Ministerialny projekt ustawy o jawności życia publicznego rozmija się z oczekiwaniami organizacji pozarządowych.
Każdy Polak może zostać sygnalistą. Jeśli tylko pracuje lub prowadzi własną firmę. Pracownik, zleceniobiorca, konsultant, wolontariusz, funkcjonariusz, żołnierz, przedsiębiorca... Projekt ustawy o jawności życia publicznego pozwala nadać taki status osobie, która współpracuje z wymiarem sprawiedliwości, informując o możliwości popełnienia przestępstwa przez podmiot, z którym łączy ją umowa o pracę, cywilnoprawna (np. zlecenie czy dzieło) albo stosunek służby. Gdy prokurator przyzna statut, włącza się ochrona przed negatywnymi skutkami tej kooperacji. Wszystko po to, by przeciwdziałać korupcji i oszustwom gospodarczym (w tym finansowym i ubezpieczeniowym). Cel szczytny. A jakie będą konsekwencje?
Pytania są zasadne, bo skala namawiania do pomocy różnym służbom (np. ABW, CBA, policji) zatacza coraz szersze kręgi. Jako zachęta ma posłużyć obowiązujące od 1 stycznia zwolnienie z podatku dochodowego wynagrodzenia wypłacanego informatorom i świadkom z funduszu operacyjnego służb (DGP z 8 stycznia 2018 r.). Ale nie tylko o prawo chodzi. Również o akcje – jak pomysł szefa służby cywilnej. Dobrosław Dowiat-Urbański chce, by członkowie korpusu tej służby regularnie wypełniali ankiety, w których napiszą, co robią ich koledzy i szefowie w godzinach pracy. W imię poznania skali nieprawidłowości i niepożądanych zachowań wśród urzędników oraz przeciwdziałania im. W imię kultury uczciwości (DGP z 3 stycznia 2018 r.).