Do niedawna uchodził za umiarkowanego zwolennika kontradyktoryjności wprowadzonej w lipcu 2015 r. W przeciwieństwie do autorów zmian uważnie słuchał jednak głosów krytycznych pod adresem nowych rozwiązań, zwłaszcza ze strony praktyków. I wyciągał wnioski.

W listopadzie ubiegłego roku skromny wykładowca z Uniwersytetu Warszawskiego, pracownik Biura Rzecznika Praw Obywatelskich został wiceministrem sprawiedliwości. Od czego zaczął? Od demontażu kluczowych rozwiązań firmowanych przez największe sławy polskiego prawa karnego. Wielu było w szoku, bo nie zawahał się jednym ruchem ręki przekreślić sztandarowych założeń lipcowej nowelizacji: kontradyktoryjności, zakazu przeprowadzania dowodów zdobytych nielegalnie czy rezygnacji z obrońcy na żądanie. Niewielu pamiętało, że od dawna chętnie rzucał rękawicę zwolennikom liberalnego podejścia do prawa karnego, popierając zaostrzenie kar za najcięższe przestępstwa, rozszerzenie granic obrony koniecznej czy obniżenie wieku karania nieletnich. W 2006 r. był nawet asystentem ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry.

Reklama

EI