W Prokuraturze Krajowej drastycznie przybyło delegowanych. W efekcie rejony i okręgi tracą ręce do pracy. Muszą również ponosić słone koszty zmiany miejsca pełnienia służby przez prokuratorów.
W prokuratorskiej centrali w Warszawie, przy ul. Rakowieckiej, pracuje dziś więcej śledczych z niższych szczebli niż tych, którzy normalnie awansowali. Status prokuratorów Prokuratury Krajowej (PK) ma tu tylko 53 oskarżycieli. Delegowanych, czyli skierowanych tymczasowo z jednostek niższego szczebla, jest już 125 prokuratorów (w tym 11 na etacie Prokuratury Krajowej). To o wiele więcej niż za czasów Andrzeja Seremeta (patrz: grafika).
– NIK w jednej z ostatnich kontroli za czasów Andrzeja Seremeta wskazywała, że jest nadmetraż na Rakowieckiej, czyli budynek jest za duży w stosunku do potrzeb. Teraz staje się powoli za mały. Do innych budynków przenoszone są różne komórki na przykład departament budżetu i majątku – sygnalizuje jeden z prokuratorów.
– Z informacji uzyskanych od dyrektorów biur i departamentów w Prokuraturze Krajowej wynika, że nie wykluczają oni skierowania kolejnych wniosków o delegowanie prokuratorów – mówi jednak Maciej Kujawski z PK.
Reklama
Kosztowne pseudoawanse
W efekcie takich działań niższe szczeble zostają pozbawione rąk do pracy.

Reklama
– Delegaci są dla ich budżetów kosztem. Trzeba im wypłacać uposażenie, dodatki, zwrot kosztów zamieszkania czy przejazdów – wskazuje Krzysztof Parchimowicz, prezes nowego stowarzyszenia Lex super omnia.
A prok. Kujawski potwierdza, że wszyscy delegowani do Prokuratury Krajowej otrzymują dodatki funkcyjne i specjalne.
– Dodatki te wypłacają jednostki, z których prokuratorzy są delegowani – przyznaje prokurator Kujawski.
Dla samej centrali koszty dodatków funkcyjnych i specjalnych dla 11 delegowanych i pozostających na etacie Prokuratury Krajowej wyniosły dotychczas 54 864,53 zł. Jakie koszty ponoszą niższe szczeble, nie sposób się dowiedzieć, ponieważ dane nie są zbierane w skali kraju.
– W zakresie obciążenia budżetu delegowaniem zwiększonej liczby prokuratorów do Prokuratury Krajowej odpowiedź nie może być oczywista. Są bowiem przypadki delegowania prokuratorów, którzy stracili dodatki służbowe, na przykład związane ze sprawowaniem funkcji kierowniczych w jednostkach niższego rzędu, a dodatki delegacyjne w PK są w niższych kwotach – tłumaczy prokurator Kujawski.
Ale delegacje mają inny istotny minus.
– Kiedy ktoś jest delegowany, ktoś musi przejąć jego sprawy. Często traktuje je jako cudze i podchodzi do nich z dystansem – ocenia prokurator Krzysztof Parchimowicz.
– Nie jest tak, że prokurator przejmujący sprawę po koledze zakocha się w niej od pierwszego wejrzenia. Taka rotacja jest jedną z chorób, która zabija prokuraturę – dodaje.
Krótka smycz
Gorzej, że niestabilność delegacji może też uderzać w samodzielność i niezależność prokuratorów.
– Tych ponad 120 delegatów do Prokuratury Krajowej trzymanych jest na krótkiej smyczy. Jednym pociągnięciem pióra można im podziękować i odwołać z delegacji. To wygodny sposób na egzekwowanie większej dyspozycyjności podwładnych – ocenia jeden ze śledczych.
– Delegacje są chorobą prokuratury. Patologią. Walka z nią jest jednym z celów, jakie stawia sobie nasze stowarzyszenie – wyjaśnia prokurator Parchimowicz i dodaje, że delegowany ma słabszą pozycję zawodową niż ten, który ma stanowisko na stałe. Nie jest pewny dnia ani godziny. Według niego delegowany musi trzy razy zastanowić się, zanim zakwestionuje polecenie przełożonego.
– Ryzykuje bowiem, że straci pewne pieniądze, wyższy komfort pracy i wróci tam, skąd przyszedł. A spadek z najwyższego szczebla do najniższego jest bolesny. Wiem o tym najlepiej – dodaje Parchimowicz, zdegradowany przez nowe kierownictwo z Prokuratury Generalnej do jednej ze stołecznych jednostek.
Jak PK uzasadnia taki skok liczby delegowanych na ul. Rakowiecką?
– Zwiększona liczba delegowanych prokuratorów wynika przede wszystkim ze zwiększonego zakresu obowiązków, także na poziomie centralnym, i nowej struktury Prokuratury Krajowej. Powstały m.in. departament do spraw przestępczości gospodarczej, wydział spraw wewnętrznych czy departament do spraw wojskowych. Powstały także nowe komórki w ramach istniejących biur lub departamentów na przykład zespół do spraw terroryzmu i cyberprzestępczości – wylicza Maciej Kujawski. Przypomina też, że na poziomie PK możliwe jest prowadzenie postępowań przygotowawczych. Jak informuje, aktualnie toczą się takie cztery, w tym śledztwo smoleńskie.
Szef związkowców
Szczególne kontrowersje budzi delegacja do PK szefa prokuratorskich związkowców – Jacka Skały. Jeszcze do niedawna był on jednym z głównych krytyków delegacji.
– Po awansie i delegacji do Prokuratury Krajowej pan prokurator Jacek Skała, jako szef związku zawodowego, znajduje się w niezręcznej sytuacji. To trochę tak, jakby był szefem związku zawodowego stoczniowców i jednocześnie pełnił funkcję w zarządzie stoczni – komentuje prokurator Parchimowicz.
W podobnym tonie wypowiada się Edward Zalewski, były przewodniczący Krajowej Rady Prokuratury.
– Szef związków zawodowych powinien się na coś zdecydować: albo chce być związkowcem, albo chce robić karierę zawodową. Chciałbym być dobrze zrozumiany: nie odmawiam związkowcom prawa do kariery zawodowej. Ale trzeba umieć wybrać – podkreśla Zalewski.
Jak mówi, od zawsze był przeciwnikiem delegacji.
– Krytykowałem ich skalę za czasów Andrzeja Seremeta. I podobnie oceniam ich stosowanie w dzisiejszej Prokuraturze Krajowej. Delegacje nie służą niezależności prokuratorów. Ich koszty są często wyższe niż koszty utrzymania prokuratora na zwykłym etacie. Powinno się je szybko kończyć – po okresie około sześciu miesięcy – nominacjami albo powrotem do macierzystych jednostek – twierdzi Edward Zalewski.
– Prokurator Skała nie pełni żadnej funkcji w PK. Ponadto jego działalność może tylko przynieść korzyści dla związku, gdyż można bezpośrednio przekazać Prokuratorowi Krajowemu problemy środowiska – odpiera jednak Barbara Chrobak, wiceszefowa Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratury RP.
A prokurator Tomasz Salwa, członek ZZPPP, przypomina, że dotąd ludzie ze związku i stowarzyszeń byli pomijani przy awansach i powołaniach na stanowiska funkcyjne.
– Dobierano na nie posłusznych. Dobrze, że to się zmieniło. Wśród nas jest wielu niepokornych i niezależnych, ale niezłych fachowców i przyzwoitych ludzi – stwierdza Salwa.
Sam prokurator Skała podkreśla, że zdania w sprawie delegacji nie zmienił. Dziś jednak mają one swoje uzasadnienie: przy ul. Rakowieckiej powstały nowe departamenty, prowadzone są śledztwa.
– Do tego cała prokuratura przechodzi ogromną reorganizację. Zmiany dotyczą między innymi przejmowania spraw przez prokuratury regionalne i okręgowe, wdrażania zasady obowiązkowego referatu czy obowiązkowych dyżurów dla wszystkich – wylicza szef związku.
Jak przekonuje, bez rąk do pracy w prokuratorskiej centrali te zmiany nie byłyby możliwe. Większym problemem są – według niego – delegacje w prokuraturach okręgowych i regionalnych.
– Nie da się ukryć, że jest wielu prokuratorów delegowanych do wydziałów śledczych i gospodarczych, i taki stan trwa wiele lat. Nasze informacje jednak wskazują, że w ostatnim okresie liczba osób przebywających na długoletnich delegacjach zmalała. Proces ten nabrał tempa i to jest zjawisko pozytywne – dodaje prok. Skała.
Przyznaje jednak, że niewielu spośród przeniesionych w dół podjęło pracę.
– Niestety, mieliśmy wiele odejść w stan spoczynku. A spodziewamy się kolejnych. Jednostki rejonowe są przetrzebione personalnie – przyznaje Skała.