statystyki

Wątpliwości w sprawie uprawnień aplikantów. Petycja w Sejmie

autor: Anna Krzyżanowska08.12.2016, 07:46; Aktualizacja: 08.12.2016, 08:33
W ocenie instytutu konsekwencje niezdania egzaminu adwokackiego lub radcowskiego nie powinny być aż tak dotkliwe.

W ocenie instytutu konsekwencje niezdania egzaminu adwokackiego lub radcowskiego nie powinny być aż tak dotkliwe.źródło: Materiały Prasowe
autor zdjęcia: bpr.sejm.gov.pl/Krzysztof Białoskórski

Przez rok od daty zakończenia aplikacji wskazanej w zaświadczeniu o odbyciu szkolenia młody prawnik może zastępować adwokata przed sądami (z wyjątkiem m.in. Sądu Najwyższego i NSA), organami ścigania czy urzędami państwowymi. Mówi o tym art. 77 prawa o adwokaturze (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 615 ze zm.). Tożsama zasada obowiązuje w odniesieniu do aplikantów radcowskich. Dzięki niej osoby, które nie miały szczęścia podczas egzaminu zawodowego, mogą dalej praktykować. Pytanie jednak, czy roczny okres zachowywania uprawnień aplikanckich jest wystarczający. Instytut Thomasa Jeffersona ma wątpliwości.

„Po upływie roku od zakończenia aplikacji i pomimo posiadania sporego doświadczenia w zawodzie prawnika (najczęściej jest to już ok. 4–5 lat) byli aplikanci zostają zrównani w prawach do reprezentacji innych osób przed sądami, z osobami, które nigdy nie odbyły aplikacji” – zwraca uwagę fundacja w swojej petycji wniesionej do Sejmu.

W ocenie instytutu konsekwencje niezdania egzaminu adwokackiego lub radcowskiego nie powinny być aż tak dotkliwe. Zwłaszcza że ponoszą je także osoby, które do egzaminu zaraz po zakończeniu nauki w ogóle nie podeszły, co często ma miejsce np. w przypadku kobiet wychowujących małe dziecko. W dodatku, jak przypomina instytut, obecnie zakreślone terminy skutkują tym, że prawnik, który za drugim podejściem zda, przez kilka miesięcy i tak nie ma uprawnień niezbędnych do pracy.

Dlatego fundacja wnioskuje o zmianę przepisów i wydłużenie okresu posiadania uprawnień aplikanckich do trzech lat od zakończenia nauki. „Dopiero niezdanie lub nieprzystąpienie do trzech kolejnych egzaminów powinno powodować ich utratę” – przekonują autorzy petycji.


Pozostało jeszcze 44% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (14)

  • TvKB(2016-12-08 11:37) Zgłoś naruszenie 815

    Aplikacja ? Co za dylematy! Niech się zapytają posłowie, czy uchwalają różne ustawy, jedne dla aplikantów i ich patronów (adwokatów i radców prawnych), a inne dla magistrów prawa bez aplikacji, a inne dla pozostałych obywateli. Jeśli temu zaprzeczą, to niech się zapytają, czy magistrowie prawa bez aplikacji, którym uniwersytety poświadczyły znajomość obowiązującego prawa w wystarczającym stopniu i w imieniu państwa nadały im tytuł zawodowy magistra prawa nie powinni również korzystać z prawa postulacji we wszystich sądach RP. Jedyną różnicą powinno być, żeby każdy z nich działał pod swoim tytułem zawodowym (magister prawa, aplikant, adwokat, radca prawny) i każdy musiałby posiadać obowiązkowe ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej (OC) oraz być ustawowo zobowiązanym do dotrzymania tajemnicy adwokackiej. Ponadto można by wprowadzić specjalizacje w różnych dziedzinach prawa, aby zasygnalizować klientom, że taki specjalista z danej dziedziny prawa, w której posiada doktorat (niepodważalne kryterium) i kilkuletnią praktykę zawodową, oferuje większe prawdopodobieństwo optymalnej obsługi klienta w danej dziedzinie prawa, niż jego kolega bez takiej specjalizacji. Ceny rynkowe za usługi specjalisty kształtowały by się na wyższym poziomie, bo liczba usługodawców – doktorów prawa w danej dziedzinie (oferta rynkowa) byłaby mniejsza, a popyt na nią z pewnościa większy. Rynek wówczas wymusiłby na każdym prawniku konieczność nieustannego dokształcania się, tak aby nie wypaść z zawodu z uwagi na brak kientów (popytu). Wówczas różnice między magistrami prawa a doktorami lub profesorami prawa przekładałyby się zgodnie z zasadami gospodarki rynkowej na różnice w dochodach i w sukcesie zawodowym i skończyłoby się biadolenie, że korzystają z oligopolu jak żadna inna grupa zawodowa, że państwo ich faworyzuje w przeciwieństwie do innych zawodów, że jest ich za dużo, że stawki są za niskie i że za mało zarabiają, etc. Rozwiązanie jest proste, wymaga tylko większości sejmowej i jej determinacji do rozwiązania tego problemu zgodnie z zasadami socjalnej gospodarki ryknowej, wymyślonej przez Prof. Alfreda Müller-Armack, a wprowadzonej w życie przez Prof. Ludwiga Erhard, oboje w rządzie Konrada Adenauera.

    Pokaż odpowiedzi (3)Odpowiedz
  • pytanie(2016-12-08 14:26) Zgłoś naruszenie 810

    A kiedy obiecane uwolnienie usług prawnych? Kiedy dostęp magistrów do sądów?

    Pokaż odpowiedzi (2)Odpowiedz
  • TvKB(2016-12-08 15:47) Zgłoś naruszenie 57

    Argumenty praktyki i lekarza przytaczane przez krytyków mojej tezy uważam za nieadekwatne, ponieważ prawo to system ustaw, których znajomość i stosowanie uczy się podczas studium prawa i zbędna jest ich powtórka podczas aplikacji. Prawnicy nie są lekarzami, to odrębne zawody, których nie należy ze sobą porównywać. Jak w moim poście powyżej wskazałem, kllienci mieliby wolny wybór odnośnie kwalifikacji prawnika, gdyż każdy z nich działałby pod swoim tytułem zawodowym, a ponadto każdy z nich byłby ustawowo zobowiązany do ubezpieczenia się od OC.

    Pokaż odpowiedzi (4)Odpowiedz
  • Aleks(2016-12-08 11:11) Zgłoś naruszenie 31

    I co wazne: EGZAMIN JEST TYLKO RAZ W ROKU !!!

    Odpowiedz
  • Kierownik robót elektrycznych(2016-12-16 20:29) Zgłoś naruszenie 00

    Jeszcze gorzej w budownictwie Od 1966 roku razy około 2 miliony http://orzeczenia.nsa.gov.pl/doc/29331261B9

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane