statystyki

Facebook będzie musiał płacić kary za dezinformację i szczucie

autor: Emilia Świętochowska13.01.2017, 20:00
facebook-smartfon-komputer

Testowanie gruntu pod nowe porządki najdalej posunęło się w Niemczech, które obawiają się, że wyczyny rosyjskich propagandzistów na Facebooku odegrają podobną rolę w kampanii przed wyborami do parlamentu w 2017 r., co w zeszłorocznych wyborach prezydenckich w Ameryce.źródło: ShutterStock

Europa coraz wyraźniej zmienia front w sprawie odpowiedzialności internetowych pośredników za rasistowskie i ksenofobiczne treści.

Reklama


Jedno z pomieszczeń masywnego budynku czeskiego ministerstwa spraw wewnętrznych od początku roku okupuje unikalna ekipa specjalistów. Centrum przeciwko Terroryzmowi i Zagrożeniom Hybrydowym, bo tak brzmi oficjalna nazwa tej półtajnej komórki, ma za zadanie przekopywać się przez tysiące rodzimych stron internetowych oraz wyłapywać z nich fałszywe wiadomości i propagandowe komunikaty rozsiewane przez agentów obcego cyberwywiadu. Czescy analitycy będą nie tylko badać źródła teorii spiskowych na temat imigrantów czy kłamliwych relacji z konfliktu w Syrii, lecz także kontrować je na swoim profilu na Twitterze i witrynie ministerstwa.

Nie jest żadną tajemnicą, że wyjątkowa misja, którą powierzono tej grupie, jest odpowiedzią na coraz bardziej wyrafinowane kampanie dezinformacyjne w sieci realizowane przy cichym wsparciu prezydenta Rosji Władimira Putina. Bo – jak otwarcie przyznają przedstawiciele czeskiego rządu, a także innych państw unijnych – nikomu innemu tak bardzo nie zależy, aby zaburzyć wizerunek Unii Europejskiej i NATO w oczach zwykłych ludzi, a w konsekwencji zmanipulować rezultaty demokratycznych wyborów na swoją korzyść. Jednak inicjatywa władz w Pradze stała się też mimochodem kolejnym ciosem wymierzonym przez Europę w milczącego pośrednika w rozprzestrzenianiu fałszów i mimowolnego partnera rosyjskiego władcy, czyli Facebooka. I co więcej, nie jest to nawet najdalej idący pomysł na walkę z wynaturzeniami społecznościowego monopolisty, wśród których tolerowanie dezinformacji stanowi przecież wierzchołek góry lodowej.

Wystarczy przypomnieć panikę, jaką wywołał zmyślony news o śmiertelnym zamachu terrorystycznym w Pradze, który w sierpniu ubiegłego roku krążył wśród tysięcy czeskich i słowackich użytkowników platformy społecznościowej. Atak szybko okazał się mistyfikacją, a do tego, co gorsza, był również typowym przypadkiem phishingu, czyli podstępnej praktyki wykorzystywanej do wyłudzania danych osobowych. Użytkownicy portalu, którzy kliknęli w link pod wiadomością (rzekomo prowadzący do strony internetowej stacji NBC News), jednocześnie zostali przekierowani na stronę logowania łudząco podobną do witryny Facebooka. Po wprowadzeniu loginu i hasła automatycznie powielali na swoich profilach nieprawdziwą informację o zamachu, a jednocześnie powierzali hakerom prywatne informacje. Sprawców całej operacji oczywiście nie wykryto.

Przez długi czas w europejskich stolicach bez mrugnięcia okiem przyjmowano idealistyczne tłumaczenia Marka Zuckerberga, że Facebook jest jedynie neutralną platformą technologiczną pozwalającą użytkownikom dzielić się treściami, wśród których te fałszywe czy niezgodne z prawem stanowią zaledwie ułamek. Portal internetowy jako pośrednik nie kontroluje zatem tego, co zamieszczają w nim internauci, ani nie ma obowiązku poszukiwania z własnej inicjatywy materiałów wrzucanych bezprawnie, a tym bardziej tych po prostu sprzecznych z faktami. Sankcjonuje to zresztą prawo UE. Zgodnie z dyrektywą dotyczącą handlu elektronicznego z 2000 r. (2000/31/WE) serwisy internetowe co do zasady nie ponoszą odpowiedzialności za treści przesyłane przez użytkowników z naruszeniem praw autorskich czy przepisów karnych zakazujących głoszenia mowy nienawiści, pod warunkiem że usuną sporne materiały zaraz po otrzymaniu stosownego wezwania (np. od osoby trzeciej). Analogicznie dopiero po sygnałach od użytkowników i odpowiedniej weryfikacji Facebook klasyfikuje określone treści jako fałszywe wiadomości. Gdy okazało się, że jego bezczynność ułatwiła Donaldowi Trumpowi drogę do Białego Domu, portal przyznał w końcu, że rzeczywiście musi coś z tym problemem zrobić, i na razie umożliwił użytkownikom oznaczanie postów jako zmyślone newsy (kolejnym krokiem ma być algorytm, który pozwoli je wychwytywać automatycznie).

Mimo to po 10 latach swobodnego korzystania przez Facebook z przywilejów samoregulacji państwa europejskie i organy unijne zaczęły poważnie zastanawiać się, czy aby jednak nie wymagano od niego zbyt mało. I ta refleksja powoli zaczyna przybierać kształt konkretnych politycznych i prawnych postulatów. Dlatego niewykluczone, że już wkrótce Zuckerberg stanie przed bezlitosną alternatywą: albo sam podporządkuje się europejskim standardom, albo zmusi go do tego prawo.


Pozostało jeszcze 64% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (3)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama