Aby doszło do ewidentnego naruszenia reputacji osoby prawnej, publikacje mediów powinny odnosić się bezpośrednio do tego podmiotu – stwierdził Sąd Najwyższy.
Jerzy W., właściciel spółki I., miał być – według informacji podanych w „Newsweeku” i TVN – bohaterem afery związanej z rzekomym praniem brudnych pieniędzy i wyprowadzeniem z lokalnego oddziału ZUS prawie 15 mln zł. Choć artykuł i program nie dotyczyły spółki S. (działała w zupełnie innej branży niż spółka I.), jednak informacje w nich zawarte odnosiły się do prezes spółki S., a prywatnie – żony Jerzego W. W materiałach dziennikarskich znajdowały się wyraźne sugestie, jakoby spółka S. czerpała korzyści majątkowe z niedozwolonych źródeł, a członkowie jej zarządu korumpowali wymiar sprawiedliwości.
Reklama

Reklama
Sprawa karna ostatecznie zakończyła się wyrokiem uniewinniającym Jerzego W. i w efekcie spółka S. wytoczyła przeciwko wydawcy „Newsweeka” i TVN oraz autorom publikacji powództwo o naruszenie dóbr osobistych. Wygrała w obydwu instancjach. Zdaniem sądów publikacje były nierzetelne; dziennikarze mieli pominąć istotne informacje o spółce, przygotowując materiały pod z góry założoną tezę o rzekomym udziale spółki S. w nielegalnych operacjach. Sąd II instancji nakazał wydawcom przeproszenie spółki, oddalił natomiast wcześniejsze żądania pozwu dotyczące zadośćuczynienia na rzecz spółki oraz na cele społeczne – obydwa po 25 tys. zł. Pełnomocnicy spółki żądali także zmiany orzeczenia w zakresie miejsca i czasu publikacji przeprosin. W efekcie sprawa trafiła więc na wokandę Sądu Najwyższego, który orzeczenie apelacyjne częściowo uchylił i nakazał ponowne rozpoznanie sprawy. W uzasadnieniu Sąd Najwyższy wskazał, że gdy zachowana jest dziennikarska staranność zawodowa, wówczas – w sytuacji kolizji prawa do swobody wypowiedzi i ewentualnego naruszenia dóbr osobistych – pierwszeństwo powinna mieć jednak zasada wolności słowa i prasy.
– Sąd nie może pełnić funkcji „cenzury” – podkreśliła sędzia Agnieszka Piotrowska.
Ale w tym wypadku problemem było, czy doszło do bezpośredniego naruszenia interesów osobistych osoby prawnej – spółki S. Stąd powrót sprawy do II instancji. Źródłem szkody była bowiem publikacja prasowa i audycja TV. Z ich treści nie wynika jednak, że działalność spółki S. była przedmiotem zainteresowania dziennikarzy. SN uznał, że już same tytuły publikacji wskazują tylko na transakcje firmy I. z ZUS-em i dotyczą głównie osób kierujących tymi instytucjami.
Ponadto materiały były zbierane i publikowane jeszcze przed zakończeniem postępowań sądowych. Nie można więc w tym wypadku postawić zarzutu ich nierzetelności. Fakty były bowiem ustalone bezspornie, choć oceny ich mogą już być tendencyjne.
– Prawem prasy jest zadawanie pytań i zbieranie informacji z wiarygodnych źródeł; prawem osoby pytanej jest odmowa odpowiedzi oraz żądanie sprostowania, jeżeli oceny medialne są dla niej krzywdzące. Prawem prasy jest również komentowanie wyroków sądowych, byleby komentarze te były merytoryczne – powiedziała sędzia Piotrowska.
ORZECZNICTWO
Wyrok Sądu Najwyższego z 11 sierpnia 2016 r., sygn. akt I CSK 419/15