Czy Sąd Najwyższy to już raj?

Myślę, że na ziemi nie ma raju. Tego się trzymam.

Minister sprawiedliwości Jarosław Gowin powiedział „nie powinno być tak, że sądy rejonowe po wsze czasy są niemal miejscem skazania dla sędziego, albo inaczej, etapem czyśćca przed wstąpieniem do przedsionka raju, jakim jest sąd okręgowy, a potem do raju, jakim jest sąd apelacyjny czy Sąd Najwyższy”. Rozumie pan to porównanie?

Moim zdaniem to zbyt wyszukana przenośnia i chyba nie do końca trafna. To oczywiste, że zanim ktoś znajdzie się w Sądzie Najwyższym, przechodzi pewną ścieżkę kariery. Jedni przechodzą przez kolejne szczeble szybko. Drugim zajmuje to sporo czasu. A jeszcze innym nigdy nie jest to dane. To kwestia indywidualna. Ale chyba minister nie ma w tej materii osobistych doświadczeń?

Nie ma. Ale może wsłuchuje się w głosy sędziów?

Może.

I może chodzi o to, że na szczyt dociera garstka. Natomiast na dole, w rejonach, utknęło wielu. Spraw dużo, zarobki niskie, a o awans niełatwo. Poczucie frustracji rośnie.

Nie mam wątpliwości, że w pierwszej instancji praca jest najcięższa. Są ustalenia faktyczne, przesłuchania świadków, całe postępowanie dowodowe. To wszystko wymaga wielkiego wysiłku ze strony sędziego.

Dlatego jeśli sędziego to przerasta i ma poczucie, że jest mu aż tak źle, jakby był w czyśćcu lub w piekle, to może powinien wiele rzeczy przemyśleć. Może powinien poszukać innego zawodu. Do Sądu Najwyższego nie jest łatwo dojść, ale sąd okręgowy jest w zasięgu ręki każdego utalentowanego sędziego.

Ale są tacy, którzy latami starają się o awans do sądu wyższego szczebla, i nic.

Sędzia nie powinien unikać awansowania, ale to nie powinno być celem samym w sobie. Nadmiar ambicji w tym zakresie może być nawet niebezpieczny z punktu widzenia niezawisłości sędziowskiej. Sędzia nie powinien się starać przypodobać przełożonym. Poza tym talenty nie rodzą się na kamieniu. Przy awansach ocenia się nie tylko profesjonalizm, ważne są też inne cechy.

Na przykład?

Umiejętność współpracy z kolegami, zachowanie wobec stron. Konkurs na stanowisko sędziego jest wielofazowy, uczestniczy w nim wielu ludzi. To daje gwarancję, że postępowanie jest zobiektywizowane i sprawiedliwe.

Sądownictwo to piramida – im wyżej, tym mniejszy tłok. Czy na szczycie jest lżej?

Nasza praca nie jest lżejsza. Jest po prostu inna. Bardziej teoretyczna.

Zapytam prowokacyjnie: czy sprawiedliwość kosztuje u nas 2 mln zł? Taka sugestia pojawiła się w publikacjach prasowych na temat Sądu Najwyższego.

Chodzi o doniesienia „Gazety Polskiej”?

Nie tylko. Ale akurat w tym tytule padły konkretne nazwiska sędziów Sądu Najwyższego, którym zarzucono przy rozstrzyganiu sprawy wrocławskiego biznesmena naruszenie zasad etyki, wręcz prawa. Pojawiły się także najbardziej szczegółowe informacje o operacji „Alfa” prowadzonej przez CBA. Padła suma 2 mln zł. Jak pierwszy prezes Sądu Najwyższego to wszystko przyjmuje?

Czuję się jak bohater powieści Kafki ze względu na brak możliwości dostępu do jakichkolwiek źródeł oskarżeń i całkowitą w tym względzie bezradność.

Pojawiły się też zdjęcia sędziów Sądu Najwyższego z zakrytymi twarzami.

Publicznie padły trzy nazwiska sędziów SN. W tle pojawiła się rzekoma łapówka. W „Gazecie Polskiej” wprost stwierdzono, że jeden z sędziów SN pomagał w napisaniu skargi kasacyjnej emerytowanemu sędziemu NSA. Pismo miało być przeznaczone dla biznesmena z Wrocławia, który procesował się przed Sądem Najwyższym. Potem ten sam sędzia SN miał rzekomo rozmawiać z innym sędzią SN, który decydował o przyjęciu sprawy do rozpoznania. Rozmawiał także ponoć z sędzią sprawozdawcą, która miała być członkiem składu rozpoznającego skargę kasacyjną.

Sprawa przeszła etap przedsądu pozytywnie.

Tak jak 40 proc. spraw wpływających do Sądu Najwyższego. Ale ostatecznie sprawa zakończyła się nie po myśli biznesmena.

Jak była pana pierwsza reakcja na te doniesienia prasowe?

Wystąpiłem do prokuratora generalnego o informacje w tej sprawie.

W jakim trybie? Na jakiej podstawie prawnej?

Złożyłem zwykłe pismo. Po prostu jako osoba odpowiedzialna za Sąd Najwyższy chciałbym wiedzieć, czy są jakieś materiały, które dotyczą niegodnego zachowania sędziów SN.

Ale przecież odmówiła panu udzielenia informacji Prokuratura Apelacyjna w Krakowie.

Tak, ale zwracałem się do prokuratora generalnego. Otrzymałem odpowiedź, że śledztwo było niejawne i prowadzone przez prokuraturę w Krakowie, więc moje pismo zostało przesłane prokuratorowi apelacyjnemu w Krakowie. I ten odmówił.

Z jakich powodów?

Poinformowano mnie, że rzeczywiście toczyło się śledztwo w sprawie powoływania się na wpływy w sądach, m.in. w Sądzie Najwyższym, oraz pośredniczenia w korzystnym załatwieniu spraw. Śledztwo umorzono z powodu braku dowodów. Natomiast odmówiono mi udzielenia informacji w zakresie przedmiotu działań operacyjnych i poczynionych ustaleń.

Jak pan to odbiera?

Nie przypuszczam, aby prokurator generalny czy prokurator apelacyjny chciał chronić sędziów Sądu Najwyższego, jeżeli dopuściliby się nieetycznych zachowań.