Wspólnym mianownikiem nowelizacji prawa drogowego i niektórych innych ustaw, której projekt pod koniec zeszłego tygodnia trafił do Sejmu, jest uderzenie kierowców łamiących przepisy po kieszeniach. To ma być recepta na poprawę bezpieczeństwa ruchu.
I tak w odróżnieniu od pozostałych wykroczeń (gdzie górną granicą grzywny nadal będzie 5 tys. zł) za wykroczenia przeciwko bezpieczeństwu i porządkowi w komunikacji sąd będzie mógł nałożyć karę pieniężną w wysokości nawet 30 tys. zł. W postępowaniu mandatowym będzie można nałożyć grzywnę w wysokości do 5 tys. zł (dziś do 500 zł), a w przypadku zbiegu wykroczeń do 6 tys. zł (obecnie do 1 tys. zł).
Ale to nie wszystko. Szczególnie ostro rząd chce traktować odmowę wskazania kierującego przez właściciela pojazdu w przypadku zdarzeń zarejestrowanych przez fotoradary. Dziś, by nałożyć karę na kierującego, Inspekcja Transportu Drogowego wysyła najpierw do posiadacza pojazdu pismo z pytaniem, kto w danym miejscu i czasie siedział za kierownicą. Jednak wielu adresatów odmawia odpowiedzi, narażając się na mandat za niewskazanie kierującego z art. 96 par. 3 kodeksu wykroczeń – bo dzięki temu unikają nałożenia punktów karnych za przekroczenie prędkości czy przejazd na czerwonym świetle. Najpewniej dlatego (w uzasadnieniu rządowego projektu nie ma słowa na temat motywów) zaproponowano, by w przypadku wykroczenia z art. 96 par. 3 mandat mógł wynieść już nie 500 zł jak obecnie, lecz aż 8 tys. zł.
Reklama
– Jak można oddzielnie ustalać wysokość grzywny tylko dla jednego wykroczenia? W dodatku za wykroczenie o charakterze formalnym? – dziwi się prof. Ryszard Stefański z Uczelni Łazarskiego, jeden z największych autorytetów wśród prawników zajmujących się prawem drogowym. – Rozumiem, że projektodawca chce przestraszyć kierowców, ale jeśli za takie wykroczenia organ będzie nakładać po kilka tysięcy złotych kary, to nikt tych mandatów nie będzie chciał przyjmować. I słusznie, bo podejrzewam, że sądy nie dadzą się zwariować i będą wymierzały niższe kary niż nakładane w postępowaniu mandatowym – dodaje ekspert.
Zmienią się też dolne granice sankcji za niektóre z wykroczeń. I tak np. w przypadku spowodowania zagrożenia w ruchu drogowym, którego efektem będzie uszkodzenia mienia lub uszkodzenia ciała wymagające leczenia nie dłuższego niż siedem dni, minimalna grzywna wzrośnie do 1,5 tys. zł. A jeśli sprawca jechał po użyciu alkoholu lub podobnie działającego środka (albo wcześniej miał już na koncie inne wykroczenia), grzywna wyniesie co najmniej 3 tys. zł.

Reklama
Minimalna grzywna w wysokości 1,5 tys. zł będzie też grozić za nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu, niezatrzymanie pojazdu, by umożliwić przejście osobie niepełnosprawnej, a także za wyprzedzanie na przejściu dla pieszych, omijanie pojazdu, który przepuszcza osoby na pasach czy jazdę po chodniku. I znów w przypadku recydywistów najniższa kara będzie zwiększona dwukrotnie.
Podniesione zostaną grzywny za jazdę po użyciu alkoholu (od 0,2 do 0,5 promila). Prowadzenie pojazdu w takim stanie skończy się karą nie niższą niż 2,5 tys. zł, a w przypadku jazdy np. rowerem – 1 tys. zł.
Wzrosną też kary za przekroczenie prędkości o ponad 30 km/h ponad obowiązujący limit (minimum 1,5 tys. zł i 3 tys. zł w przypadku recydywy). Z tym, że projekt przewiduje jednakową sankcję niezależnie od tego, czy kierowca jechał drogą wśród domów, czy przez pustkowie.
– A przecież waga tych dwóch naruszeń jest nieporównywalna. Oczywiste jest, że o wiele większe zagrożenie dla bezpieczeństwa stwarza przekroczenie o 30 km/h w obszarze zabudowanym niż poza nim. I ustawodawca, konstruując sankcje, powinien mieć to na uwadze – zwraca uwagę prof. Ryszard Stefański. – Choć w projekcie są rozwiązania idące w dobrym kierunku, takie jak umożliwienie kalkulacji wysokości ubezpieczenia z uwzględnieniem liczby popełnionych wykroczeń, to cały projekt jest nastawiony na represje. Bez zachowania żadnej spójności. Samo podniesienie grzywien, choć konieczne, przyniesie tylko krótkotrwałą poprawę bezpieczeństwa. Zmiana prawa jest łatwa, bo niewiele kosztuje, w przeciwieństwie do zwiększenia liczby kontroli drogowych, które wymagają nakładów. Mam wrażenie jednak, że tu nie chodzi o to, by zwalczyć plagę, tylko żeby wyborcy byli zadowoleni z tego, że władza pokazuje surowe oblicze – komentuje ekspert.
Wbrew wcześniejszym zapowiedziom co do kształtu nowych przepisów sąd, rozpoznając sprawę dotyczącą wypadku ze skutkiem śmiertelnym, którego sprawca był w stanie nietrzeźwości lub odurzony narkotykami, nie będzie przyznawał renty bliskim ofiary. Zamiast tego prokurator albo przedstawiciel organizacji społecznej będzie zobowiązany, aby jeszcze przed zakończeniem przewodu w sprawie karnej wystąpić do sądu o przekazanie odpisu wyroku sądowi cywilnemu wraz z żądaniem wszczęcia postępowania o przyznanie renty. Ten quasi-pozew będzie musiał trafić do sądu właściwego dla miejsca zamieszkania osoby uprawnionej w ciągu 48 godzin od ogłoszenia wyroku. Przy czym sąd będzie mógł zobowiązać sprawcę do wypłaty renty każdemu z uprawnionych, czyli osób pozostających na utrzymaniu ofiary lub takich, którym płaciła ona alimenty.
Według projektu sprawy takie – po przekazaniu do sądu cywilnego – będą się toczyć według przepisów nowego działu IIIA kodeksu postępowania cywilnego. Ureguluje on postępowanie o przyznanie renty w przypadku śmierci spowodowanej przestępstwem umyślnym.
Udział prokuratora w tym postępowaniu będzie obowiązkowy. Co więcej, w ciągu 14 dni od jego wszczęcia sąd z automatu będzie wydawał postanowienie o zabezpieczeniu w formie miesięcznego świadczenia w wysokości połowy najniższej emerytury lub renty. Termin, na którym sąd ma rozpoznać żądanie główne, ma być wyznaczany nie później niż miesiąc od zakończenia posiedzenia przygotowawczego lub gdy nie zostanie ono wyznaczone – w ciągu pół roku od wniesienia odpowiedzi na pozew.
Projekt zakłada, że zasądzona renta nie będzie się wliczała do dochodu (a więc nie podniesie zobowiązań podatkowych) ani też nie będzie uwzględniana przy przyznawaniu innych świadczeń.
Jednak nie znaczy to wcale, że nowe rozwiązanie będzie korzystne dla pokrzywdzonych. – Jeśli sprawcą wypadku będzie osoba majętna, wówczas bliscy ofiary będą mieli szansę na wyegzekwowanie zasądzonej kwoty. Jednak w sytuacji, gdy sprawca będzie niewypłacalny lub trafi do zakładu karnego, wówczas może się okazać, że pokrzywdzeni będą mieli trudność z realizacją wyroku zasądzającego rentę – mówi mec. Aniela Łebek, adwokat z kancelarii A. Łebek i Wspólnicy.
Może więc dojść do zróżnicowania sytuacji prawnej osób, które utraciły bliskich w wypadkach komunikacyjnych, ze względów od nich zupełnie niezależnych. – Jeśli sąd zobowiąże sprawcę do wypłaty renty, wówczas nie będzie można później dochodzić tego świadczenia od jego ubezpieczyciela albo – gdy nie miał polisy – od Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego. Z punktu widzenia sprawiedliwościowego czy też prewencyjnego nałożenie na sprawcę obowiązku wypłaty renty ma swoje uzasadnienie. Ale patrząc z perspektywy pokrzywdzonych, o wiele lepsza byłaby sytuacja, w której rentę wypłacałby ubezpieczyciel i następnie dochodził regresowo zwrotu tych pieniędzy od sprawcy – dodaje mec. Łebek.

23 540 – liczba wypadków drogowych w 2020 roku

2 491 – liczba ofiar śmiertelnych w 2020 roku

26 463 – liczba rannych w wypadkach w 2020 roku

Etap legislacyjny
Projekt przed I czytaniem w Sejmie