Rozmowa z Andrzejem Michałowskim,  laureatem Złotego Paragrafu w kategorii najlepszy adwokat EDYCJA 2011

Obejmując obowiązki prezesa Naczelnej Rady Adwokackiej, obiecał pan, że samorząd będzie nieść wysoko sztandar adwokatury i dbać o swoje dobre imię. Czy zrealizował pan te plany?

To było zobowiązanie złożone na pogrzebie śp. Joanny Agackiej-Indeckiej, która zginęła w katastrofie smoleńskiej. Uważam, że je wypełniłem. Władzy publicznej nie udało się wprowadzić żadnych regulacji, które ograniczyłyby samorządność adwokacką czy podważyły zawodową pozycję adwokata. A takie zapowiedzi ze strony polityków przecież były. Jednak bardziej, niż kontestować, staraliśmy się przekonywać i współpracować. Doceniono to. Także Trybunał Konstytucyjny nie zakwestionował obowiązkowej przynależności do samorządu. Wspólnie z przedstawicielami innych zawodów zaufania publicznego, a więc m.in. z lekarzami, architektami czy radcami prawnymi, przekonywaliśmy, że jeżeli zniesiona zostałaby przynależność do samorządów, to obywatele utraciliby pewność, kto świadczy im pomoc, a władza publiczna wkroczyłaby w przestrzeń zastrzeżoną dla samorządności. Konferencji prezesów zawodów zaufania publicznego, której przewodniczyłem, udało się wpłynąć na polityków. Zwieńczeniem był początek zjazdu adwokatury w listopadzie 2010 r. Potwierdził, że jesteśmy środowiskiem, które przeszło bardzo długą drogę, z niemal całkowitego marginesu do aktywnego uczestnika debaty publicznej. A przecież nie zaniedbaliśmy wewnętrznej przemiany. Wprowadziliśmy informatyczny rejestr adwokatów, legitymacje z czipem, nowe regulaminy wykonywania zawodu.

Społeczeństwo jednak nie darzy adwokatów zbyt dużym zaufaniem. Czym to jest spowodowane?

Kiedyś adwokaci cieszyli się największym zaufaniem wśród zawodów prawniczych. To był przełom lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Później nasza działalność spowszechniała, co wiązało się z tym, że przestaliśmy bronić lubianych opozycjonistów, ale wykonujemy zawód tak jak adwokaci na całym świecie. I czasami jesteśmy identyfikowani z osobami, które nie cieszą się uznaniem. Ale adwokaci pomagają swoim klientom w obronie reguł sprawiedliwości. Od ferowania wyroków są sędziowie. Na spadek zaufania wpłynęły także zmiany zachodzące w społeczeństwie i w gospodarce. W ostatnich trzech latach udało nam się jednak zmienić nastawienie do zawodu adwokata z bardzo negatywnego na nieco bardziej życzliwe. Zaczęto doceniać nasze starania. Pokazaliśmy się jako ludzie dumni z wykonywanego zawodu, otwarci na dyskusję, dojrzali w obliczu wielkiej straty.

A jakie należy podjąć kroki, aby zwiększyć to zaufanie?

Można to uzyskać, jedynie rzetelnie wykonując zawód. Im mniej będzie wpadek, tym bardziej będziemy cenieni przez obywateli. Musimy o to walczyć, ponieważ mamy bardzo silną konkurencję. I nie mam na myśli tylko radców prawnych czy doradców podatkowych, ale także nieprawników, którzy również mogą świadczyć pomoc prawną.

W jakim kierunku powinna podążać adwokatura?

Adwokatura powinna być nowoczesna w formach wykonywania zawodu, ale tradycyjna w przywiązaniu do wartości, które reprezentuje. Zachowanie wartości będzie stanowiło o przewadze konkurencyjnej adwokatury w stosunku do innych podmiotów oferujących usługi prawne.

Czego obecnie klienci oczekują od adwokatów?

Współczesny adwokat nie może się ograniczyć do świadczenia pomocy prawnej. To nie wystarczy. Dziś klient potrzebuje nie tylko profesjonalnej pomocy prawnej, ale przede wszystkim zajmowania się jego sprawą. I to nawet wówczas, gdy to zajmowanie się wykracza poza wiedzę prawniczą. Adwokat musi dostarczyć klientowi wszystkich informacji prawnych i okołoprawnych, które są mu potrzebne do podjęcia decyzji. Jeżeli adwokat sam nie ma wszystkich kompetencji, a nie może mieć, musi współpracować z innymi, także nieprawnikami.

Wykonywanie zawodu adwokata wymaga więc ciągłego dokształcania się.

Tak było zawsze. Dziś jednak jest to o tyle trudniejsze, że mamy gigantyczny rozrost regulacji. To powoduje, że adwokaci nie są w stanie znać się na każdej dziedzinie prawa. Rozwiązaniem jest praca w wieloosobowych zespołach lub specjalizacja. Te dwie tendencje oczywiście nie są przeciwstawne, to są tylko różne sposoby rozwiązania tego samego problemu.

Jak pan ocenia pomysł uzyskania przez radców prawnych kompetencji, które do tej pory mieli tylko adwokaci?

Tendencja do zrównania uprawnień przysługujących adwokatom i radcom prawnym jest wyraźna. Traktuję to nie jako zagrożenie, ale jako szansę. Bo zawody prawnicze nie będą się łączyć, ale raczej ulegną podziałom według bardzo szczegółowych specjalizacji. By jednak być obrońcą w sprawach karnych, trzeba być całkowicie niezależnym od państwa. Jeżeli prawnik spełni taki warunek, to nie ma żadnych innych przeszkód. Jeżeli go nie spełnia, to prawa obywateli będą zagrożone. A niezależność traktuję nie formalnie, ale jako sumę profesjonalizmu, przyzwoitości i odwagi.

Więcej o tegorocznych nagrodach „DGP” dla prawników na stronie: www.gazetaprawna.pl/bonalex