Po tym jak z początkiem roku samorządy straciły uprawnienia do korzystania z urządzeń rejestrujących prędkość, dokańczaniem spraw mandatowych zajęła się policja. W sumie funkcjonariusze przejęli od straży miejskich i gminnych 300 tys. postępowań, które muszą dokończyć we własnym zakresie. Okazuje się, że policjanci szybko zakasali rękawy. W całym kraju rozpoczęła się akcja „motywowania” kierowców do szybkiego zakończenia spraw i opłacenia mandatów.

Jeden z czytelników DGP wezwanie (jeszcze od straży miejskiej) otrzymał kilka miesięcy temu. Do przekroczenia prędkości doszło w Warszawie latem 2015 r. Zgodnie z danymi podanymi na formularzu miał trzy możliwości. Po pierwsze, przyznać się do prowadzenia samochodu, przyjmując mandat i punkty karne. Po drugie, wskazać osobę, która kierowała wtedy pojazdem. Trzecią możliwością była odmowa wskazania winnego, ale z jednoczesną zgodą na przyjęcie mandatu. Czytelnik pismo z poczty odebrał, ale nie odpowiedział. Twierdzi, że o sprawie zapomniał. Potem mundurowi przysyłali wezwanie, ale nie udało im się go w skuteczny sposób dostarczyć (w dokumentacji na komisariacie widział nieodebrane awizo). Wtedy policja zdecydowała się na niekonwencjonaln