ROZMOWA

KATARZYNA ŻACZKIEWICZ

Szykuje się rewolucja w polskich urzędach. Zwykłe oświadczenie przed urzędnikiem ma zastąpić liczne załączniki i pliki dokumentów. Skąd taki nagły przypływ zaufania do obywatela?

JERZY MILLER*

Powiem szczerze, te oświadczenia nie są najszczęśliwszym rozwiązaniem. Jeśli obywatel ma poświadczyć, to co urząd wie, to szkoda jego fatygi i pisania oświadczeń.

Problem polega na tym, że urzędy nie wiedzą, jakimi informacjami dysponują, i żądają od nas udowadniania, że się urodziliśmy.

Trzeba więc zmusić urzędy, aby nie udawały, że nie wiedzą, tylko żeby się przyznały, że wiedzą. Do tego nie są potrzebne oświadczenia obywateli.

Ale do tego niezbędny jest dobry system informatyczny w administracji!

Tak, ale nie tylko. Do tego potrzebny jest także elektroniczny dowód osobisty. Nie chciałbym, aby zgubienie dowodu osobistego było jednoznaczne z udostępnianiem urzędnikom prawa dostępu do wszelkich informacji o mnie. A zatem trzeba stworzyć system bezpieczny, który zapewni wgląd w informacje niezbędne do wydania decyzji, ale tylko za zgodą zainteresowanego.

Zapowiada się znowu wymiana dowodów osobistych. Czy będą na nim linie papilarne?

W 2001 roku wymienialiśmy dowody książeczkowe na plastikowe. Dowody mają ważność dziesięcioletnią. I to jest powód, dla którego zmieniamy formę, a nie wymogi UE, co do tzw. cechy biometrycznej. Z niechęcią zrezygnowałem z pobierania linii papilarnych i umieszczania ich w dowodach.