statystyki

Łętowska: Gdy sąd za bardzo lubi chudy ser, czyli o wpływie subiektywnej aksjologii sędziego na orzekanie

autor: Ewa Łętowska17.01.2017, 08:36; Aktualizacja: 17.01.2017, 09:14
Prawne konsekwencje różnych związków nieformalnych są zawsze bardzo ciekawe. W końcu skoro związek jest „nieformalny”, to znaczy, że trzeba mu dopiero „dopasować” prawny reżim.

Prawne konsekwencje różnych związków nieformalnych są zawsze bardzo ciekawe. W końcu skoro związek jest „nieformalny”, to znaczy, że trzeba mu dopiero „dopasować” prawny reżim.źródło: ShutterStock

O wpływie subiektywnej aksjologii sędziego na orzekanie mało się pisze. To kwestia z gatunku tych, które można wyczuć, lecz policzyć się nie da

Reklama


Przedwojenna (prawdziwa!) anegdota o sędzim, który lubił chudy ser i dlatego łagodnie skazywał za sprzedaż mleka chrzczonego wodą, pięknie ilustruje wpływ subiektywnej aksjologii sędziego na orzekanie. Zjawisko istnieje, ale mało o nim się pisze. To kwestia z gatunku tych, które można wyczuć, lecz policzyć się nie da. Komentatorzy mają więc kłopot, a sędziowie siedzą cicho. Uznają to bowiem za przedmiot zazdrośnie chronionej własnej doxy (do której posiadania w ogóle się niechętnie przyznają), widzą w tym wyraz kunsztu (w służbie sprawiedliwości lub do podziwiania) albo – najgorsze – w ogóle nie dostrzegają, co robią, choć to robią.

W zamiłowaniu do chudego sera w zasadzie nie ma nic nagannego. Ale jedynie do chwili, gdy sędzia orzeka w ramach ustawowych widełek, a samo orzeczenie jest trafne, staranne i uzasadnione lege artis. Gorzej, gdy tak nie jest, a aksjologia triumfuje nad rzetelnością i/lub rzemiosłem. Ujawnić to może lektura uzasadnień (oczywiście gdy się je czyta ze zrozumieniem). Pamiętam wyroki, gdzie nadmierne przywiązanie sądu do konstrukcji prawnej (całkowicie zbędnej na tle stanu faktycznego i na siłę wciśniętej jako matryca rozumowania) prowadziło do kunsztownych wywodów, samych w sobie może nawet i atrakcyjnych, tyle że prowadzących do nietrafnego rozstrzygnięcia. Pojawia się to w „na siłę” zgłaszanych pytaniach prawnych czy w zbędnych popisach erudycyjnych (czym grzeszą zwłaszcza młodzi, ambitni). Czasem więc jednak widać, że sąd nadmiernie lubi jakiś ser albo go nie lubi (choć nie powinien tego okazywać). To właśnie wytknął NSA (wyrok z 14 września 2016 r., sygn. akt II OSK 2982/14) sądowi pierwszej instancji. Sprawę o tyle warto odnotować, że sądy drugoinstancyjne stosunkowo rzadko wyraźnie krytycznie odnoszą się do opisywanego zjawiska, woląc mówić „jak być powinno” niż „co poszło nie tak”.

Otóż wspomniany WSA zajmował się kwestią odmowy zgody na kupno przez cudzoziemca nieruchomości (konkretnie mieszkania). Przesłanką udzielenia takiej zgody jest istnienie „więzi z Polską”, a przykładowe dowody jej istnienia to choćby wskazane w przepisie expressis verbis małżeństwo z naszym obywatelem. W sprawie, o której piszę, kandydatem na nabywcę był cudzoziemiec pozostający w rejestrowanym związku partnerskim z Polakiem. Bieda, że był to związek partnerski, a nie małżeństwo. I zarówno organ administracji, jak i podtrzymujący jego stanowisko WSA wdały się w porównywanie tego związku z małżeństwem, a także w wykazywanie wyższości drugiego nad pierwszym. WSA szeroko zajął się przy tym statusem związków partnerskich i swobodą ich zawierania w krajach ościennych. Natomiast – co mu wytknął NSA – nie zajął się oceną więzi wnioskodawcy z Polską oraz ich trwałości. Uważał bowiem, że związek partnerski nie jest co do zasady „formą wspólnego pożycia na tyle istotną, aby uzasadniała powstanie więzi” wymaganej przez przepisy o nabyciu, gdyż owa więź pojawia się „wyłącznie” w wypadku związku małżeńskiego. Tym sposobem oberwało się także konkubinatom, choć ich sprawa nie dotyczyła. NSA skrytykował aprioryzm założenia prowadzący do zwężenia zakresu stosowania przepisu, no i do wyroku negatywnego dla wnioskodawcy. Zauważmy przy tym, że oba te następstwa były skutkiem aksjologicznego nastawienia orzekającego sądu: nie tylko nie aprobował on pewnej formy kohabitacji, lecz również nie lubił jej zbyt wyraziście, co znalazło odbicie w orzeczeniu. Ustawodawca wymagał więzi o obojętnej genezie. WSA – kierując się preferencjami własnej aksjologii – ograniczył podmiotowy zakres przepisu i przesądził w ogóle o zaniechaniu oceny, czy tu więź występowała, czy nie. Własną preferencję aksjologiczną sąd lubił za bardzo, jak z tym chudym serem.

Innego przykładu dostarczają trudności rozliczeń na tle sponsoringu, który zakończono. To fascynujący prawniczo problem i zawsze bardzo trudny jako konkretny kazus. Jeden z nich został opisany na łamach DGP w końcówce roku. Zarówno publikacja, jak i samo rozstrzygnięcie odnoszą się do kwestii delikatnej i to akurat w czasopiśmie prawniczym czyni szczególnie mało fortunnym wskazanie tropów, choćby bibliograficznych.


Pozostało jeszcze 63% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Polecane

Reklama

Komentarze (11)

  • Wielbiciel(2017-01-17 14:51) Zgłoś naruszenie 151

    Pióro prof. Łętowskiej jest mistrzowskie. To jest wzorowa publicystyka prawnicza. Właściwie nie znam pióra równie doskonałego. A mówię to ja - co wielu poglądów pani Profesor, tych "polityczno - prawnych" (że tak powiem), nie podzielam. Pozdrawiam.

    Pokaż odpowiedzi (3)Odpowiedz
  • tylko pytam(2017-01-17 16:19) Zgłoś naruszenie 42

    Wszystko pięknie, ale schodząc na ziemię, z przyjemnością dowiedziałbym się, czym się kierowali sędziowie TK wydając orzeczenie, że środki zgromadzone na koncie OFE nie należą do ubezpieczonego tylko do sfery finansów publicznych.

    Pokaż odpowiedzi (3)Odpowiedz
  • podatnik(2017-01-17 16:11) Zgłoś naruszenie 30

    Z wypowiedzi Pani Profesor najbardziej podoba mi się ta o kartoflisku. Pomimo upływu czasu i kolejnych rządów, nic się nie zmieniło.

    Odpowiedz
  • liber-tarianin(2017-01-22 18:34) Zgłoś naruszenie 01

    Pani Łętowska ma przypadłość wspólną "twórczośći" 99% prawników. NUDZI. Opisana przez nią sprawa jest prosta, jednak jej opis tak zamotany, że szczerze mówiąc zacząłem się gubić w preferencjach sądu. W poprzednim stuleciu pewiem amerykański sędzie tak powiedział: " "There are two things wrong with almost all legal writing. One is its style. The other is its content" Niestety sędzia tym przesiąka i teksty pozasądowe wyglądają tak jak wyglądają. Należy też poruszyć kwestię obmierzłej prawie wszystkim tzw. poprawności politycznej. Sąd WSA nie podziela stawiania znaku równości między rodziną, a związkiem opartym na jednej z odmian dewiacji seksualnej. Co jak rozumiem powoduje święte oburzenie lewaków, którzy już zapomnieli, jakie podejście do homoseksualizmu mieli ich lewicowi protoplaści. BTW Przeczytałem jedną książkę pani Łętowskiej, i odnoszę wrażenie, że byłby duży zakres ciekawych tematów, które pani Łętowska mogłaby poruszyć, ale XXI wieku długie barokowo-rokokowe wywody nużą. Bo my nie mamy czasu, na mielenie strony, po to, żeby wycisnąć z niej jedno istotne zdanie.

    Odpowiedz
  • StAAbrA(2017-01-17 14:28) Zgłoś naruszenie 03

    Łabądzia śpiew . Ptakom niebieskim , Gałąź kwitnąca , ŁabĄdź i lira - tak sobie kolega Zaleski pozwolił chlapnąć . I mamy z tego radochę , całe życie .

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama