej w ustawie o Sądzie Najwyższym) przywoływane są argumenty z toczącej się od lat debaty o problemach sądownictwa.

W politycznym sporze o niezależność sądów w kontekście proponowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości zmian w prawie o ustroju sądów powszechnych (oraz najprawdopodobniej w ustawie o Sądzie Najwyższym) przywoływane są argumenty z toczącej się od lat debaty o problemach sądownictwa.źródło: ShutterStock

Największe problemy sądownictwa nie zależą od samych sędziów.

W politycznym sporze o niezależność sądów w kontekście proponowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości zmian w prawie o ustroju sądów powszechnych (oraz najprawdopodobniej w ustawie o Sądzie Najwyższym) przywoływane są argumenty z toczącej się od lat debaty o problemach sądownictwa. Środowisko sędziów oraz przynajmniej część zaplecza analityczno-eksperckiego (pracownicy naukowi, eksperci, wyżsi urzędnicy wymiaru sprawiedliwości) wskazują – w głównej mierze – od lat na te same kwestie.

Celem projektowanych przez resort zmian ma być – wskazywane dość ogólnie – usprawnienie pracy sądów i przybliżenie procesu sądzenia do społeczeństwa. Środowisko samych sędziów twierdzi natomiast, że to, co – według krytyków – najbardziej boli ludzi w sądach, w gruncie rzeczy niezbyt zależy od samych sędziów, a jest efektem nieprzemyślanych działań albo zaniechań ustawodawcy – i to różnych kadencji.

Najpowszechniejszy bodaj argument dotyczy ograniczonej dostępności do sądu i przewlekłości postępowania. I chyba tylko prawnicy zdają sobie sprawę z tego, że to dwie różne sprawy, a większość społeczeństwa – niestety – tych kwestii najczęściej nie odróżnia. Łączy się w dyskursie publicznym kwestię zaskarżenia decyzji administracyjnej, pozwania osoby fizycznej czy – to jest bodaj najbardziej medialne – zakończenia prokuratorskiego śledztwa z kwestią uzyskania rozstrzygnięcia sądowego. Najlepiej od razu prawomocnego. Rzecz pierwsza tymczasem łączy się z podnoszonym od lat przez środowisko sędziowskie problemem zbyt szerokiej kognicji sądów (kierowaniem spraw określonego rodzaju do sądów określonego rodzaju), druga zaś z konstrukcją samej procedury, czyli przepisów określających sposób sądzenia.

Dla obywatela wszystko ma być szybko i prosto. Postępowanie ma być łatwe do wytoczenia i szybko się kończyć. Tymczasem ocena zależy od strony sporu. Szybkość postępowania dobrze oceni ta, która jest zadowolona z rozstrzygnięcia. Natomiast strona, która czuje się pokrzywdzona wyrokiem, zawsze przekonuje, że jakieś decyzje procesowe albo nie mogły być zaskarżone w ogóle, albo odwołania zostały bezzasadnie oddalone (ponieważ sprawa toczyła się zbyt szybko).

Szybkość postępowania jest zatem najczęściej kwestią oceny. W dodatku ocena społeczna jest w tej materii wysoce niesprawiedliwa. Na wydłużenie postępowań mają wpływ aspekty gwarancyjne. Możliwość zaskarżania decyzji podejmowanych w trakcie postępowania i kończących określone jego etapy zawsze rodzi jakieś opóźnienia spowodowane choćby czynnościami technicznymi, jak przewóz akt, konieczność zarejestrowania sprawy, wyznaczenia terminu wstępnego zapoznania się z materiałem, poinformowania stron o terminie rozprawy itp.


Pozostało 62% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (3)

  • M.J. radca prawny(2017-05-09 11:36) Zgłoś naruszenie 40

    Reprezentuję głównie pozwanych przez różne instytucje finansowe. Postulat szybkości postępowania doprowadzi do takich potwornych wynalazków, jak elektroniczne nakazy zapłaty; większość z nich dotyczy roszczeń nieistniejących albo przedawnionych. lecz uprawomacniają się, bo pozwani nie potrafią się bronić i nie rozumieją, czym jest nakaz zapłaty. Gdyby tylko przywrócono w procesie cywilnym podstawową zasadę orzekania na rozprawie, prostym ludziom byłoby o wiele lżej. Krótko mówiąc: nie powinno być tak, że w ramach przyśpieszania postępowania uszczupla się prawa obywatelskie.

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • mm(2017-05-10 21:55) Zgłoś naruszenie 20

    Są sądy gdzie są pełne wokandy spraw wnoszonych przez "instytucje finansowe". Frekwencja pozwanych na rozprawach jest jednak znikoma... a instytucja wyroku zaocznego oddalajacego powództwo nie zawsze czy nawet nieczesto może znaleźć zastosowanie. Problem chyba więc nie leży nakazie zapłaty - tylko w powszechnej błędnej świadomości, że sprawę da się odkręcić gdy trafi do komornika.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane