Przez rok od daty zakończenia aplikacji wskazanej w zaświadczeniu o odbyciu szkolenia młody prawnik może zastępować adwokata przed sądami (z wyjątkiem m.in. Sądu Najwyższego i NSA), organami ścigania czy urzędami państwowymi. Mówi o tym art. 77 prawa o adwokaturze (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 615 ze zm.). Tożsama zasada obowiązuje w odniesieniu do aplikantów radcowskich. Dzięki niej osoby, które nie miały szczęścia podczas egzaminu zawodowego, mogą dalej praktykować. Pytanie jednak, czy roczny okres zachowywania uprawnień aplikanckich jest wystarczający. Instytut Thomasa Jeffersona ma wątpliwości.
„Po upływie roku od zakończenia aplikacji i pomimo posiadania sporego doświadczenia w zawodzie prawnika (najczęściej jest to już ok. 4–5 lat) byli aplikanci zostają zrównani w prawach do reprezentacji innych osób przed sądami, z osobami, które nigdy nie odbyły aplikacji” – zwraca uwagę fundacja w swojej petycji wniesionej do Sejmu.
W ocenie instytutu konsekwencje niezdania egzaminu adwokackiego lub radcowskiego nie powinny być aż tak dotkliwe. Zwłaszcza że ponoszą je także osoby, które do egzaminu zaraz po zakończeniu nauki w ogóle nie podeszły, co często ma miejsce np. w przypadku kobiet wychowujących małe dziecko. W dodatku, jak przypomina instytut, obecnie zakreślone terminy skutkują tym, że prawnik, który za drugim podejściem zda, przez kilka miesięcy i tak nie ma uprawnień niezbędnych do pracy.
Reklama
Dlatego fundacja wnioskuje o zmianę przepisów i wydłużenie okresu posiadania uprawnień aplikanckich do trzech lat od zakończenia nauki. „Dopiero niezdanie lub nieprzystąpienie do trzech kolejnych egzaminów powinno powodować ich utratę” – przekonują autorzy petycji.
Ta argumentacja nie całkiem jednak przekonuje przedstawicieli samorządów prawniczych.
– Rozumiem, że każdemu może powinąć się noga. Jeśli jednak zmieniać przepisy, to raczej te dotyczące czasu trwania aplikacji, bo skracanie go, jak widać z petycji, wcale nie przysłużyło się aplikantom. Nie jest jednak właściwe wydłużanie okresu zawieszenia, gdy aplikant już nie uczestniczy w programie szkoleń, a jeszcze nie jest adwokatem – wskazuje Rafał Dębowski, sekretarz Naczelnej Rady Adwokackiej. W jego ocenie ewentualne decydowanie o tym, że ktoś powinien cieszyć się dłużej uprawnieniami aplikanta, powinno leżeć w gestii samorządu. Bo to on potrafi ocenić, czy niezdanie egzaminu adwokackiego było kwestią przypadku, czy też dana osoba po prostu nie nadaje się na członka palestry.
Mecenas Dębowski krytycznie podchodzi też do kolejnego pomysłu Instytutu Thomasa Jeffersona. Ten w swej petycji wnioskuje, aby w razie częściowej porażki podczas pięcioetapowego egzaminu zawodowego móc poprawiać tylko ten jego fragment, z którego otrzymało się ocenę negatywną i tylko za tę część ponosić koszty.
– To byłoby tak naprawdę usankcjonowanie możliwości zdawania egzaminu zawodowego na raty. Nie ma to jakiekolwiek uzasadnienia. Egzamin ma sprawdzać całość wiedzy aplikanta w chwili zdawania – uważa mec. Dębowski.