Tomasz G., będąc w trakcie rozwodu z Anastazją G., złożył wniosek o podział majątku wspólnego. W jego skład wchodziła zabudowana nieruchomość w Pustkowie, udział w wieczystym użytkowaniu nieruchomości znajdującej się w Koszalinie oraz spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu użytkowego w Szczecinie.

Tomasz G. chciał zatrzymać nieruchomość w Pustkowie. Jednak żona zażądała jej podziału. Największy spór dotyczył zaś lokalu użytkowego w Koszalinie. Żadne z nich nie chciało go wziąć.

Sąd rejonowy oszacował, że jest on wart 350 tys. zł. Wydał postanowienie częściowe rozstrzygające losy tylko pawilonu w Koszalinie, który przyznał Tomaszowi G., i udziału w użytkowaniu wieczystym, które przypadło Anastazji G.

Na jej rzecz zasądził również kwotę w wysokości 170 tys. zł, czyli spłatę połowy wartości za przydzielony mężowi lokal. Sąd wskazał, że ma świadomość tego, że Tomasz G. nie chciał lokalu, jednak to on go wykorzystywał na prowadzenie działalności gospodarczej i to on jest operatywny, zaś Anastazja G. poważnie chora.

Sąd drugiej instancji oddalił apelację. Podzielił w większości stanowisko sądu rejonowego, dodatkowo zwracając uwagę, że przez pewien czas mężczyzna utrzymywał, że chce dostać pawilon.

Sprawa trafiła do Sądu Najwyższego. Na rozprawie pełnomocnik Tomasza G. przekonywała, że zarówno w doktrynie, jak i orzecznictwie utrzymuje się ugruntowany pogląd, że sąd nie może narzucić nikomu prawa własności wbrew jego woli.

– Jeżeli nikt ze współwłaścicieli nie chce nieruchomości, to sąd powinien zarządzić sprzedaż licytacyjną – dowodziła adwokat Katarzyna Szczepaniak.

Jej zdaniem sąd nie jest nawet uprawniony do tego, by badać, dlaczego dana osoba nie chce wziąć nieruchomości. Decyzja ta jest bowiem wyłącznym prawem współwłaściciela.

Sąd Najwyższy uchylił postanowienie i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania. Wyjaśnił, że w postępowaniu o podział majątku wspólnego małżonków stosuje się przepisy o zniesieniu współwłasności gospodarstwa rolnego.

W myśl zaś art. 214 kodeksu cywilnego w razie braku zgody współwłaścicieli sąd przyznaje lokal temu, który w nim pracuje, chyba że interes społeczno-gospodarczy przemawia za wyborem innego współwłaściciela. Na wniosek zaś wszystkich współwłaścicieli bądź gdy żadne z nich nie zgodzi się na wzięcie lokalu, sąd zarządza jego sprzedaż.

– Nie może więc narzucać współwłaścicielowi przyjęcia na własność nieruchomości, której nie chce – podsumował sędzia Władysław Pawlak.

Postanowienie SN z 14 listopada 2012 r., sygn. akt II CSK 187/12.