Do października 2018 r. praktycznie wszystkie przetargi w całej Unii Europejskiej muszą przejść do internetu. Zostało to przesądzone już w kwietniu 2014 r., kiedy to weszła w życie nowa dyrektywa 2014/24/UE w sprawie zamówień publicznych. Dała ona państwom członkowskim 4,5 roku na przygotowanie się do pełnej elektronizacji zamówień publicznych.

Polska niezbyt dobrze wykorzystała dany jej czas. Tak naprawdę dopiero teraz ruszają przygotowania do informatyzacji przetargów. Z jednej strony opublikowano projekt rozporządzenia w sprawie użycia środków komunikacji elektronicznej w postępowaniu o udzielenie zamówienia publicznego oraz udostępniania i przechowywania dokumentów elektronicznych. Z drugiej rusza projekt e-Zamówienia, który ma zapewnić infrastrukturę niezbędną do składania ofert drogą elektroniczną.

Ministerstwo Cyfryzacji ściga się z czasem

Ministerstwo Cyfryzacji ściga się z czasem

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Papier to nie dane

W projekcie rozporządzenia znalazł się przepis, który wzbudza powszechne zdziwienie wśród ekspertów. Mało kto spodziewał się bowiem, że polskie regulacje uznają faks za jeden ze środków komunikacji elektronicznej. Tymczasem zgodnie z par. 2 projektowanego rozporządzenia korespondencja między zamawiającym a wykonawcami ma być dopuszczalna także z wykorzystaniem faksu.

„Trudno mówić o elektronizacji zamówień publicznych i jej standaryzacji w UE, dopuszczając faks, jako pełnoprawny środek komunikacji elektronicznej” – krytykuje ten pomysł w swej opinii do projektu Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji (PIIT).

Zdaniem prawników rozwiązanie to jest niezgodne z prawem unijnym.

„Faks jako narzędzie komunikacji umieszczony w przepisach jako alternatywa dla systemu teleinformatycznego nie mieści się w definicji środków komunikacji elektronicznej zawartej w dyrektywach. Wynik transmisji danych za pośrednictwem faksu daje jako efekt obiekt w postaci papierowej, a nie elektronicznej, niedający się przetwarzać i przechowywać dalej elektronicznie” – podkreślono w opinii Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Konsultantów Zamówień Publicznych. Jego zdaniem dopuszczenie możliwości używania faksu całkowicie zniweczy cel, jaki przyświeca elektronizacji, czyli właśnie odejście od papierowych przetargów.

Wersja minimum

Proces konsultacji nowych przepisów trwa, jest więc jeszcze szansa na ich zmianę. Dla organizatorów przetargów i startujących w nich przedsiębiorców równie ważne jak otoczenie prawne są jednak narzędzia informatyczne, jakie zostaną oddane w ich ręce. Nie mamy dobrych wieści – zaprezentowany niedawno przez Ministerstwo Cyfryzacji projekt e-Zamówień nie zapewni im kompleksowego rozwiązania pozwalającego na przeprowadzenie przetargu od a do zet. To raczej opcja minimum, która pozwoli na składanie przez firmy ofert i ich zabezpieczanie oraz otwieranie przez zamawiających.

Pierwotny projekt prezentowany dwa lata temu za poprzedniego rządu przewidywał kompletny system umożliwiający nie tylko składanie ofert, ale całą komunikację między stronami przetargu, a także wsparcie po otwarciu ofert i automatyzację pewnych czynności.

Nowa prezes Urzędu Zamówień Publicznych Małgorzata Stręciwilk po objęciu stanowiska doszła do wniosku, że nie ma on jednak szans na realizację. Teraz okrojoną wersję przygotować ma Ministerstwo Cyfryzacji.

– Niestety projekt został pozbawiony istotnych funkcjonalności. Dla zamawiających powinno to być kompleksowe narzędzie wspierające cały proces udzielania i dokumentowania zamówień. Z kolei wykonawcy oczekują standaryzacji produktu na poziomie każdego z zamawiających, u których ubiegają się o zamówienie – zauważa Artur Wawryło z Centrum Obsługi Zamówień Publicznych.

Dlaczego to takie ważne? Skoro państwo dostarczy usługi sprowadzające się jedynie do składania ofert, ich zabezpieczenia i otwierania, to część zamawiających będzie stosować własne rozwiązania informatyczne. Z kolei ci, których nie będzie na to stać, prawdopodobnie będą po prostu drukować oferty przesłane im elektronicznie i całą procedurę od momentu ich otwarcia prowadzić w dotychczasowy sposób.

Dlaczego MC zdecydowało się na tak okrojone rozwiązanie? Nie uzyskaliśmy odpowiedzi na przesłane pytania. Prawdopodobnie powód jest prosty – nie ma już czasu na przygotowanie rozbudowanego systemu.

– Stoimy pod ścianą. Jeśli 18 października 2018 r. platforma nie będzie działać, to zamawiający, którzy nie mają własnych rozwiązań informatycznych, po prostu nie będą mogli udzielić zamówienia. Nie możemy więc sobie pozwolić na opóźnienie czy zamknięcie platformy na kilka dni po to, by coś w niej poprawić. Dlatego lepiej mieć wersję okrojoną, ale działającą – ocenia Michał Rogalski, wiceprezes PIIT.

Jego zdaniem kolejnym krokiem powinna być rozbudowa platformy i dodanie do niej nowych funkcjonalności. Dlatego tak ważna jest pełna jawność standardów i określenie formatu danych. Dzięki temu w przyszłości rząd będzie mógł dodawać kolejne komponenty, a poszczególni zamawiający nadbudowywać system, dostosowując go do swoich potrzeb.