Z takim dylematem mamy do czynienia w przypadku relacji z głośnego procesu, który rozpoczął się 3 stycznia. Poznański sąd zdecydował o jego pełnej jawności. W efekcie doszło do ujawnienia danych osobowych uczestników postępowania, z których anonimizacją nie poradziła sobie telewizja publiczna. Problem z naruszeniem dóbr osobistych i ewentualnymi procesami z tym związanymi to jednak nie wszystko. W ocenie prawników godząc się na telewizyjną relację, sąd postąpił ryzykownie z jeszcze innego powodu.

– Bezwarunkowej jawności procesu i transmisji telewizyjnych przeprowadzonych w sposób, w jaki relacjonowany był pierwszy dzień procesu, nie da się pogodzić z zasadą wyrażoną w art. 371 k.p.k. – uważa adwokat Zbigniew Krüger z kancelarii Krüger & Partnerzy. Przytoczony przepis stanowi, że podczas przesłuchania świadków nie powinni być obecni inni świadkowie, którzy nie byli jeszcze przesłuchani, a na sędziego przewodniczącego nadkłada obowiązek zapobiegania porozumiewaniu się osób przesłuchanych z tymi, które nie zostały jeszcze przepytane. Artykuł 384 k.p.k. z kolei wskazuje, że po sprawdzeniu obecności na sali rozpraw przewodniczący zarządza opuszczenie jej przez świadków.

Efekt psychologiczny

Oba przepisy mają niebagatelne znaczenie w trakcie procesów karnych. – Sąd jest zainteresowany odebraniem od przesłuchiwanego świadka czystych informacji. Chce, by opowiedział dane zdarzenie tak, jak je zapamiętał. Natomiast człowiek, który przysłuchuje się temu, jak inni postrzegają dane zdarzenie, ma naturalną skłonność – nawet podświadomie – do zmiany swojej relacji. Dostosowuje się, starając się nie być w opozycji do innych świadków. Potwierdzają to zresztą badania naukowe – wyjaśnia adwokat dr Łukasz Chojniak. Także jego zdaniem zgoda poznańskiego sądu na retransmisję pierwszego dnia procesu nie należała do najszczęśliwszych.

– Upublicznienie za pośrednictwem telewizji procesu ws. śmierci Ewy Tylman sprawiło, że nieprzesłuchani jeszcze w sprawie świadkowie mieli okazję szczegółowego zapoznania się z wyjaśnieniami złożonymi przez oskarżonego. W najlepszym wypadku mogą podświadomie odnosić się do nich lub sugerować nimi podczas swoich zeznań. W najgorszym – wprost przygotować zeznania uwzględniające to, co zobaczyli i usłyszeli w transmisji z procesu – uważa mec. Krüger. W jego opinii ujawnienie treści wyjaśnień złożonych przez Adama Z. stanowi istotne zagrożenie dla jego prawa do obrony.

Czyje dobro ważniejsze?

W tym miejscu należy zwrócić uwagę, że ważnym elementem aktu oskarżenia są zeznania policjantów, którym oskarżony miał przyznać się do zarzuconego czynu podczas nieprotokołowanej rozmowy. – Z drugiej strony elementem linii obrony oskarżonego jest teza o stosowanej przez funkcjonariuszy przemocy i wymuszeniu przyznania się do winy – przypomina Krüger. I zwraca uwagę, że policjanci mają być przesłuchani dopiero 17 stycznia.

– Nie oszukujmy się, retransmisja dała im niepowtarzalną okazję przygotowania się do rozprawy – komentuje mec. Chojniak. Czy jednak sąd popełnił błąd, wyrażając zgodę na utrwalanie obrazu i dźwięku z rozprawy? – Samo przysłuchiwanie się zeznaniom przez świadków nie dyskwalifikuje automatycznie dowodu z ich zeznań. Sąd, wydając wyrok, musi jednak wziąć pod uwagę to, że ich zeznania mogły być obarczone błędem lub niewiarygodne – uważa prawnik.

Podobnego zdania jest adwokat Mikołaj Pietrzak, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie. – Decyzja o udziale w rozprawie mediów zawsze wymaga równoważenia dwóch dóbr. Z jednej strony mamy dobro postępowania wyrażające się w braku dostępności do materiału dowodowego dla nieprzesłuchanych jeszcze świadków. Innym dobrem postępowania jest jego jawność i świadomość społeczna co do przebiegu spraw, które są ważne i budzą zainteresowanie. A to spełnia funkcję edukacyjną oraz prewencji ogólnej – wyjaśnia mec. Pietrzak. I dodaje, że w każdym głośnym procesie występuje dylemat, której z wyżej wymienionych wartości powinno się dać pierwszeństwo. Choć sam – jak podkreśla – jest zwolennikiem amerykańskiego systemu, gdzie na sali rozpraw nie ma miejsca dla kamer.

– Ich obecność silnie wpływa na przebieg czynności. Niektórzy świadkowie popisują się przed kamerami, inni stresują, część się blokuje. Świadomość, że rozprawa jest nagrywana, wpływa też na profesjonalnych uczestników procesu: sędziów, adwokatów, radców czy prokuratorów – wylicza Pietrzak. Przypomina jednocześnie, że przepisy dopuszczają rozszerzoną jawność rozpraw karnych, w tym ich retransmisję. Jeśli sąd nie wyłączy jawności (a może uczynić to tylko w wyjątkowych przypadkach opisanych w ramce powyżej), każdy proces może być relacjonowany.

Ochrona prywatności

Czy proces w sprawie zabójstwa Ewy Tylman powinien się toczyć za zamkniętymi drzwiami? Zdaniem Łukasza Chojniaka tak, chociażby częściowo. Podczas rozprawy poruszana była bowiem tematyka dotycząca życia intymnego oskarżonego. Podane zostały m.in. personalia jego partnera seksualnego.

– W tym wypadku wprost występowały przesłanki, by wyłączyć jawność z powodu możliwości naruszenia ważnego interesu prywatnego – komentuje adwokat. I kwituje: – Życie seksualne człowieka jest jego sferą prywatną. To nie jest temat, któremu powinna przysłuchiwać się publiczność obecna w sądzie, a tym bardziej telewidzowie.