Wiele osób uważa to za dobry ruch. Koniec z odbieraniem listów w sklepach rybnych, koniec z dostarczaniem ich przez przypadkowe osoby. Czas przywrócić normalność. Listonosz to urzędnik państwowy, do którego można mieć zaufanie, a placówka Poczty Polskiej to w zasadzie urząd.

Nie umniejszając nic Poczcie Polskiej, nie mogę zgodzić się z takim podejściem. Przede wszystkim dlatego, że każdy monopol uważam za zły. Nie znajduję przykładów na to, by gdziekolwiek się sprawdził.

Każdy monopol deprawuje i to nawet firmy przestrzegające najwyższych standardów. Po co dbać o klienta, który i tak jest na nas zdany? Po co poprawiać jakość usług, skoro i tak nie może z nich zrezygnować? Po co obniżać ceny, skoro i tak musi zapłacić co najmniej urzędowe stawki?

W ciągu trzech lat obowiązywania konkurencji cena przesyłek sądowych spadła trzykrotnie. To trzy razy mniej pieniędzy wydawanych przez wymiar sprawiedliwości, a tak naprawdę przez nas wszystkich. Umowa została zawarta teoretycznie na trzy lata, ale nie zdziwię się, jeśli po wejściu nowych przepisów będzie renegocjowana przez Pocztę Polskę. Dzisiaj PP za przesyłkę poleconą dostaje nieco ponad 1 zł. Tymczasem może dostawać tyle, co płaci każdy z nas na poczcie, czyli 4,20 zł, bo takie są oficjalne stawki zaakceptowane przez Urząd Komunikacji Elektronicznej w usłudze powszechnej. Sądy nie będą miały wyjścia i będą się musiały na nie zgodzić. Bo będą ustawowo zobowiązane do zawarcia umowy z Pocztą Polską.

Bez wątpienia wiele krytycznych uwag, jakie padły pod adresem konkurencyjnej Polskiej Grupy Pocztowej, było uzasadnionych. Nie wiem czy choć jeden list był wydany w sklepie rybnym, ale wiem, że przynajmniej teoretycznie było to możliwe. Winą za to obciążyłbym jednak organizatora przetargu, który nie wpisał do specyfikacji wymagań wykluczających takie sytuacje. W ubiegłorocznym przetargu odpowiednie postanowienie zostało już przewidziane i gwarantuje, że korespondencja sądowa będzie odbierana „w atmosferze powagi”. To pokazuje, że swobodnej konkurencji muszą uczyć się wszyscy, także udzielający zamówień. Jestem przekonany, że po jakimś czasie wszyscy byśmy się jej nauczyli. A zdrowa rywalizacja ostatecznie zaprocentowałaby nie tylko niższymi cenami, ale i coraz wyższą jakością usług. Wystarczy spojrzeć na korzyści, jakie przynosi system elektronicznego potwierdzania odbioru. Gdyby nie uwolnienie rynku usług pocztowych, prawdopodobnie nie zostałby wdrożony.

Na koniec słowo o korespondencji wydawanej w sklepach. Nie wiem jak państwa, ale moja poczta już dawno taki sklep zaczęła przypominać. Mogę w niej kupić nie tylko książki, zabawki, ale choćby... znicze. Argument o urzędowym charakterze placówek Poczty Polskiej nie do końca mnie przekonuje. Zwłaszcza że spora ich część to agencje pocztowe, które założyć może w zasadzie każdy. Bynajmniej nie trzeba do tego być urzędnikiem państwowym.