Mija pół roku, od kiedy zasiada pan w gabinecie ministra sprawiedliwości. Co się w tym czasie okazało najtrudniejsze?

Paradoksalnie najtrudniejsze okazały się bariery wewnątrzrządowe, związane z procesem legislacji. Stałem się notabene ofiarą moich własnych postulatów, bo w poprzedniej kadencji wskazywałem na potrzebę ograniczenia liczby uchwalanych ustaw. W tej kadencji nowy regulamin pracy Rady Ministrów wprowadził gęste sito deregulacyjne, zapobiegające tworzeniu nadmiernej liczby projektów.

Co prawda moje ministerstwo ma się czym pochwalić, bo w planach rządu jest bodaj najwięcej naszych projektów. Ale jednocześnie wprowadzono obowiązek pełnych konsultacji społecznych i uzgodnień międzyresortowych już na etapie założeń do projektu, co oczywiście wydłuża czas pracy nad projektami.

Myślę jednak, że już w czerwcu bądź w lipcu parę naszych projektów trafi do Sejmu.

Na przykład które?

Ustawa deregulacyjna otwierająca dostęp do 49 zawodów; nowelizacja ustawy o prokuraturze. I chyba najważniejsza w tej kadencji ustawa, jaka wyjdzie z resortu sprawiedliwości, czyli głęboka nowelizacja kodeksu postępowania karnego.

Spodziewam się, że ta nowelizacja w największym stopniu doprowadzi do skrócenia czasu orzekania, co jest jednym z moich podstawowych celów – oczywiście tylko w sprawach karnych.

Czekają nas kolejne ważne ustawy: następna transza zawodów, do których poszerzymy dostęp, zawężenie kognicji sędziów, przyspieszenie sędziowskich nominacji czy wreszcie cały blok ustaw przyspieszających informatyzację sądownictwa.

Jak chce pan zawężać sędziowską kognicję?

Dopóki nie zostałem ministrem sprawiedliwości, nawet nie wyobrażałem sobie, jaki ogrom obowiązków o charakterze biurokratycznym czy administracyjnym nałożono na barki sędziów. Ta niezwykle cenna, świetnie wykształcona, przy tym kosztowna grupa zawodowa wykorzystywana jest zdecydowanie poniżej swoich kwalifikacji.

Dlatego chcemy poszerzyć kompetencje referendarzy sądowych, ale też wyprowadzić niektóre czynności w ogóle poza sądy, poszerzając np. kompetencje notariuszy. Już wkrótce założenia do takiego projektu będą gotowe, ale jeszcze za wcześnie mówić o szczegółach. Analizujemy też, czy możliwe jest przekazanie orzekania w sprawach o wykroczenia referendarzom.

Ma pan już pomysł, jak przyspieszyć sprawy cywilne?

Na razie dopiero co weszła w życie duża nowelizacja procedury cywilnej. W mojej ocenie jest tam sporo rozwiązań, które wydłużą czas orzekania, choćby te, które odformalizują postępowanie gospodarcze. Taka jest moja intuicja – intuicja osoby, która nie zna się na prawie, ale kieruje się zdrowym rozsądkiem. To była jednak decyzja poprzedniego parlamentu, muszę sobie z nią jakoś radzić.

Dlatego zamierzam usprawnić postępowanie w sprawach cywilnych poprzez przyspieszenie informatyzacji sądownictwa. Przygotowywanych jest wiele projektów w tym zakresie. Do końca lipca we wszystkich apelacjach ma funkcjonować e-protokół, zamierzamy w perspektywie dwóch lat publikować wszystkie orzeczenia sądów w internecie.

W planach jest wdrożenie nowoczesnych platform dla elektronicznych postępowań: bankowego tytułu egzekucyjnego, elektronicznego potwierdzenia odbioru, elektronicznego biura podawczego czy elektronicznego postępowania wieczystoksięgowego.

Po pół roku wciąż nie boi się pan powtarzać, że nie zna się na prawie?

Nie boję się. Byłoby śmieszne, gdybym po pół roku kierowania resortem sprawiedliwości twierdził, że o prawie i wymiarze sprawiedliwości wiem już wszystko. Na pewno jednak wiem, czym jest sama sprawiedliwość.

To pomogło mi zdiagnozować największe bolączki polskiego sądownictwa i znaleźć dobre recepty na ich wyeliminowanie. W tym ministerstwie jestem po to, by reprezentować punkt widzenia nieprawników, milionów zwykłych ludzi.

Jestem po to, by zderzać punkt widzenia prawników ze zdrowym rozsądkiem i z naturalnym, społecznym zmysłem sprawiedliwości.

Uważa pan, że da się reformować wymiar sprawiedliwości wbrew środowiskom prawniczym?

Wbrew – nie, to byłoby zadanie karkołomne. Dlatego do wszystkich swoich projektów chcę przekonywać środowisko prawnicze. Ale obawiam się, że to środowisko nie ma dziś wewnętrznej energii, by samodzielnie się reformować. Te reformy muszą przyjść z zewnątrz, od kogoś takiego jak ja czy od nielicznej grupy sędziów reformatorów.

Jednak aby moje propozycje przyniosły realne skutki, zwłaszcza jeśli chodzi o skrócenie orzekania, z całą pewnością niezbędna jest współpraca ze środowiskami prawniczymi, przede wszystkim z sędziami.

Wkrótce odwiedzę ostatnią już apelację. Zależało mi, by w każdym z tych spotkań uczestniczyli nie tylko sędziowie apelacyjni, ale też ci liniowi, z sądów rejonowych. Spotkałem się już z przeszło tysiącem sędziów i mam wrażenie, że topnieje ten lód, który mnie od tego środowiska na początku oddzielał.