Taka pogoda to dla samorządów dodatkowa praca i wydatki. Nie czują się jednak one bezradne. Problem mają tylko ci, którzy nie zbudowali wodociągów lub pobierają wodę z płytkich, podatnych na suszę źródeł
ikona lupy />
Krzysztof Dąbrowski dyrektor wydziału bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego w Mazowieckim Urzędzie Wojewódzkim / Dziennik Gazeta Prawna
– Większość mieszkańców kraju nie powinna mieć problemów z dostępem do wody – uważa Tadeusz Rzepecki, przewodniczący rady Izby Gospodarczej Wodociągi Polskie. – Mimo że w kraju mamy mało wody. Jaka jest tego przyczyna? Otóż budowane kilkadziesiąt lat temu ujęcia i magistrale wodociągowe są w stosunku do dzisiejszych potrzeb przewymiarowane. Po prostu oszczędne pralki, zmywarki czy spłuczki zużywają mniej wody niż kiedyś. A to znaczy, że jeżeli nawet wodociągi nie będą pracowały pełną mocą, wody dla mieszkańców wystarczy.
W gorszej sytuacji są tylko niewielkie wodociągi w małych gminach, zwłaszcza te, które pobierają wodę z płytkich ujęć podziemnych lub niewielkich cieków. W takich wody może zabraknąć. I biorąc pod uwagę choćby doniesienia medialne – brakuje. Co zrobić, żeby do tego nie dochodziło? – Gminy, które znajdują się w sąsiedztwie dużych miejskich wodociągów, powinny budować połączenia awaryjne, którymi właśnie w takiej sytuacji, z jaką mamy obecnie do czynienia, może popłynąć woda z zasobniejszego w wodę źródła – dodaje Tadeusz Rzepecki. A poza tym trzeba budować zbiorniki retencyjne wody uzdatnionej.
Podlewać czy oszczędzać
– Rośliny też potrzebują wody – mówi Tadeusz Rzepecki. – Jeśli w rurach jest słabe ciśnienie, lepiej robić to późnym wieczorem, kiedy zużycie się zmniejsza i ciśnienie wzrasta. Ale ekspert przestrzega przed np. naprzemiennym wyłączaniem dostaw wody do poszczególnych miejscowości. – Wówczas w rurach znajdzie się powietrze, a to przyspiesza korozję, a przy skokach ciśnienia dodatkowo łatwiej o awarię.
– W powiecie nie ma żadnych sygnałów o braku wody – mówi starosta bocheński Ludwik Węgrzyn. – Co prawda poziom w Rabie jest dosyć niski, ale nie wpływa to w negatywny sposób na mieszkańców. Ostatnio nawet trochę popadało, chociaż nie tyle, żeby przywrócić zadowalający stan roślinności. Napoje są w ciągłej sprzedaży i ich nie brakuje. Na terenie powiatu jest prowadzona akcja informacyjna. Należy oszczędzać wodę i energię, której pobór w ostatnim czasie się zwiększa, z uwagi na intensywne zapotrzebowanie na urządzenia chłodzące czy wentylatory.
Więcej pomp
Teren gminy Terespol jest jednym z pięciu rejonów w Polsce najbardziej dotkniętych upałami. Jest także sucho. – Mimo wszystko nie mamy większych kłopotów, gdyż świetnie nam służą jurajskie studnie głębinowe, do których podłączony jest lokalny wodociąg – mówi wójt Terespola Krzysztof Iwaniuk. – W ostatnich dniach byliśmy jedynie zmuszeni zmodyfikować i przystosować przyłącza do o wiele większego zużycia wody. Pobór wody na terenie gminy zwiększył się aż dwukrotnie z uwagi na konieczność nawadniania pól i sadów. Postawiono dodatkowe pompy, gdyż przy tak dużym zużyciu na niektórych obszarach nie było odpowiedniego ciśnienia. Wodociągi pokrywają całą powierzchnię gminy Terespol i wody mieszkańcom nie trzeba dowozić. Jak wszędzie, na upałach cierpią najbardziej producenci rolni, ale na tym terenie jest ich stosunkowo niewielu. Jak mówi wójt, jego rolnicy w każdej chwili mogą liczyć na pomoc doraźną. Włodarza martwi raczej ewentualna reglamentacja energii elektrycznej.
Dowóz kosztuje
Stanisław Longawa, wójt gminy Kłodzko, twierdzi, że problem suszy jest pod kontrolą, mimo naprawdę niskiego poziomu wód gruntowych i zwiększonego poboru wody. – W obrębie Kłodzka są nowoczesne ujęcia, które zapewniają podłączonym do sieci mieszkańcom praktycznie nieprzerwany i nieograniczony dostęp do wody. Jeśli chodzi o tych niekorzystających ze zbiorowego zaopatrzenia z uwagi na własne studnie, w przeważającej liczbie wyschnięte, gmina stara się zapewnić dostęp. To jednak odbywa się za odpłatnością. Najczęściej wiąże się z przyłączeniem do wodociągu. Tym, którzy czerpią wodę z wodociągu i mają sucho w kranach, gmina zapewnia ją zgodnie z umowami, bez dodatkowej odpłatności. Longawa przypomina, że gmina Kłodzko jest gminą wiejską i nie we wszystkich miejscowościach są wodociągi. – Tam, gdzie są sygnały o suszy, staramy się dowozić wodę w wyznaczone miejsca. Ludzie z okolicy mogą pobrać ją bezpłatnie. Jeśli natomiast oczekują, by woda została im dostarczona do domu, muszą się liczyć z kosztem transportu i robocizny. Obecnie dowozimy wodę do miejscowości Wilcza. Wójt przewiduje, że w ciągu roku właśnie w tych okolicach powstanie wodociąg. Inwestycja jest w fazie projektu.
Z własnych magazynów
– W razie kryzysowej sytuacji dowozimy wodę, ale tylko bytową, nie pitną. To jednak zdarza się rzadko. Znacznie częściej zajmują się tym ochotnicze straże pożarne wyposażone w odpowiednie pojazdy – mówi Paweł Frątczak, rzecznik prasowy komendanta głównego Państwowej Straży Pożarnej. Zwraca przy tym uwagę, że z upałami i suszą związane są i inne zjawiska. Zdarza się, że w razie wyłączeń prądu straż służy agregatem, gdy chory w domu potrzebuje prądu do wspomagającej funkcje życiowe aparatury medycznej.
Choć i w tym przypadku większe pole do popisu pozostaje gminom, a zwłaszcza gminnym ośrodkom pomocy społecznej, które w kryzysowych sytuacjach powinny takie osoby przewozić do szpitali albo ewentualnie pożyczyć im agregat z własnych zasobów. Agregaty, plandeki i folie do nakrywania domów, którym wichura zerwała dachy, worki do napełniania piaskiem w razie powodzi i masa innego niezbędnego sprzętu powinna się znajdować w magazynach obrony cywilnej, które gminy mają obowiązek posiadać. – Ale jeśli są duże zniszczenia, to zdajemy sobie sprawę z tego, że zapasów w gminnych magazynach może nie wystarczyć – wyjaśnia Paweł Frątczak. – Dlatego mamy własne zapasy i w takie miejsca od razu z nimi przyjeżdżamy. To pozwala przyspieszyć akcję i ograniczyć zniszczenia.
Mała retencja leży
– W kraju nie mamy dobrego systemu retencjonowania wody, a zbiorników zapasowych jest bardzo mało – mówi Edward Trojanowski ze Związku Gmin Wiejskich. – Czas pomyśleć o tym, czy nie powrócić do dawnej idei tam piętrzących. Co prawda z punktu widzenia ekologii sztuczne podnoszenie poziomu wód szkodzi ekosystemom, jednak słodka woda jest ludziom niezbędna i trzeba ją gromadzić – tłumaczy Trojanowski.
Najwyższa Izba Kontroli przed kilkoma dniami opublikowała raport, z którego wynika, że wręcz fatalnie jest z tzw. małą retencją. Badanie NIK obejmowało dwa południowe województwa – małopolskie i śląskie – ale w innych rejonach kraju też nie jest dobrze. W sprawdzanych województwach program małej retencji istnieje, ale przede wszystkim na papierze, i to tylko częściowo. Samorządy Śląska i Małopolski nie wiedziały, jakie dokładnie obszary na ich terenie są zagrożone powodzią i suszą. W dodatku ich programy małej retencji od lat były nieaktualne, a realizacja opóźniona. Jak wynika z danych na dzień zakończenia kontroli:
● po dziesięciu latach realizacji programu małej retencji w Małopolsce 62 zadań w ogóle nie podjęto (tylko jedno zadanie było w trakcie realizacji, a sześć przygotowywano do wykonania),
● z kolei w województwie śląskim, po prawie sześciu latach realizacji programu małej retencji, nie zrealizowano 78 z 95 zaplanowanych zadań inwestycyjnych i remontowych (z uwagi na tempo prac nic nie wskazuje, że zostaną one zakończone do końca 2015 r.).
Zaledwie 5 proc. gmin budowało, a 6 proc. modernizowało obiekty małej retencji (np. stawy, oczka wodne, spiętrzenia cieków wodnych). Spośród tych, które nic w tym zakresie nie robiły, ponad połowa nie widziała takiej potrzeby, a prawie jedna czwarta nie miała na to pieniędzy. Samorządy nie popularyzowały też problematyki małej retencji wśród rolników i właścicieli terenów, na których można przeprowadzić takie inwestycje.
Alarmujące dane
Tymczasem według Katedry Hydrologii i Gospodarki Wodnej Uniwersytetu Łódzkiego zasoby wodne w okresie suchym wynoszą tylko ok. 250 m sześc. na rok na osobę. Dlatego niezbędne jest retencjonowanie wody i ciągły monitoring stanu ilościowego i jakościowego jej zasobów. Na trzech czwartych obszaru Polski pojawiają się okresowo deficyty wody, przy czym najczęściej i w największym stopniu dotykają one terenów Wielkopolski i Mazowsza. Biorąc pod uwagę kierunek zmian klimatycznych, stan ten może się pogorszyć jeszcze bardziej – uważają eksperci z UŁ. ©?
PYTANIA DO EKSPERTA
Rozmowa z Krzysztofem Dąbrowskim, dyrektorem wydziału bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego w Mazowieckim Urzędzie Wojewódzkim
Upały się kończą, ale z suszą trzeba się będzie zmagać dłużej. Jak mają sobie radzić samorządy z problemami, które niosą te zjawiska?
Na szczęście zdecydowana większość gmin w naszym województwie, a także w Polsce, dysponuje siecią wodociągową. To znacznie redukuje podatność na ograniczenia w zaopatrzeniu w wodę. Obecnie w naszym województwie największe problemy z wodą mamy w gminach Przyłęk, Zakroczym i Pomiechówek.
Z niespotykaną od lat suszą borykają się zaś rolnicy. Najgorzej jest w północno-zachodniej części województwa.
Wiąże się to z poważnymi stratami i koniecznością ich szacowania...
Tak, to wójtowie występują do wojewody o powoływanie komisji szacujących straty w gospodarstwach. Na podstawie protokołów szacowania strat rolnicy będą mogli ubiegać się np. o zwolnienie z podatku rolnego czy o preferencyjne kredyty.
Susza, jak się okazało, to także problemy energetyczne. Jakie są zadania gmin w tym zakresie?
Powinny wiedzieć, jakie obiekty na ich terenie muszą mieć zapewnioną ciągłość działania, i reagować, gdyby dostawca energii chciał ograniczyć dostawy np. do pomp wodnych czy innych zakładów niezbędnych do funkcjonowania gminy. Gminne ośrodki pomocy społecznej powinny mieć też listę chorych, którzy nie dadzą sobie rady bez prądu, i pomagać im. W pierwszej kolejności będzie to wsparcie agregatem prądotwórczym z zasobów straży pożarnej, a w trudniejszych przypadkach przewiezienie do szpitala.
A czy proponujecie państwo gminom także działania miękkie, nieograniczające się do tych określonych przepisami?
Tak. Apelujemy do wójtów, burmistrzów, prezydentów miast i starostów o to, by w urzędach w upały woda do picia była dostępna nie tylko dla pracowników, lecz także dla klientów, i stopniowo staje się to standardem. Żeby znalazło się tam klimatyzowane pomieszczenie, w którym mogą znaleźć ochłodę osoby źle znoszące upały. Zachęcamy, by stawiano, przede wszystkim w centrach miast, kurtyny wodne. Bardzo ważna jest też kwestia informowania mieszkańców, jak powinni się przygotować i postępować w obliczu zagrożeń. Na przykład ludzie powinni być przygotowani na spędzenie dwóch dni bez prądu, gdyż służby mogą nie być w stanie naprawić od razu wszystkich zerwanych linii po silnej wichurze na rozległym terenie. W takiej sytuacji warto mieć zapas żywności na jeden-dwa dni, ponieważ może być problem z dotarciem do sklepów lub ich zaopatrzeniem.
Skąd samorządy mają brać pieniądze na te wszystkie, kosztowne przecież, działania? A i uzupełnienie sprzętu po niebezpiecznym zdarzeniu też przecież wymaga nakładów.
Sprawy z zakresu porządku publicznego, bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego należą do zadań własnych samorządu gminnego i powiatowego. Samorządy muszą obowiązkowo przewidzieć rezerwę na zarządzanie kryzysowe w wysokości 0,5 proc. budżetu. I jeśli np. wichura uszkodzi kilka dachów, to dzięki tym środkom gmina powinna poradzić sobie we własnym zakresie.
Gdy zniszczenia są bardzo duże i koszty przytłaczają gminy, to mogą one zwrócić się za pośrednictwem wojewodów o dofinansowanie zasiłków dla poszkodowanych mieszkańców środkami z rezerwy budżetu państwa na przeciwdziałanie i usuwanie skutków zdarzeń noszących znamiona klęsk żywiołowych. Od kilku lat wielkość tej rezerwy oscyluje wokół miliarda złotych. Z tej samej rezerwy, którą zarządza minister właściwy do spraw administracji, samorządy mogą liczyć na wsparcie, gdy zniszczeniu ulegną np. gminne budynki, drogi, mosty czy wodociągi. Jeżeli suma strat w danym samorządzie przekracza 5 proc. dochodów własnych jednostki, może on wystąpić o wsparcie za pośrednictwem właściwego wojewody. Wynosi ono do 80 proc. wartości inwestycji. Jeżeli zaś są to zdarzenia wielkich rozmiarów, Rada Ministrów wydaje rozporządzenie w sprawie gmin poszkodowanych w wyniku działania żywiołu, w których stosuje się szczególne zasady odbudowy, remontów i rozbiórek obiektów budowlanych. Na jego podstawie można pozyskać z budżetu państwa nawet 100 proc. nakładów na odtworzenie infrastruktury komunalnej.
Czy działania przeciwdziałające kryzysom są dobrze wykonywane przez wszystkie gminy?
To jest ich obowiązek. Najtrudniejszym momentem bywa przełom kadencji, ale w miarę jak włodarze i radni nabierają doświadczenia, jest coraz lepiej. Są gminy, które w swoich magazynach obrony cywilnej zgromadziły i sprzęt przeciwpowodziowy, i plandeki czy folie, i niezbędne narzędzia. Jednak są i takie, w których takiego sprzętu jest obiektywnie zbyt mało. Każda gmina ma taki magazyn. Ale jak dobrze wyposażony i uzupełniany – wszystko zależy od ludzi. Podobnie jak to, czy nie oszczędzają nadmiernie na wyposażeniu ochotniczych straży pożarnych. Ważna jest też współpraca między gminami, ponieważ często się zdarza, że w razie problemów pożyczają sobie wzajemnie potrzebne zasoby.
A jeśli ich nie starcza?
Powiaty również posiadają swoje magazyny i one wspierają w pierwszej kolejności działania samorządów gminnych, a dopiero później włączane jest województwo. I tu właśnie zdarza się sporo nieporozumień. Często gminy pomijają szczebel powiatowy i od razu udają się po pomoc do wojewody. A w sytuacjach kryzysowych szczególnie ważne jest działanie uporządkowane prawnie.
Trzeba dodać, że starostowie prowadzą powiatowe centra zarządzania kryzysowego, których rolą jest całodobowy monitoring sytuacji na terenie gmin i udzielanie im wsparcia, kiedy gminne siły i środki oraz zasoby specjalistycznej wiedzy okazują się niewystarczające. To właśnie z poziomu starosty służby wojewody dowiadują się o bieżącej sytuacji i realnych potrzebach na szczeblu lokalnym.