Kolejny krok do znoszenia barier między państwami Unii Europejskiej poczyniony, ale polscy przedsiębiorcy wciąż nie mogą w pełni korzystać ze wszystkich udogodnień. Tym razem w wirtualnej przestrzeni. Chodzi o to, że od 1 lipca br. elektroniczny podpis wydany w jednym kraju Wspólnoty jest honorowany w pozostałych. Tego dnia weszły bowiem w życie zapisy rozporządzenia eIDAS (czyli rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady Unii Europejskiej nr 910/2014 z 23 lipca 2014 r. w sprawie identyfikacji elektronicznej i usług zaufania w odniesieniu do transakcji elektronicznych na rynku wewnętrznym oraz uchylające dyrektywę 1999/93/WE; Dz.Urz. UE z 2014 r. L 257, s. 73, dalej: rozporządzenie). – Dzięki przepisom przejściowym eIDAS, podpis elektroniczny i usługi wydawania certyfikatów kwalifikowanych działają bez zakłóceń – mówi Elżbieta Włodarczyk z Krajowej Izby Rozliczeniowej.
W praktyce oznacza to, że każdy obywatel UE chcący posługiwać się choćby podpisem elektronicznym w innym państwie członkowskim, nie musi się już ubiegać o wydanie zagranicznych środków identyfikacji. Wystarczy mu środek wydany w macierzystym kraju, czyli np. e-podpis wydany w Polsce jest honorowany w innych krajach. To zdecydowanie duże ułatwienie. Od lipca przedsiębiorcy mogą bez większych przeszkód kontaktować się z zagranicznymi kontrahentami i urzędami: podpisywać umowy, wystawiać faktury, startować w przetargach, zaciągać zobowiązania finansowe. Inaczej mówiąc, każdy przedsiębiorca, każdy obywatel posiadający e-podpis może załatwić dowolną sprawę w dowolnym urzędzie w każdym zakątku UE (o ile oczywiście honoruje on e-podpis). I to wszystko bez wychodzenia z domu czy urzędu.
Wcześniej przedsiębiorcy korzystający z krajowych systemów identyfikacji elektronicznej zazwyczaj mogli posługiwać się nim tylko w macierzystym kraju. Za granicą były całkowicie nieprzydatne. Wynikało to właśnie z tego, że w państwach członkowskich obowiązywały różne normy i przepisy. Teraz – dzięki rozporządzeniu eIDAS – zostały one ujednolicone.
Reklama
Tyle że unijny akt wprowadza nie tylko jednolite zasady posługiwania się podpisami elektronicznymi w obrocie gospodarczym w całej UE czy przy załatwianiu spraw urzędowych. Zmian jest więcej. Zmieniono przykładowo również przepisy dotyczące kwalifikowanych znaczników czasu, a nowością w Polsce mają być e-pieczęcie. No właśnie – mają! Te nowe narzędzia wymagają bowiem przygotowania odpowiednich regulacji na gruncie krajowym, m.in. nowej ustawy. Tyle że rząd kultywuje niechlubną tradycję poprzedników i nie nadąża z dostosowywaniem krajowych przepisów do prawa ustanowionego w Brukseli. Bo choć unijne rozporządzenia, w przeciwieństwie do dyrektyw, nie wymagają implementacji do krajowego porządku prawnego, to bez nowych polskich regulacji o podpisie elektronicznym przedsiębiorcy i obywatele nie mogą skorzystać z części ułatwień. Ponadto nieaktualne stały się terminy używane w wielu różnych ustawach, a to powoduje bałagan prawny.
Jest dobra wiadomość: projekt ustawy o usługach zaufania, identyfikacji elektronicznej oraz zmianie niektórych ustaw, nad którą pracują resorty rozwoju i cyfryzacji, na początku lipca został przyjęty przez rząd; wkrótce trafi do Sejmu.
360 tys. tyle jest aktywnych kwalifikowanych e-podpisów w Polsce (wg danych Ministerstwa Rozwoju)